Mahler c.d.
Zdecydowanie warszawscy melomani lubią Mahlera, bo dziś w FN na III Symfonii pod batutą Christopha Königa znów była pełna sala. A na koniec długi stojak.
Tym bardziej imponujące, że kondycyjnie było niełatwe do wytrzymania – dwie godziny bez kwadransa, bez przerwy, z niewielkimi oddechami między częściami. To najdłuższa z symfonii Mahlera. Ale za to – wciąż jeszcze – raczej pogodna. Jeszcze Czwarta (będzie tu do posłuchania w Wielki Poniedziałek pod Jackiem Kaspszykiem, z Olgą Bezsmertną) – i potem już coraz więcej tragizmu.
W każdej jednak są momenty przynajmniej zadumy i weltschmerzu, w Trzeciej także. W dwóch wokalnych częściach, najkrótszych zresztą, za pomocą tekstów Nietzschego z Tako rzecze Zaratustra w IV części (alt solo) i Des Knaben Wunderhorn (alt i chór żeński), uderza tęsknota za wiecznością i radością, zaklinanie rzeczywistości, które w większym wymiarze mieliśmy już w II Symfonii „Zmartwychwstanie”, a którego Mahler nie porzuci przez resztę życia.
Jak już przy częściach wokalnych jesteśmy, to trzeba zwrócić uwagę na przepiękny, mocny i ciepły głos solistki – niemieckiej śpiewaczki Okki von der Damerau. Występuje ona często w dziełach Wagnera czy Richarda Straussa – aż ma się ochotę zobaczyć ją również na scenie operowej. Chór jak zawsze był znakomicie przygotowany; tym razem w towarzystwie dzieci z chóru Artos przy TWON. W tej części mamy mały recycling – kadencję wspólną z finałem IV Symfonii (który zresztą wziął się ze szkiców do Trzeciej). I jeszcze ciekawostka: śpiewany „z dzwonkami” wiersz z Des Knaben Wunderhorn o trzech śpiewających aniołach jest wersją dawnej pieśni, ale z inną melodią; oryginalną wykorzystał Hindemith w swojej symfonii Mathis der Maler.
To obok Pierwszej najbardziej „przyrodnicza” symfonia. Po przegadanej pierwszej części druga, w tempie menueta, opowiada, według wcześniejszych objaśnień kompozytora, „o czym mi opowiadają kwiaty na łące” (chyba trochę o ptaszkach,. bo dużo tu ptasich motywów), trzecia zaś, również zabawna i sielankowa, „o czym mi opowiadają zwierzęta w lesie” – tu ważna jest dobiegająca zza sceny melodia wzywająca do polowania; zwierzątka w tym momencie powinny raczej uciekać); ciekawostka, że w tym solo pojawia się (i powtarza potem w orkiestrze) temat dobrze nam znany skądinąd, np. stąd. A ostatnia część, „o czym opowiada mi miłość”, to wręcz filmowy romans z rozbudowanym happy endem.
Orkiestra znów się wykazała, a to było naprawdę karkołomne zadanie, choć zdarzyło się też parę kiksów. Jednak ogólnie dęte (z dopożyczonymi muzykami) były na wysokim poziomie, a mają tu naprawdę ogromną rolę. Nawiasem mówiąc waltorniowy temat, który rozbrzmiewa na samym początku, to niemal cytat z finału I Symfonii Brahmsa – tego samego tematu, o którym Brahms, gdy zwracano mu uwagę na podobieństwo do Ody do radości, miał mawiać: każdy osioł to widzi. W wersji Brahmsa brzmi triumfalnie, w wersji Mahlera brzmi jak pytanie.
Komentarze
Nie ma Pani konkurencji w sztuce opowiadania o muzyce … fakt, że Mahler ułatwia… Pozdrowienia wiosenne.
Wzajemnie – dziś pierwszy dzień wiosny. Zimny, ale zawsze…
A dziś pojawiła się dodatkowa „atrakcja” – oklaski między częściami. Wiem, że Trzecia jest najdłuższa, ale nigdy mi się jakoś nie dłużyła. Dlatego mam nadzieję słyszeć ją w Warszawie częściej. A najchętniej wybrałbym się jeszcze w tym toku 🙂
Znam takich (nawet tu pisujących), co byli i wczoraj, i dziś… Zero zdziwienia 😉
Roku, nie toku (och, te zacierające się po miesiącu pracy literki na klawiaturze!). Nawiasem mówiąc, może Studio Koncertowe PR mogłoby coś w tej mahlerowskiej materii znów zaproponować?
Generalnie chciałoby się, żeby Orkiestra PR w Warszawie miała znowu stałego dyrygenta i może regularne koncerty 🙂 to jest grupa fantastycznych profesjonalistów i należy ich docenić 🙂
W sobotę nie tyle przeszkadzały kiksy, co raczej brakowało tajemnicy, subtelności, lekkości, rubata i piana. Dawniejsze interpretacje mahlerowskie FN pod dyrekcją Jacka Kaspszyka bardziej poruszały mnie emocjonalnie. Sobotnie wykonanie III Symfonii to chyba szczyt możliwości tej orkiestry, ale też (niestety) bardzo wyrazista granica dzieląca ją od wybitnych orkiestr europejskich i amerykańskich.
W piątek też były oklaski – przed IV częścią, na wejście solistki i chóru. Uprzejmość 😉 To samo pewnie będzie dziś w Dziewiątce Beethovena w TWON na otwarcie festiwalu.
Zgadzam się, że Jacek Kaspszyk jest bardziej przekonujący w Mahlerze. Dlatego żałuję, że nie będę już na Czwartej w przyszły poniedziałek.
Oklaski chyba jednak są stałym elementem sobotnich koncertów w FN, mam wrażenie, że w piątki jest ich znacznie mniej. A V Mahlera dziś w PR2:
19.30 – 22.00 – Filharmonia Dwójki, prowadzi Joanna Grotkowska
Koncert Royal Concertgebouw Orchestra pod dyrekcją Klausa Mäkeli (Londyn, 23.08.2025)
Luciano Berio Rendering, Gustav Mahler V Symfonia