Oblicza melancholii
Wreszcie jest na streamingach nowa płyta Piotra Anderszewskiego Brahms. Late Piano Works. Po koncertach, które słyszeliśmy, nie zaskakuje, że jest przepiękna.
W zacytowanym na stronie wydawcy krótkim słowie od pianisty czytamy: „Te późne dzieła Brahmsa są jak testament. Ale co ten tajemniczy człowiek nam tu objawia? A może raczej, co wciąż próbuje ukryć? Ukrywając to do samego końca, wzbudzając w nas nieodpartą chęć odgadnięcia, co to jest?” I takie właśnie odnoszę wrażenie przy słuchaniu: to próby odnalezienia, co się za tą melancholią kryje.
Najbardziej – jak dla mnie – ujmujące jest, że to są poszukiwania bez romantycznych ochów i achów, lecz ściszone, jakby niepozorne, naturalne. Objawiają się w wydobyciu jakiejś linii, jakiegoś akcentu, półtonów, półcieni. Już pierwsze Intermezzo h-moll op. 119 nr 1 rozpoczyna się jakby powolnym rozsypywaniem dźwięków. Gra z tempem bardzo dyskretna, zwolnienia i przyspieszenia delikatne, ale właśnie w tych półtonach i niuansach kryje się wszystko. No właśnie, co się kryje? Słowami nie można raczej tego opisać. Ale interpretacją muzyki tak.
Nastroje bardzo różne, bywają pogodne (Intermezzo C-dur op. 119 nr 3), łagodne z nutą melancholii (Intermezza A-dur op. 118 nr 2), bywają bolesne (burzliwie jak w Intermezzu a-moll op. 118 nr 1 czy Capricciu g-moll op. 116 nr 3, cichutko jak w Intermezzu a-moll op. 116 nr 2 czy tych najsmutniejszych: cis-moll, b-moll i es-moll), bywają też oniryczne (Intermezzo E-dur op. 116 nr 4).
To jest ten sam wybór i w tej samej kolejności, którą PA prezentował na ostatnich koncertach. Nie są to wszystkie miniatury z tych trzech opusów. Kolejność też jest tu znacząca, dobrana tonacjami i nastrojami, przełamująca założenia kompozytora, bo jakieś zapewne w swoim ułożeniu miał. Dla mnie zawsze było jakby pewnym irracjonalnym pokrzepieniem, że ostatnią z tych miniatur jest energiczna Rapsodia Es-dur op. 119 nr 4, więc coś na kształt jakiegoś zwycięstwa nad melancholią. I ona też jest na tej płycie, z odpowiednią dawką energii, ale nie na koniec – po niej są owe dwa najsmutniejsze, pełne rezygnacji intermezza (b-moll i es-moll). Jakby pianista chciał nam powiedzieć: nie ma happy endów, to jest złudne. I to też jest racja.
Komentarze
Tym właśnie muzyka przewyższa najlepszy nawet teatr
No, jeżeli człowiek teatru to mówi, to wypada uwierzyć…
Czekałam na tę płytę, a teraz gdy już jest, mam poczucie, że za mało we mnie ciszy, żebym mogła jej słuchać. Tu potrzeba jakby uczestniczyć w misteriach w Eleusis, albo udać się w pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Takie podejście jest potrzebne, moim zdaniem, by uświadomić sobie i spróbować doświadczyć i uszanować te miesiące pracy, a może nawet lata, pianisty wyjątkowego, zwłaszcza nad muzyką tak pełną ducha. Brahms też pisał te intermezza w odosobnieniu.
Slyszałam już te interpretacje Piotra w retransmisjach z koncertów, ale płyta to jednak najbardziej zgodny z zamysłem artysty przekaz, choć w koncertach czasem może wedrzeć się więcej niekontrolowanej duszy… Zatem jeszcze chwilę poczekam.
Wciąż wydaje mi się, że jestem za młody na Bacha czy późnego Brahmsa, ale Anderszewski na Chopieju totalnie mnie porwał swoją „suitą” tych utworów. W sali koncertowej jest jednak możliwość, żeby się troszkę wyciszyć.
Dzień dobry, tutaj Berkeley special z nowym nickiem. Problemy z telefonem, nowe konto, stare przepadlo, ale trudno. Wysłuchałam płyty Brahmsa PA – bardzo mi się podoba. Będę słuchać jeszcze wiele razy.
Z mojego podwórka mogę polecić Państwu młodego amerykańskiego skrzypka – Randall Goosby. Gral dla nas w I Koncercie Maxa Brucha. Naprawdę świetny skrzypek. To tak trochę a propos zbliżającego się Konkursu Wieniawskiego. Słucham sobie pana Nizioła i bardzo go lubię. Myślę, że to bardzo dobry wybór na przewodniczącego. Ostatnim razem było w jury sporo ciekawych osób, ale tego pana najczęściej słucham, znacznie więcej niż młodej Japonki, która wygrała ostatnią edycję (Hina Maeda).
Nasza orkiestra (SFSO) chyba poszukuje dyrygenta, na razie mamy przekrój różnych osób z całego świata, co jest w sumie dla nas fajne.
W piątek gra Cho z V Symfonią LvB. Debiut dyrygenta Johna Storgårdsa u nas. Może szuka nowego “zacisza”? Pozdrawiam wszystkich serdecznie i noworocznie.
Pozdrawiam wzajemnie pod nowym nickiem 🙂
Nie będę już robić nowego wpisu, tylko wspomnę, że byłam dziś na koncercie sympatycznego młodego Kwintetu Stroikowego Reedbeat (w ramach Sceny Muzyki Polskiej). Skład oryginalny – obój, klarnet, saksofon altowy, fagot i klarnet basowy. Nie ma prawie nic na taki skład, więc skazani są na opracowania; do tego programu wybrali same utwory przeznaczone w oryginale na orkiestrę smyczkową. Do takich instrumentów najlepiej pasuje neoklasycyzm, więc były Tryptyk Tansmana (opr. Wojciech Chałupka), Colas Breugnon Bairda (opr. Piotr Thieu Quang, klarnecista zespołu) i Koncert na orkiestrę smyczkową (opr. Michał Leśniak, którego autorstwa krótki utwór Powidoki zespół wykonał na bis). Ale też – na początek koncertu – była Serenada Karłowicza, nadspodziewanie dobrze brzmiąca w tym zestawie – opracowała ją Maria Leszczyńska-Thieu. Nie wiedziałam, że ta świetna wiolonczelistka (obecnie w składzie Orkiestry FN) zajmuje się również takimi rzeczami – okazuje się, że dla takiego zespołu to jej pierwsze takie opracowanie, wcześniej robiła to tylko na swój instrument. Ogólnie świetny pomysł z tymi opracowaniami, a zespół ma widoczną frajdę z grania.
@Berkeley, ciekawy nowy nick… To słowo budzi we mnie wspomnienia czasów dawnych.
Będę jedna zwracała się Berkely, bo to ładne było.
Zastanawiałam się, czy umieścić link do tego wspomnienia pod tym wpisem, ale jednak jest tak, że znałam Andrew Clementsa głównie z recenzji płyt i koncertów Piotra Anderszewskiego. I smutno mi się zrobiło, gdy zobaczyłam, że tę płytę recenzuje już ktoś inny. I jeszcze smutniej, gdy zobaczyłam, że Andrew Clements właśnie kilka dni temu zmarł. Zawsze znajdywałam w tych recenzjach jakąś charakterystyczną nutę, były osobne, co nie wynikało chyba z brytyjskości, ale może po prostu z ,możliwej w ramach wykonywanego zawodu, sympatii, a może na początku kariery były też wspierające, ale tego już nie pamiętam
https://www.theguardian.com/music/2026/jan/12/andrew-clements-guardians-classical-music-critic-dies-aged-75
Choć nie lubię „Guardiana”, to Clementsa czytywałam. Szkoda gościa.
A ja właśnie przeczytałam, że kilka dni temu zmarł Ralph Towner 😥
Jego gra to była czysta poezja.
https://www.youtube.com/watch?v=l0wXMnNFCoM
P. Frajde, niestety jak nagle “padnie” telefon z niemożliwością przeniesienia danych z karty SIM i jak nie pamięta się z którym adresem emailowym skojarzone jest konto na Polityce, a hasło pamięta się tylko częściowo (no bo haseł nie powinniśmy nigdzie zapisywać, dla wlasnego bezpieczeństwa) to ten dawny nick jest praktycznie nie do odzyskania -zwłaszcza po wielu nieudanych próbach. Ha ha ha. Auditor to oczywiście z łaciny, która jest mi zawsze bliska.
Zastanawiałam się czy niniejszy blog ma najwięcej aktywności tak mniej więcej co 5 lat 🙂 Czy tak rzeczywiście jest? Konkurs Wieniawskiego będę też śledzić z wielkim zainteresowaniem. Już nie mogę się doczekać, natomiast w piątek usłyszę Cho z V Symfonią LvB oraz I Koncert Fortepianowy Szostakowicza, który jest prawie koncertem na fortepian i na trąbkę- tam jest bardzo dużo pięknych partii trąbki. Też już nie mogę się doczekać. A ten koncert nie jest chyba bardzo często u nas grywany.
Pozdrawiam serdecznie.
To prawda, że czas Konkursów Chopinowskich jest najgorętszym czasem na tym blogu. Inna sprawa, że kiedyś w ogóle dużo ludzi tu komentowało. Niektórzy się wyłączyli, inni przeszli do mediów społecznościowych, jeszcze inni rozmawiają albo piszą ze mną w realu i są już moimi prywatnymi znajomymi, a jeszcze inni odeszli na zawsze… Tak to już jest.
I Koncert Szostakowicza wspaniale swego czasu grała Martha na Chopiejach; towarzyszył jej na trąbce (też świetnie) Jakub Waszczeniuk z Sinfonii Varsovii:
https://www.youtube.com/watch?v=QygXBwsNSIg
A czemu PK nie lubi „”Guardiana”? Przecież ideologicznie chyba po myśli, czy się mylę?
Ideologicznie teraz całkiem nie po myśli. Dawna lewica stała się lewactwem, często bezmyślnym. Nie to, żebym ja z lekko lewicowej się stała jakaś prawacka (czy prawilna, jak oni mówią), ale po prostu tak się porobiło, że w pewnych sprawach nie będziemy się zgadzać. Smutne, ale teraz do każdego można mieć o coś pretensję.
Dziękuje, spróbuje zrozumieć, choć pewnie będę pytać o dalsze doprecyzowanie, gdy się przy jakiejś okazji zobaczymy, żeby tu zagadnień politycznych nie wrzucać.
Choć nie wiedziałam, że Pani jest lekko lewicowa, myślałam, że tak całkowicie. To nie ocena, bo z sensem Pani wypowiedzi się zgadzam, na ile, jakkolwiek choć słabo orientuję się w tym.
Zgadzam się w 100% z PK na temat Guardiana. U mnie uczelnia rozdaje bezpłatnie egzemplarze (papier) i nic dziwnego potem, że z młodych ludzi robi się ideologów. Czytają czyjeś jednostronne interpretacje wydarzeń i nawet nie mają pojęcia o tzw. drugiej stronie. To nie jest staranne dziennikarstwo, to stronnicza tuba propagandowa. Nic dziwnego, że w UK antysemityzm hula bezkarnie.
Pozdrawiam.
Dziękuję za link to koncertu Marty na Chopiejach. To był świetny koncert i ten Marthy i ten mój Cho wczoraj. To jest naprawdę bardzo ciekawy koncert i dużo w nim słyszę odnośników do Beethovena, ale i do innych, takie cytaty, słyszę trochę swingu. Cho się bardzo dobrze w tym czuł, a że trąbka jest partnerem fortepianu w tym koncercie, to Cho wywołany na bis powrócił razem z panem trębaczem (naszym z SFSO) i zagrali nam razem coś jazzowego. Sala była pełna, bilety nie są tanie. Przyszło mnóstwo osób pochodzenia koreańskiego. Bardzo uroczy wieczór, na koniec V Symfonia Beethovena. Fiński dyrygent super. Pani kompozytor fińska, której to była premiera utworu na terenie Ameryk i która była obecna na sali wydaje się sympatyczna i zaangażowana, ale niestety jej utwór nie przypadł mi do gustu. Powiedziała nam, że jest na temat porodu i rozwierania się szyjki macicy i wielkiej siły jakie ma kobiece ciało i to była jej inspiracja. Zgadzam się, że to wielkie i uniwersalne i jednocześnie osobiste przeżycie, ale ta muzyka nie zapadła zupełnie w moją pamięć. Na szczęście ten poród trwał tylko ok. 10 minut.
Pozdrawiam.
Co, gdzie „Guardiana” rozdają, w Stanach? To by było ciekawe, ale domyślam się, że raczej w GB. Ale to nie jest jeszcze tak źle może. Lepiej jednak, gdy czytają cały czas „starą prasę” niż newsowe portale, w których albo wiadomości sprowadzane są do notek, to dobra wersja, albo są w nich tak eskalowane emocje, by zrównoważyć napięcie wywołane codziennością i np. nastraszyć, pokazać, że gdzieś jest gorzej, czy ktoś jest wspaniały, ale to to można zawsze osiągnąć i należy wszelkimi siłami do tego dążyć. To „Guardian” jednak jakoś trzyma poziom, choć można łatwo porównać, jak prowadzone jest dziennikarstwo, gdy np.są relacjonowane katastrofy, niewynikające z konfliktów zbrojnych. Nie upieram się przy „Guardianie”. Wydało mi się tylko, że w GB, to całkiem dobry wybór.
Spojrzałam, jak wygląda Filharmonia w SF, bo zastanawiałam się, czy jest budynkiem wpisanym w miasto, co chyba akurat w tym mieście byłoby możliwe. Ale jednak nie. Przypomina trochę katowicki „Spodek”:-) Szkoda, bo SF jest amerykańskim miastem takim na miarę ludzką, że da się po nim chodzić.
Tak, rozdawane za darmo na uczelniach w Kalifornii. Z myślą o studentach, ale każdy może brać, nikt nie pyta. Leży co dwa dni ich cała kupa. Dla mnie to naprawdę paskudna gazeta z uprzedzonymi dziennikarzynami. Pomijam coraz częstsze niepoprawione błędy, tu mam na myśli tylko gramatykę.
Filharmonia (czyli San Francisco Symphony Orchestra) w San Francisco różni się wszystkim od Spodka. To jest budynek zaprojektowany wyłącznie na wydarzenia muzyczne czy takie w których akustyka jest najważniejsza. To “budynek w budynku”, aby odizolować hałas ulicy od sali koncertowej. Zewnętrzna część ma przeszklenie od podłogi do sufitu. W tym budynku nie może być żadnych sportów, nie ma tam hotelu jak w Spodku ani żadnych restauracji. Opera i Balet to oddzielne budynki obok, tutaj tylko muzyka. Budynek też jest dobrze wpisany w serię otaczających go budynków w stylu Beaux Arts. Mieszkańcy SF uważają go właśnie świetnie wpisanym w miasto. Leży przy przystanku naszego metra (7-10 minutowy spacer). Obok (3-4 minutowy spacer) jest kilka piętrowych i podziemnych parkingów na których można rezerwować sobie miejsce przed danym koncertem. Obiekty sportowe są w zupełnie innych częściach miasta. Filharmonia stoi obok Ratusza oraz obok naszej Opery i baletu oraz teatru Herbst. To tam podpisano Kartę ONZ. Z całym szacunkiem do katowickiego Spodka – to jednak Davies Symphony Hall to zupełnie inny rodzaj budynku.
Pozdrawiam panią Frajde.
Dobrze, doczytałam o co Pani chodzi z „tym” „Guardianem”. Nie przyrównywałam funkcji do funkcji, bo w Spodku w Katowicach byłam tylko raz, kilka dziesiątek lat temu już i nie wiem, jak funkcjonuje.. Chodziło mi o pewne podobieństwo, na pierwszy rzut oka, architektury zewnętrznej, kształtu i koloru materiału i fakt, że Davies wyglądał na budynek odosobniony przy dużej ulicy. Nie wiem, co to amerykańskie Beaux Art, nie wiem, czy ma ciś wspólnego z wiedeńskim. Na Google strret vuew, widzę jednak, że jest inaczej, wokół też monumentalne budynki, ale takie przyjemniejsze jakoś. Jeśli nie Spodek, to ICE w Krakowie wydaje się też takim trudnym miejscem do słuchania muzyki. Lubię po prostu stare filharmonie, albo wyjątkowe, bardzo nowoczesne, jak np. NOSPR właśnie. A o karcie ONZ nie wiedziałam. Byłam chyba tylko kilka dni w SF. Z punku widzenia turysty nie sposób nie lubić. Byłam chyba w muzeum sztuki, nie pamiętam, którym i jakieś przyjemnej kawiarni obok, ale to była inna dzielnica.
Beaux Arts to amerykański styl architektury budowany przez architektów wyszkolonych w Paryżu w École des Beaux-Arts. Wiele monumentalnej architektury miejskiej takiej jak Biblioteka Miejska w Nowym Jorku czy fasada i wejście do Galerii Met czy właśnie Ratusz San Francisco to przyklady takiej architektury. A budynek Symfonii w San Francisco powstał znacznie później i jest modernistyczny, ale w harmonii właśnie z budynkami Beaux Arts tuż obok. Nie jest okrągły w całości, tylko od strony głównego wejścia, zatem nie ma kształtu Spodka. Jest to bryła modernistycznie zaokrąglona tylko z jednej strony. Kąty proste z drugiej strony, bez zaokrągleń. Zupełne przeszklenie na każdym z pięter (parter, tarasy i loże) sprawia, że będąc w środku, ale przed wejściem do wewnętrznej, akustycznie odizolowanej części, wpada do zewnątrz mnóstwo dziennego światła oraz oświetlenia miasta z zewnątrz wieczorem. I tam gdzie jest bar i gdzie spotykają się goście to połączenie wewnętrznego oświetlenia i światła z zewnątrz o 19:30 jest wyjątkowo przyjemne. Sam budynek jest bardzo dobrze zharmonizowany ze swoimi starszymi sąsiadami. Tamci starsi to budynki z granitowymi elementami, szare w kolorach, z mansardowymi dachami. Szaro-biały kolor betonu elementów Filharmonii jest bardzo wpasowany w kolorystykę starszych sąsiadów. Jeżeli stare filharmonie, to na pewno nie zachodnie wybrzeże USA. Tutaj mamy sporo bardziej nowoczesnej architektury. I przede wszystkim mieści się tutaj ok. 2740 osób. Samo San Francisco nie ma zbyt wielu mieszkańców, pobliskie Oakland ma już więcej, ale cała metropolia idzie w kierunku 8 milionów. Zatem duża sala bo jest dużo ludzi.
Budynek tuż obok czyli budynek Opery, też w tym stylu Beaux Arts. I oni też robią streaming na żywo swoich produkcji. Bilety kosztują ok. $25 do $30, a czasem i mniej, kiedy streaming (retransmisja chyba) jest puszczana na ekranach parków miejskich ze sportowymi obiektami. W sumie dzieje się u nas cały czas coś ciekawego, nie można się rozdwoić. Tylko koszt jest spory, niestety. Muzea poza Waszyngtonem są raczej drogie, są bezplatne dni, ale nie co tydzień i trzeba to planować. Chyba raz w miesiącu są bezpłatne. W okolicy budynku Symfonii w SF jest muzeum sztuki azjatyckiej, ze zbiorami prawdopodobnie jednymi z największych na świecie tej sztuki. Jest bardzo ciekawe. Ten sam przystanek metra co Filharmonia. Też Beaux Arts budynek z modernistycznymi elementami dzięki ekspansji kilka lat temu. Ogólnie to miejsce (olbrzymi skwer wokół którego stoją te monumentalne budynki z Filharmonią łącznie) to plac ONZ, ze względu na to historyczne znaczenie. To tutaj A. Rubinstein wymusił na delegacji sowieckiej wstanie z miejsc, kiedy poprosił całą salę o powstanie na polski hymn. Dzięki presji władz ZSRR nie było tam polskiej delegacji (tak, Sowieci nie zgodzili się na to!). Dla tego pianisty o polskich korzeniach był to wstyd, żeby nie było polskiej flagi i polskiej obecności przy podpisywaniu Karty ONZ w czerwcu 1945 roku.
Tak więc mamy i polski i muzyczny akcent we wpisie o naszej Filharmonii.
Pozdrawiam.
Auditor
22 stycznia 2026
4:26
Witaj pod nowyn nickiem 🙂
Ja czekam w lutym na ten koncert Szostakowicza w szczególnym wykonaniu. Zagra go w Rotterdamie i Amsterdamie wspaniały dyrygent Lahav Shani jednocześnie dyrygujac. Nie jest to pierwszy raz, kiedy prezentuje się też jako znakomity pianista, prowadzący jednocześnie orkiestrę. Prawdziwym dokonaniem był koncert no3 Prokofiewa !! Artysta sam powiedział,że nie z każdą orkiestrą odważyłby się na to.
Będę rownież 8 marca na recitalu Cho w Amsterdamie. Bardzo ciekawy program : Bach partita no1, Schumann Karnawał wiedeński, wszystkie walce Chopina i Schoenberg Apartament.
A teraz o tym co było – koncert z 18 stycznia, ktory wciąż noszę w sobie. Po raz pierwszy słyszałam „na żywo” Yunchan Lima w koncercie Schumanna. Dziś nagranie z tego koncertu pojawiło się na youtube !! Dlatego piszę o tym i podaję link. Słowa są zbędne…
Schumann Piano Concerto:Royal Concertgebouw Orchestra, Jakub Hrůša 2026 Amsterdam
Pozdrawiam
basia.n
Dziękuję za link do Lima i Hrůša – zaraz sobie posłucham! To gratka!
A program Cho w Amsterdamie też ciekawy z Schumannem i innymi. Zupełnie inny program niż u nas.
Lahava Shani bardzo lubię i cenię już od dawna. Mam nawet jego wczesne płyty. Był u nas w ubiegłym roku. Mnie akurat wtedy nie było, żałuję.
Ciekawa jestem jak pójdzie Cho w Amsterdamie. Proszę coś napisać.
Pozdrawiam.
@Auditor
Berkeley, dziękuję za mini wykład o architekturze San Francisko i jej stylu. Można poczuć, że jest Pani bardzo związana ze swoim miastem, czy też miastem najbliżej Pani. Szukałam i próbowałam sobie przypomnieć, w którym muzeum byłam. Wydawałoby mi się, że to musiało być SFOMA, ale zupełnie nie kojarzę budynku. Może to była podsiedziba. To było bardzo dawno i nie tak dużo pamiętam. Wydaje mi się, że miasto się zmieniło, bo nie pamiętam tylku wysokościowców i miałam o nim wyobrażenie bardziej na kształt Bostonu, czy Nowego Orleanu, ale pewne i w nich wiele się zmieniło. Chyba poznawanie współczesnej Ameryki już nie dla mnie, biorąc pod uwagę, ilu ważnych i ciekawych miejsc w Polsce nie widziałam. Parków Narodowych bardziej mi żal.
Tak, SFMOMA to spacer może 25 minutowy of kompleksu przy United Nations Plaza. To muzeum z kolei jest ok. 20 minut spacerem od Filharmonii. Znajduje się w 5 poziomowym, nowoczesnym (1995) budynku z ogrodem na dachu i oknami tak zaprojektowanymi, że w Muzeum jest sporo naturalnego światła. A to Muzeum jest tak jakby w „dzielnicy muzealnej” (to moja nazwa, tutaj ten termin nie jest używany). Tuż obok jest Muzeum folkloru i krok dalej, Muzeum wspołczesnej kultury żydowskiej (świetna architektura: połączenie starej elektrowni z nowoczesną bryłą geometryczną, piękna symbolika tradycji i współczesności. Akurat to Muzeum ukrywa też w swojej architekturze litery alfabetu hebrajskiego, które w połączeniu dają słowo „chai” czyli „życie” (jak L’chaim!) Tuż obok jest Centrum Sztuki Yerba Buena oraz Muzeum diaspory afrykańskiej. Więc moja nazwa „dzielnica muzeów” naprawdę opisuje ten teren, a nawet nie wymieniłam wszystkich muzeów w tej okolicy. Jest więc sporo rzeczy do oglądania. Dużo osób zagląda do SFMOMA, dla mnie to nie jest nasze najciekawsze muzeum, ale ze względu na przestrzeń można tam wystawiać olbrzymie rzeźby i w szczególności wielkie instalacje. Mnie takie wielkie instalacje nie za bardzo interesują, ale bardzo lubię okolicę tych muzeów. Jest tam też szkoła (wyższa) sztuki i projektowania, więc ogólnie panuje tu bardzo artystyczna atmosfera. Plus kawiarenki i restauracje, wiele jedynych w swoim rodzaju (nie sieci). I niedaleko do wody! Spacer może 10 minut nad ulicę nad wodą. A parki narodowe (i stanowe!) to już oddzielna, piękna sprawa.
Pozdrawiam.