Rossini salonowo
Luty to miesiąc urodzin Gioachino Rossiniego, tyle że mógł je obchodzić dokładnie tylko w lata przestępne. W tym roku nie ma okrągłej rocznicy, ale wykonywać go zawsze warto.
Dziś w Sali Kameralnej FN było więcej publiczności niż zwykle (choć też były wolne miejsca) – w końcu nazwiska, które się dziś pojawiły, są już uznane. Kwartet wokalny – wszyscy po studiach na uczelni warszawskiej, większość także po Akademii Operowej przy TWON, wszyscy już odnoszą międzynarodowe sukcesy. I do tego fortepian: Anna Marchwińska, nasza najlepsza korepetytorka operowa, związana z Operą Narodową i oczywiście Akademią Operową.
Wciąż za mało znamy twórczość Rossiniego inną niż operowa. Pieśni, a nawet można powiedzieć – piosenek, przeznaczonych do życia salonowego, które kwitło w jego czasach w Paryżu, napisał całe mnóstwo. Większość dziś wykonanych pochodziła ze zbioru Soirées musicales; tytuł ten oznacza właśnie eleganckie salonowe spotkania z muzyką. Te, dla których pisał Rossini, skrzyły się humorem. Tematy proste, często oczywiście perypetie miłosne, często życie przedstawicieli niższych sfer: rybaków, weneckich gondolierów, ludzi z Alp czy Hiszpanii. Nawet, wydawałoby się, pieśń na serio – Adieux à la vie zawiera dowcip: całość jest śpiewana na jednym dźwięku c, 0akcję muzyczną „robi” fortepian. Wśród większości mniej znanych jest też parę prawdziwych hitów: La danza – słynna tarantela czy La pastorella dell’Alpi – walczyk tyrolski imitujący jodlowanie.
Śpiewacy bawili się świetnie i my też, choć było to nierówne. Większość solistów operowała na tej kameralnej sali głosem jak na wielkiej scenie; tylko mezzosopranistka Zuzanna Nalewajek potrafiła się w pełni dostosować do tej akustyki – prawdziwa klasa i muzykalność. Była w sumie najlepsza ze wszystkich. Najostrzejszy był głos sopranistki Aleksandry Orłowskiej, także tenor Piotr Buszewski wydawał się momentami zbyt krzykliwy; już bardziej stonowany, ale mimo to wyrazisty (także aktorsko) był baryton Hubert Zapiór. W drugiej części koncertu, w której więcej było duetów (a na zakończenie każdej z części śpiewał cały kwartet) i trzeba było kooperować, barwy głosu były już bardziej do siebie dostosowane.
Wśród tych wszystkich żarcików pojawił się też moment wzruszający: Anna Marchwińska zapowiedziała, że kolejny utwór, Canzonetta spagnuola, dedykują Ewie Podleś i Jerzemu Marchwińskiemu (prywatnie jej ojcu), ponieważ był to ich ulubiony bis (ona sama także towarzyszyła jej na recitalach, gdy jej ojciec zakończył karierę). Zuzanna Nalewajek pięknie go wykonała, nawiązała nawet trochę do interpretacji tej wyjątkowej, niezapomnianej śpiewaczki.
Urodziny Rossiniego będzie też za parę dni obchodzić Polska Opera Królewska premierą Il signor Bruschino w reżyserii Jitki Stokalskiej.