Leon dał radę w laickiej Francji

Poruszająca postawa duchownych w Jarosławiu. Znam te tereny z autopsji, katolicyzm i inne chrześcijańskie denominacje są tam silniejsze i bardziej tradycjonalistyczne niż w wielkich miastach i na zachodzie Polski. A jednak stanęli w chrześcijańskiej prawdzie mimo wzburzenia śmiertelnym zamachem nożownika, prawdopodobnie chorego psychicznie, na jednego z księży. Okazja do hejtu antyukraińskiego wymarzona dla skrajnej prawicy. Ale księża jej nie podjęli. Można ich chyba nazwać wiernymi Jezusowi i papieżowi Leonowi, który, choć z USA rodem, w Europie czuje się coraz lepiej. Czego kolejnym dowodem była czterodniowa wizyta Leona w laickiej Francji, kiedyś nazywanej najstarszą córą Kościoła.

Leon zrobił furorę u wiernych i ateistów swym powściągliwym stylem bycia i przesłaniem pokojowym. W Paryżu na mszę z udziałem Leona przyszło kilkaset tysięcy ludzi, nie tylko starych i zmęczonych życiem. Mnie szczególnie zainteresowały odwiedziny Leona w Metzu, w ośrodku kultywującym pamięć o Robercie Schumanie, współtwórcy wspólnoty europejskiej, dziś w formie UE, szczerego katolika przechodzącego w Kościele R-K procedurę kanonizacji.

Młode pokolenie raczej o nim nie słyszało, choć był ministrem, a nawet premierem rządu francuskiego po wojnie. Jako minister spraw zagranicznych ogłosił w 1950 r. plan wspólnego zarządzania przez Francję i Niemcy niezbędnymi do prowadzenia wojny zasobami węgla i stali. Tak się narodziła idea integracji jako przezwyciężenia strasznego dziedzictwa drugiej wojny światowej: pokój przez współpracę zamiast przez siłę, miecz, krew i zgliszcza.

Obraz sytuacji międzynarodowej w papieskich oczach wygląda mniej więcej tak jak w oczach przywódców, działaczy i zwykłych obywateli niepopierających nacjonalizmu, skrajnej prawicy i trumpizmu: coraz więcej agresji, oszustw i kłamstw, coraz mniej cywilizowanych relacji, chęci do dialogu i kompromisu. Można wzruszyć na to ramionami: pusta gadanina. Lecz rolą papieża jest właśnie gadanie do wszystkich chcących słuchać o rzeczach ważnych. Nawiasem mówiąc, Leon zaprosił do Metz wszystkich liderów wolnej Europy; przybyli z Andory, Monako, Luksemburga i nikt więcej. Wysłuchał papieża oczywiście aktualny prezydent Francji, gospodarz wizyty papieskiej. Ale na jego następcę szykuje się skrajnie prawicowa, prorosyjska Le Pen. I ma szanse. Jej wygrana byłaby nie tylko szokiem, ale wstrząsnęłaby też Unią, a gdyby, co gorsza, do władzy doszli w Niemczech antyeuropejscy i antypolscy nacjonaliści z AfD, to sama przyszłość wspólnoty byłaby poważnie zagrożona.

Czy to dezawuuje papieskie ody do pokoju? Jeśli tak, to w takim samym stopniu jak wszelkie oficjalne mowy wszelkich liderów na wszelkie tematy. Większość idzie w zapomnienie wkrótce po ich wygłoszeniu. Można też kpić z papieskiej wiary w pokój i jedność jako fundament Europy wyłonionej z planu Schumana, przywołując choćby wojnę w Ukrainie – Leon nie wymienił jej z imienia – i niezdolność Europy do doprowadzenia negocjacji pokojowych o własnych siłach, a Trump, jak wiadomo, martwi się bardziej tym, że Ukraina podpala rosyjskie rafinerie, niż obłąkańczymi codziennymi i conocnymi atakami na Ukrainę, w której niemal codziennie giną dzieci.

Nie, to nie przekreśla wołania Leona o pokój i opamiętanie. Bo jaka jest alternatywa dla pokoju przez współpracę, jeśli nie wojna w takiej czy innej formie? Każdy mądry polityk i duchowny którejkolwiek opcji musi powtarzać w koło Macieju te same wezwania co papież. Do kogoś w końcu dotrą.

Reklama