Egzekucja na żywo
To barbarzyńska promocja kultury śmierci – tak skomentował przewodniczący amerykańskiej konferencji biskupów katolickich decyzję, by egzekucję amerykańskiego żołnierza przez rozstrzelanie można było obejrzeć na żywo w Internecie. Decyzję ogłosił obecny minister obrony USA z poparciem wojskowych, ale niekoniecznie swego kolegi z rządu, świeżo nawróconego na katolicyzm wiceprezydenta Vance’a, który już zapowiedział, że jeśli dojdzie do transmisji na żywo, to na pewno on nie będzie jej oglądał.
Ich boss, Donald Trump, bez wahania zaaprobował egzekucję, ale nie odniósł się jednoznacznie do transmisji na żywo, co można odczytać jako znak, że w tej kwestii się waha. Ma przecież świadomość, że tylko dwa kraje nadają egzekucje na żywo: Iran i Afganistan, a więc Ameryka dołączyłaby do swych islamskich wrogów, czyli cofnęła się pod tym względem do mroków średniowiecza. W oczach orędownika chrześcijańskiej cywilizacji białego człowieka nie wygląda to dobrze. Czy to w ogóle wymaga komentowania? Publiczne egzekucje zaspokajają potrzebę zamordystów, by społeczeństwo się bało podnieść na nich rękę i potrzebę zemsty w społeczeństwie, podczas gdy chrześcijaństwo współczesne i demokracja liberalna zemstę odrzuca jako metodę rozwiązywania konfliktów.
Stany same strzeliłby sobie kolejnego wizerunkowego gola samobója. Zaczęło się od przywrócenia kary śmierci na szczeblu federalnym ponad pół wieku temu. Ameryka rywalizuje tu z Chinami i innymi państwami Azji, z także Afryki. Nieciekawa to konkurencja, lecz Ameryka wciąż hołduje surowej historycznej anglosaskiej zasadzie, że justice must be done and must be seen to have been done. Publiczna egzekucja nadawana na żywo w Internecie idealnie wpisuje się w ten przemocowy paradygmat państwowy.
Nie kwestionuję, że skazany na śmierć były major US Army, to zbrodniarz z motywacji ideologicznej (obrona państw muzułmańskich przed agresją amerykańską). W bazie, gdzie zastrzelił 13 towarzyszy broni, złamał wszelkie zasady prawa amerykańskiego i wyrok śmierci musiał go spotkać w ramach amerykańskiego systemu wymierzania sprawiedliwości. Jestem przeciwnikiem kary śmierci i zwolennikiem jej usunięcia we wszystkich krajach. Cieszę się, że Europa poszła po wojnie tą drogą i w Unii Europejskiej kara śmierci nie obowiązuje.
Z tym większym niesmakiem obserwuję wieści o przygotowaniach do egzekucji na żywo wyznaczonej na 3 grudnia. W żadnym razie nie powinno do niej dojść. To byłby nie tylko rodzaj tortury, a tortury są zakazane we wszystkich zachodnich państwach demokratycznych, ale też gwałt na psychice potencjalnych widzów, zwłaszcza młodych. Biskup amerykański słusznie nazwał ten szokujący pomysł promocją kultury śmierci. W języku Kościoła katolickiego ,,kultura śmierci’’ to nie tylko przyzwolenie na aborcję, ale także przypisywanie sobie przez człowieka atrybutów Boga: prawa do decydowaniu o życiu bądź śmierci osoby ludzkiej. Taka władza w dzisiejszym nauczaniu KRK należy tylko do Boga. Kościół de facto aprobuje zatem zniesienie kary śmierci.
Z perspektywy niereligijnej też wysuwano przekonujące argumenty przeciwko tej karze – natury humanitarnej i antropologicznej: prawo do życia jest fundamentalnym prawem człowieka. Kara śmierci pozbawia skazanego szansy na odnowę moralną. Sądy popełniają błędy, skazując niewinnych ludzi. Nade wszystko zaś kara śmierci nie działa odstraszająco (to jest główny argument ministra obrony USA za transmisją egzekucji na żywo).
Całkiem niedawno świat zbulwersowała inna wiadomość o karze śmierci made in USA. Okazało się, że skazana morderczyni przeżyła dwukrotną próbę jej uśmiercenia w jednym z więzień amerykańskich. Co z nią będzie dalej? Co będzie z karą śmierci w kraju, który nie radzi sobie nie tylko z wojnami na świecie, ale z niewydolnością własnego systemu na wielu ważnych polach? Ameryka dawno przestała być wzorem dla wielu krajów. Teraz, za administracji Trumpa, traci szansę na prawdziwą ofensywę moralną, której symbolem mogłoby być przywrócenie moratorium na karę śmierci w USA.