Pułapka za pułapką

Choć Koalicja Obywatelska prowadzi w sondażach, a PiS z nowym liderem Czarnkiem na razie strat wyraźnie nie odrabia, wciąż nie ma pewności, że koalicja demokratyczna utrzyma władzę na następną kadencję. CPN umocnił pozycję Tuska jako premiera. Wypady Nawrockiego na Węgry i do Teksasu jego pozycję osłabiły. Zaszkodziło mu także weto wobec SAFE. Nie pomogło wymuszanie spotkań z generalicją ani besztanie dziennikarza TVN. Ewentualna przegrana Orbána uderzy rykoszetem w Kaczyńskiego i w sam ośrodek prezydencki. Tyle dobrych wieści dla demokratów.

Są też złe: CPN nie ułatwia wypracowania wspólnej linii całej Unii w obronie przed dewastującymi skutkami wojny z Iranem dla globalnego rynku paliw. Każdy swoją rzepę kroi. Rozliczenia ośmioletnich rządów PIS i ziobrystów nie kończą się oskarżeniami prokuratorskimi w znaczącej politycznie skali. Na tym tle rośnie niezadowolenie z koalicji demokratycznej: za mało, za wolno. Weta Nawrockiego w ważnej sprawie ograniczenia „aresztów wydobywczych” nie udało się odrzucić. Przegrana Trzaskowskiego pozwoliła zbudować kolejny przyczółek prawicowej rekonkwisty. Pogrzebany został plan odbudowy demokratycznego państwa prawa.

Kosiniak-Kamysz angażuje autorytet rządu Tuska w uwiarygodnianie wydumanego kontrprojektu prezydenckiego wymierzonego w program SAFE. Nie udaje się zmniejszyć deficytu budżetowego. Nie udaje się odblokować 90 mld euro dla Ukrainy ani odzyskać 2 mld z tytułu polskiej pomocy dla Kijowa.

Nie udaje się uzyskać nominacji ambasadorów ani części oficerskihh. Zablokowana jest naprawa sądownictwa (KRS). Wybrani przez Sejm sędziowie Trybunału Konstytucyjnego czekają na zaprzysiężenie. Nawrocki już chce ich podzielić tak, aby zachować kontrolę nad TK. Nie daje się rozwiązać sprawy Manowskiej, wskutek czego cierpi wydolność Sądu Najwyższego. Wśród prodemokratycznych środowisk wybuchają konflikty środowiskowe, jak w ugrupowaniu Hołowni, ale też na tle Gazy i nominacji na ambasadora akcji Żonkile upamiętniającej powstanie w warszawskim getcie.

Frustracja w niektórych prodemokratycznych środowiskach obywatelskich powoduje radykalizację. Słychać głosy, że już nigdy nie zagłosują na Tuska, tylko zbojkotują wybory w przyszłym roku. Część tych niezadowolonych wytyka mu zerkanie w stronę skrajnej prawicy, choćby w sprawie migrantów. Niezadowoleni mają świadomość, że bojkot zwiększa szanse skrajnej prawicy na zdobycie władzy, co uderzy w nich i całą Polskę demokratyczną.

Tak to wygląda w początkach wiosny. Bezpieczeństwo wygrywa w sondażach o tym, czego dziś przede wszystkim oczekują Polki i Polacy. Polityka rządu Tuska odpowiada na to oczekiwanie i dzięki temu wzmacnia jego pozycję. Tylko że zarazem obywatele (w mniejszym stopniu wyborcy prawicy) oczekują złagodzenia „wojny polsko-polskiej”.

Jest w tym logika: rozdarcie społeczeństwa między obozy polityczne, coraz brutalniej z sobą walczące, osłabia poczucie bezpieczeństwa jednostek i grup społecznych, a więc zagraża również niepodległemu państwu.

Część z nas ma dość tego konfliktu, ale politycy prawicy stawiają na jego zaostrzenie w przeświadczeniu, że tym razem to wystarczy do zwycięstwa nacjonalizmu. Może i wystarczy, ale usług publicznych nie poprawi. Porodówek nie uratuje.

Jakimś wyjściem z pułapki byłby blok demokratyczny na przyszłoroczne wybory. W Węgrzech udało się go zbudować. Lecz czujemy, że zjednoczenie 15 października raczej się nie powtórzy. Nie ma też widoków na zjednoczenie prawicy. Czeka nas zatem wolna amerykanka, totalny pluralizm i szaleńcze próby zmontowania powyborczej koalicji rządzącej.

Demokracja umiera w chaosie. Kto sieje chaos, zbierze burzę. Słaba to pociecha, bo cena będzie wysoka. W 2023 r. chodziło o to, by odsunąć od władzy. To się udało. W przyszłym roku będzie chodziło o to, by siły demokratyczne władzy nie straciły. Ogromna różnica.

Reklama