Polskie tańce w Lyonie

To był prawdziwy sukces, i jeszcze będzie, bo ten koncert zostanie powtórzony w sobotę. Publiczność reagowała entuzjastycznie.

Kiedy poprzedni raz odwiedziłam tę salę, również za pulpitem dyrygenckim stanęła osoba z Polski, a solistą był znakomity skrzypek (ale dziś między częściami nie klaskano). Dziś Orchestre national de Lyon poprowadziła Marta Gardolińska, a solistą był Thomas Zehetmair. Po raz kolejny stwierdziłam, że to naprawdę dobra orkiestra. A program miała naprawdę niełatwy.

Tańce polskie – świetny pomysł, kojarzący się z szalonymi rytmami i rzeczywiście je zawierający, choć nie w ortodoksyjnej formie polskich tańców. Z wyjątkiem rozpoczynającego wieczór Poloneza z III aktu Eugeniusza Oniegina Piotra Czajkowskiego, w prawdziwym polonezowym rytmie i z imperialnym rozmachem – nic dziwnego, bo jest to przecież taniec z rosyjskiego balu w czasach, gdy polonezy były modne.

II Koncert skrzypcowy Karola Szymanowskiego chyba bardziej pasuje do Zehetmaira niż pierwszy, bo jest tu więcej niemal folkowej zadziorności – piszę „niemal”, bo mimo wyraźnych aluzji do skali góralskiej i chwilami do tamtejszych tańców, przede wszystkim zbójnickiego, to nic tam nie jest dosłowne. Ale taneczne i owszem, choć i liryzmu nie brakuje. A Zehetmair jest skrzypkiem charakternym, chwilami ma również folkowe zacięcie. Jedni go ogromnie lubią, np. ja, innym ta ekspresja mniej odpowiada – spieraliśmy się tu kiedyś o jego Bacha. Z Szymanowskim jest tylko ten problem, że jego orkiestra jest gęsta i zwykle zagłusza solistów; na I balkonie, na którym tym razem siedziałam, proporcje nie były wyrównane, za to orkiestra, zwłaszcza dęte blaszane, jak na talerzu. Ale ogólnie nie ma co narzekać, publiczność namówiła solistę do bisu; ten zapowiedział, że wiedząc, iż w drugiej części koncertu ma być Koncert na orkiestrę Lutosławskiego, zagra coś z jego czasów – była to jedna z części Sonaty na skrzypce solo Bernda Aloisa Zimmermanna. Powstała, trudno uwierzyć, na trzy lata przed dziełem Lutosławskiego – dowód, w jak różnych światach obaj twórcy działali – Lutosławski w PRL podsumował w Koncercie socrealizm przetwarzając ideę za pomocą swojego mistrzostwa, Zimmermann już był po kursach w Darmstadcie, kultowych dla ówczesnej awangardy.

Do Koncertu na orkiestrę przechodząc, tym razem mistrzostwo wykazała również orkiestra – a wiadomo, jak piekielnie to jest trudne. Marta Gardolińska mówi, że mieli na przygotowanie tylko dwa dni, ale muzycy podeszli do tego tak profesjonalnie, że nie było z tym kłopotu. A dyrygentka lubi wracać do tego utworu – prawie 4 lata temu słyszałam, jak prowadziła orkiestrę Opery Lotaryńskiej w Nancy, gdzie była wówczas dyrektorką artystyczną. Kontrakt jej z tym miejscem już się zakończył, ale tam wraca i będzie wracać – właśnie jedzie z tym zespołem do Luksemburga z Cyganerią, później tą samą operą będzie dyrygować w Dijon z tamtejszym zespołem, wreszcie czeka ją cała seria spektakli Traviaty w Paryżu. Dzieje się.

Reklama