1 + 1 = 1

Takie wrażenie można było odnieść na wczorajszym koncercie Stuttgarter Kammerorchester i Radomskiej Orkiestry Kameralnej pod batutą Jurka Dybała: brzmiał jeden zespół, choć złożony z członków dwóch orkiestr.

Muzycy odróżniali się trochę na odległość – Stuttgartczycy mieli w strojach czerwone akcenty: panie żakiety lub bluzki, panowie skarpetki. Dwa utwory wymagały dwóch orkiestr. Organizatorzy zasugerowali Koncert podwójny na dwie orkiestry smyczkowe, fortepian i kotły Bohuslava Martinu, Jurek Dybał dodał Emanacje Pendereckiego i Fantazję na temat Thomasa Tallisa Vaughana Williamsa, w której również występują dwa zespoły smyczkowe plus kwartet. Plus jeszcze dwa utwory na jedną orkiestrę – Symphonie d’archets Jeana Françaix oraz Wielka Fuga Beethovena w transkrypcji Felixa Weingartnera.

Dla mnie ten program był wyjątkowo atrakcyjny, ale jak widać nie dla wszystkich – publiczności było dużo mniej niż w poprzednich dniach. A szkoda, bo koncert był też na wysokim poziomie. Była chyba jakaś grupa „krewnych i znajomych Królika” na parterze (ja na tym festiwalu dostaję miejsca na balkonie), która głośno wyrażała swój entuzjazm – i dobrze, bo przynajmniej zasłużony.

Kolejność utworów była zbudowana na zasadzie kontrastów. Symphonie d’archets Jeana Françaix pochodzi z 1948 r. i przypomina trochę przedwojenne utwory Aleksandra Tansmana: podobna pozytywna energia, rytmy jak ze Strawińskiego, smaczne harmonie (choć Tansman lepszy). Po czym Emanacje – Penderecki młody, z 1959 r. – jak sam potem mówił, utwór napisany pod wpływem Luigiego Nona; jeden z tych, które złożyły się na jego słynne potrójne zwycięstwo na Konkursie Młodych Kompozytorów. A potem zwrot w jeszcze inny świat: do pięknej, łagodnej Fantazji Vaughana Williamsa, która oczywiście w tych warunkach brzmiała inaczej niż w kościele na Kamionku, gdzie ostatnio grała ją Sinfonia Varsovia.

Po przerwie – szaleństwo, czyli Grosse Fuge: wyczyn niesamowity, bo wszystko było nadspodziewanie precyzyjne, czyli „w tym szaleństwie jest metoda”. I na koniec Martinu – ostatnie jego dzieło napisane w Paryżu u progu II wojny światowej (jego ojczyzna już była wówczas pod butem Hitlera), w którym słychać mrok tych czasów.

Dziękując Elżbiecie Pendereckiej za wieloletnią współpracę i przyjaźń Jurek Dybał wspomniał, jak zaprosiła go po raz pierwszy na festiwal, by z wielkimi gwiazdami zagrał Kwintet „Pstrąg” Schuberta. Dlatego też z członkami zespołu zagrał temat Pstrąga na bis. Piękny akcent.

A na sali od poniedziałku, na balkonie, jeszcze jedno upamiętnienie twórczyni festiwalu: bukiet białych kwiatów na jednym z krzeseł, na którym czasem siadywała.

Reklama