Tańczące androidy

Dawno nie było w Operze Narodowej prawykonania. Tym razem wszystko powstawało wspólnie i w porozumieniu: muzyka, choreografia i warstwa plastyczna.

Robert Bondara, swego czasu tancerz tutejszego baletu, obecnie robi karierę jako choreograf (rozpoczął ją również tutaj w ramach cyklu Kreacje); przez ostatnie 8 lat był głównym choreografem Teatru Wielkiego w Poznaniu. Jego prace były wielokrotnie nagradzane – można powiedzieć, że wypracował własny, oryginalny język. Dawny macierzysty teatr zwrócił się doń z propozycją stworzenia dla niego nowej choreografii i ostatecznie stanęło też na stworzeniu nowej muzyki – Bondara współpracował już z Przemysławem Zychem, więc wiedzieli, czego się po sobie nawzajem spodziewać. Wszystko powstawało równolegle: na początku rozmowa i sugestie dla kompozytora, potem pisanie muzyki po kawałku i ustalanie z choreografem, czy tak jest dobrze.

W zapowiedzi sezonu sprzed roku mówiło się, że będzie to Łowca androidów z inspiracji Philipa K. Dicka. Ostatecznie nie była to jednak inspiracja całkowita, ani książką, ani filmami Ridleya Scotta czy Denisa Villeneuve’a, a do Dicka dołączył jeszcze Isaac Asimov. Bondara napisał własną historię, w której ludzi i androidy łączą różne stosunki, albo wrogość, albo romantyczne uczucia. Trochę jest tu antropomorfizacji, jakby to androidy czuły więcej niż ludzie.

Przemysław Zych – absolwent, a obecnie pedagog warszawskiej uczelni muzycznej (nie zrywający także więzi z rodzinnym Radomiem), stworzył do tego bardzo porządną muzykę, przystępną dla ucha, ale nie przesadnie. Fragmentom „ludzkim” towarzyszy muzyka repetycyjna trochę a la John Adams, momentom romansowym – także wokaliza (śpiewała z kanału Viktoriia Shamanska), a pochodom androidów – muzyka w sumie najciekawsza, rytmiczna, ale atonalna i perkusyjna, imitująca maszynę – coś jak Fabryka Mosołowa. W II akcie jest cytat z Czarodziejskiego fletu Mozarta – duet Papagena i Paminy (Gabriela Stolińska i Mateusz Kulczyński), bo przez chwilę rzecz dzieje się w operze, a rolę śpiewaczki gra androidka (podobna postać jest u Dicka). Ciekawe, że kompozytor w ogóle nie użył środków elektronicznych – wszystkie dźwięki są wyłącznie instrumentalne; całość znakomicie prowadzi Marta Kluczyńska.

Wizualnie też wszystko było zgrane, no, a przede wszystkim oczywiście świetnie tańczone. Nie jestem wielką znawczynią choreografii, ale sprawiała na mnie wrażenie bardzo wymagającej. Świetne sceny zbiorowe, zwłaszcza nacierającej armii androidów, robią wrażenie. Ogólnie bardzo udany wieczór.

PS, Rano odbędzie się konferencja nowego sezonu, której transmisję będzie można obejrzeć tutaj. Ja już zrobiłam rozmowę z dyrektorem Borisem Kudličką, do przeczytania w najbliższym numerze „P”, na papierze we środę, a w sieci we wtorek po południu.

Reklama