Hamelin znów zaskakuje
…nietuzinkowym, wręcz ekscentrycznym programem. Jest nie tylko wirtuozem, ale i erudytą. Kto zrezygnował z tego koncertu, może żałować.
Dlaczego ludzie rezygnowali (o czym powiedziała mi pani z kasy)? Początkowo zapowiadano, że wystąpi w duecie z Marią João Pires w programie klasycznym, od Haydna do Schuberta. Niestety pianistka w listopadzie ogłosiła, że jednak – tym razem już naprawdę – kończy karierę. Kto się nastawił na jej, a właściwie ich wspólny występ (który z pewnością byłby uroczy), a Marca-André Hamelina znał słabiej, ten mógł być rozczarowany. Ale niesłusznie.
Dostaliśmy jak zawsze trochę ciekawych, nieznanych pozycji, ale w zestawieniu ze znanymi. Chyba każdy dawny adept pianistyki, który grał w szkole popularną Sonatę D-dur Haydna, musiał się uśmiechnąć przy tym wykonaniu. Co prawda u nas było trochę „sąsiadów”, nie tak, jak w tym wykonaniu, ale to było rozegranie, wstęp do zupełnie innych rzeczy. Jak ten utwór, o którym Hamelin opowiedział parę słów tutaj. No, nie jest to styl, z jakim kojarzy się Frank Zappa, ale też nie bardzo daleko odbiegała stylistycznie Passacaglia Stefana Wolpego, która powstała ponad pół wieku wcześniej. Wolpe był niezwykle ciekawą postacią, udało mu się uciec w 1934 r. do Stanów, a wcześniej studiował m.in. u Antona Weberna. Awangardzista niezłomny, również pedagog – jego uczniami byli m.in. Morton Feldman i David Tudor.
Po tych dwóch dawnych awangardzistach na koniec pierwszej części – utwór powstały pięć lat temu: Tip autorstwa Johna Oswalda. Przezabawny kolaż cytatów z Beethovena, Debussy’ego, Satiego, Chopina i wielu innych, bardzo zręcznie zmajstrowany, duża sztuka, ale większą sztuką jest zagrać coś takiego. Można się pobawić i poszukać sobie wszystkich cytatów.
Druga część – dzieła rosyjskich wirtuozów, w którym Hamelin jest wspaniały. Improwizację Medtnera zagrał, jakby to rzeczywiście była improwizacja – prawdę mówiąc nie znałam tego utworu, w przeciwieństwie do znanego Danza festiva. I Rachmaninow: najpierw popularna Etiuda es-moll, a potem Sonata b-moll, po prostu fantastyczne. Oczywiście był stojak i dwa bisy: jeszcze nie słyszałam zagranego z takim humorem preludium Debussy’ego General Lavine – eccentric (General La Vine był słynnym klaunem z czasów kompozytora), a na koniec jeden z ulubionych bisów własnych: Music Box. Taka muzyka na poprawienie humoru.
Komentarze
Przyznam, że rozmaite muzyczne pasztety zdarzało mi się (na żywca i z konserwy) konsumować, ale aż tak wieloskładnikowego jak dzisiejszy Tip nie pamiętam 😉
A pianistyka Hamelina zawsze najwyższych lotów – nie tylko (choć może zwłaszcza) dla koneserów. Wspaniale, że ten wielki artysta chętnie do Warszawy przyjeżdża (pamiętamy go doskonale także z Chopiejów).
Nie wiem, czy wytrzymałbym Drugą Racha w innym wykonaniu, a to mnie nawet wciągnęło 🙂
Czy ktoś był może wczoraj na recitalu Simone Kermes na Zamku Królewskim?
Należę do tych, którzy bardzo żałowali, że Maria Joao Pires kończy karierę, ale nie przyszło mi do głowy, żeby oddawać bilety na wczorajszy koncert, bo wiedziałam, że czeka nas coś wyjątkowego. Nie przypuszczałam jednak, że program będzie aż tak eklektyczny. Dla mnie to zaleta, a „Tip” chyba na stałe wejdzie na listę moich ulubionych utworów (i jeszcze ten tytuł, z jego cudowną wieloznacznością!). Dziwiłam się, że publiczność reaguje tak powściągliwie – jak trafia się okazja, żeby ryczeć ze śmiechu, trzeba ją łapać 🙂
Dziękując Pani Kierowniczce – jak zawsze zresztą – za recenzję wczorajszego recitalu, odniosę się jeszcze krótko do niedawnej dyskusji o tym, czego na blogu nie ma, a by się przydało. Dużo już zostało w tej kwestii powiedziane, jednak mnie też, jak @ścichapęka zdumiało niezadowolenie niektórych dyskutantów. Blog – to blog, jest formą swobodną, autorską – i przecież nie bez kozery ma taki tytuł! Dla mnie na przykład swoistość spojrzenia PK jest największą zaletą jej bloga – a jednocześnie, amatorką muzyczną będąc, traktuję pisanie PK jak kopalnię wiedzy.
W wysuwanych przez współblogowiczów zastrzeżeniach pobrzmiewa mi oczekiwanie, że PK samodzielnie zastąpi redakcje codziennych gazet, w których (pamiętam z dzieciństwa) recenzje wydarzeń muzycznych ukazywały się niegdyś na bieżąco. Ale od dawna już się tak nie dzieje, a podtrzymanie / reaktywacja tej tradycji nie jest przecież zadaniem dla jednej osoby! I tak jestem pod wrażeniem tego, jak PK trzyma rękę na pulsie. PK – proszę nie dawać się presji czy (jak to Pani określiła, szantażowi moralnemu)! Podobnie jak wielu innych blogowiczów, czekam na Pani wpisy z ciekawością – i wdzięcznością.
Ja się śmiałam, ale bezgłośnie 😉
Odpowiadałam oczywiście na poprzedni komentarz 🙂
Ja też bezgłośnie, ale ze szczątkową choreografią 🙂