Nowy dyrektor muzyczny TWON
Mówi ciekawie, sprawia wrażenie entuzjasty, ma już niezłe doświadczenia mimo 38 lat. A jego dziadek urodził się w Polsce. Yoel Gamzou wraz z Borisem Kudličką spotkali się dziś z przedstawicielami prasy.
Został mianowany na cztery sezony. Warszawą jest na razie zachwycony, podoba mu się, że jest w niej i nowoczesność, i przywiązanie do tradycji. Podoba mu się też, że wśród publiczności widać wiele młodych osób, a spektakle są wyprzedane. Osławiona już wypowiedź Timothée Chalameta („…nie chcę pracować w balecie, operze czy w innych produkcjach, w których liczy się jedynie to, żeby utrzymać je przy życiu, które nikogo już nie obchodzą”) zapewne w Polsce by nie padła. Była dziś przywoływana, ale w niespodziewanym zapewne dla aktora kontekście: że dawno opera i balet nie miały takiej reklamy i dużo trzeba byłoby zapłacić za taki PR.
W długim wystąpieniu Gamzou przedstawił główne zadania, jakie przed sobą stawia. Uważa się za specjalistę głównie od muzyki postromantycznej (Mahler, R. Strauss) i dwudziestowiecznej, a także współczesnej. Nie zamierza monopolizować pulpitu dyrygenckiego, będzie więc oddawał pola specjalistom od innych epok. Będą zamówienia na nowe opery u polskich kompozytorów. Dyrygent chce też podnieść rangę muzyki w balecie i już cieszy się na współpracę z Krzysztofem Pastorem. A współpraca z orkiestrą będzie też dotyczyć planowanego cyklu koncertów symfonicznych.
To już najwyższy czas, by przywrócić muzyce prymat w operze, bo przecież ona jest jej istotą. Dlatego cieszy, że Boris Kudlička powołanie dyrektora muzycznego i podniesienie jego rangi uczynił jednym z najważniejszych punktów swojego programu. Rządy reżyserów nie są dobre dla tego gatunku, o czym świadczy choćby kwestia castingów: wiele razy zdarzały się sytuacje, że śpiewacy (a zwłaszcza śpiewaczki) byli wybierani z powodu wyglądu, nie głosu, i miało to jak najgorsze skutki – że znów przypomnę nieszczęsną Kobietę bez cienia, w której główne śpiewaczki wybrał Mariusz Treliński, a niestety padło to na karb Izabeli Kłosińskiej w hejterskim tekście Gniewomira Zajączkowskiego w Kulturze Liberalnej. Przypomnę również, że kiedy nikt się nie wtrącał Kłosińskiej do roboty, stworzyła obsadę absolutnie bez zarzutu we wznowieniu Pasażerki Wajnberga. O kwestie castingu padło dziś pytanie, na co dyrektor naczelny odpowiedział, że na razie nie powołuje oficjalnie casting directora i zamierza korzystać zarówno z doświadczenia Kłosińskiej, jak z podpowiedzi Tomasza Koniecznego i jeszcze kogoś z zagranicy. Przypominam, że Tomasz Konieczny oficjalnie pełni funkcję casting directora we Wrocławiu i oczywiście ma wpływ na obsadę na swoim festiwalu w Sopocie i Gdańsku. Czyżby TWON miał być trzecim miejscem? Trochę dużo.
Wracając do roli muzyki w operze, uderzające były dziś dla mnie niektóre pytania. Jacek Wakar (obecnie PAP) stwierdził, że jednak najważniejsza jest reżyseria, i pytał o konkretne nazwiska. Katarzyna Janowska („Newsweek”, Onet) pytała o przedsięwzięcia wspólne z innymi instytucjami i przypomniała przy tej okazji „operę Agnieszki Smoczyńskiej według Agnieszki Holland” i „Czarodziejską górę, którą reżyserował Andrzej Chyra”. Kto zgadnie, że w pierwszym przypadku chodziło o Głos potwora Aleksandra Nowaka, a w drugim – o dzieło Pawła Mykietyna? Dokształcać się, ludzie! Opera to gatunek przede wszystkim muzyczny! Mam nadzieję, że ważna rola dyrektora muzycznego w tym dokształceniu pomoże.
O konkretach dziś nie było mowy, bo konferencję na temat przyszłego sezonu dyrekcja planuje na 11 maja. Jednak parę zapowiedzi padło: wspólnego projektu z Muzeum Historii Polski (wystawionego w siedzibie MHP), Nowym Teatrem, Łazienkami Królewskimi. Z innego źródła słyszałam, że właśnie Czarodziejska góra ma zostać wznowiona z młodą obsadą z Akademii Operowej, więc zapewne to jest ten projekt z Nowym Teatrem. Pytano też o Warlikowskiego – na razie mówi się nie o najbliższym, a kolejnym sezonie: jeśli, jak słyszę, miałby to być Idiota Wajnberga (wystawiony już w Salzburgu), bardzo bym się cieszyła.
Jeden konkret usłyszeliśmy: że inauguracją przyszłego sezonu będzie prawykonanie opery Maksyma Kołomyjca Matki Chersonia, z której suitę grała na ostatnim tournee Ukrainian Freedom Orchestra. Przy tej okazji dyrektor Kudlička opowiedział, jak się zmieni rola sztuk plastycznych w TWON: nie będzie już monograficznych wystaw, jak te, które były dotąd w Galerii Opera, ale wydarzenia w przestrzeni teatru wiążące się ze spektaklem – więc w przypadku Matek Chersonia wideoinstalacja w foyer.
Ma też być w przyszłym sezonie ok. 20 proc więcej spektakli. Jeśli rzeczywiście wszystko bywa wyprzedane, to jest dla kogo grać. A teraz czekamy na 11 maja i na program przyszłego sezonu.
Komentarze
A na Festiwalu Beethovenowskim dziś Sinfonietta Cracovia w zwiększonym składzie, pod batutą zwycięzcy ostatniego Konkursu im. Fitelberga z 2023 r., bardzo dynamicznego Chińczyka Jong-Jie Yina (wtedy miał 23 lata, więc dziś ma 26). Tempa szalone, ale dzięki temu dało się znieść nawet V Symfonię Becia, choć brzmieniem orkiestry nie jestem zachwycona. Solistą był amerykański pianista Maxim Lando w Koncercie Schumanna – ten z kolei ma 23 lata, a gra od trzeciego roku życia. Jego Schumann był bardzo romantyczny, z dużym rubatem (niestety sąsiedzi też się zdarzali) i bardzo ładnie kształtowanym dźwiękiem. Na rubato chyba jest teraz moda – właśnie Zympans mi podrzucił bardzo interesujące, powiedziałabym, że o wiele ciekawsze nagranie Yunchana Lima:
https://www.youtube.com/watch?v=MM8oTa4e_eQ
A Lando na bis zagrał własne opracowanie uwertury do Cyrulika sewilskiego – dość cyrkowe. Sala się zachwyciła. Ja mniej. Ale chłopak zdolny.
Cieszy, oczywiście, że akcent na muzykę będzie zwiększony. Liczę też, że da to nowy impuls orkiestrze i podniesie ją na wyższy poziom. Bardzo by to było dobrze.
Ja natomiast (zwłaszcza w kontekście nieszczęsnej/szczęsnej wypowiedzi Chalameta) chciałbym zwrócić uwagę, że opera to teatr. Inscenizacje i reżyseria są równie ważne, co muzyka. Nie uciekajmy od poszukiwań nowego języka, który będzie pasował do obecnej wrażliwości widzów i współczesnych czasów. Bądźmy otwarci. Nie udawajmy, że opera może istnieć bez inscenizatorów z wizją. Inaczej wystarczyły by wersje koncertowe.
Reżyseria jest ważna. Kontrowersji się nie uniknie i bardzo dobrze. Wzbudzają dyskusje, wymianę poglądów. Podnoszą ferment. Dzięki temu ludzie się uczą. Kształtują własną wrażliwość. A w pracy twórczej ryzyko artystyczne jest normą. I tak powinno być. Nie wszystkim – wszystko będzie się podobać. I bardzo dobrze.
Liczę, że nowy etap TWON da nam wiele przeżyć. I muzycznych i teatralnych. Na równi.
Powodzenia!
Oczywiście, że reżyseria jest ważna. Ale przecież w każdym wystawieniu jest inna. Istotą dzieła operowego jest muzyka. Jak powiedział wczoraj dyrektor, można wystawić Toskę w kościele, szpitalu czy innym miejscu, ale muzyka jest zawsze ta sama. Zatem to ona jest najważniejsza.
No i pięknie się różnimy (co zresztą przejawia się m.in. w tym, że nie zawsze zgadzam się z Pani ocenami reżyserii/inscenizacji, a nawet częściej się nie zgadzam).
A muzyka jest oczywiście ważna. I tak, zawsze ta sama, ale dyrektorzy muzyczni też ją różnie interpretują. Więc w zasadzie nigdy nie jest taka sama.
Bez inscenizacji opera nie istnieje 😉
Jak to nie? A nagrania? A wykonania koncertowe? Przecież to też jest to samo dzieło. Bez inscenizacji może istnieć, a inscenizacja bez muzyki nie.
Inscenizacja bez muzyki: https://www.youtube.com/watch?v=cKPDfB40t48
Wypadł emotikon: 😉
No właśnie 😆
Janusz Ratajczak nie żyje. Zginął w wypadku samochodowym 🙁
Z prasowej noty: „W poniedziałkowym wypadku zginął Janusz Ratajczak, znany bydgoski śpiewak operowy, związany z Operą Nova. Jak nieoficjalnie usłyszeliśmy, we wtorek (24 marca) miał wystąpić na uroczystości organizowanej przez „Radio Maryja” w Toruniu z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego”.
off topic.
Przeczytałem wywiad z A. Kurzak na portalu teatralny.pl
Już nie tylko Turandot i Aida. W planach Carmen (tak Carmen nie Micaela) i Lady Makbet.
Oczywiście wolny wybór i jeśli ją w tym chcą to niech sobie śpiewa. Ale ten biznes operowy sięgną już szczytów absurdu.