Już nie tylko Chopin
Dzisiejsze dwa recitale – a właściwie jeden w dwóch odcinkach – Yehudy Prokopowicza w Studiu im. Lutosławskiego były elementem nagrody Polskiego Radia za najlepsze wykonanie mazurków.
Laureaci korzystają przy takiej okazji, by pokazać się również w innym repertuarze. Po poprzednim konkursie Jakub Kuszlik poza Chopinem grał swojego ulubionego Brahmsa. Yehuda Prokopowicz poszedł w dwie strony. Na pierwszym występie, o 18, do Chopina dołączył Mozarta i Liszta. Na drugim, na którym byłam (i był transmitowany) – dość przewrotnie dodał Bartóka.
Na czym ta przewrotność polega? Na tym, że Chopina grał łagodnie i refleksyjnie. Nawet Fantazja f-moll, która zwykle jest interpretowana jako obraz neurotycznego rozdarcia niespełnionym marzeniem o wolnej Polsce, dziś zabrzmiała spokojnie, z namysłem i dystansem. Styl rubata świadczył o tym, że pianista – o czym zresztą chętnie mówi – słucha dawnych mistrzów, choć nie wydaje mi się, żeby wzorował się na kimś konkretnie.
Nie mogło się oczywiście obejść bez mazurków, ale wybrał tylko trzy: dwa melancholijne – op. 33 nr 1 i op. 17 nr 2 i skoczny, oberkowy op. 33 nr 3. Po nich „medytacja zen”, czyli Berceuse.
I po tej uspokajającej kołysance – pobudka, czyli Sonata Bartóka. Uderzyło mnie, jak zapowiedziała ten utwór Róża Światczyńska – mówiła o brutalności brzmienia. Ale tak naprawdę pierwsze, co w tym utworze uderza (przynajmniej mnie), to ogromna energia i żelazny rytm. Wielki więc kontrast z poprzednimi utworami, który młody pianista dobrze wygrał, wydobywając z niej przy tym to, co łączy Bartóka z Chopinem, czyli motywy ludowe. Forma też została dobrze zbudowana – bo wbrew wrażenia dzikości jest to utwór bardzo precyzyjnie skonstruowany.
A na deser i uspokojenie po tej dzikości – znów Chopin: zgrabny, wdzięczny Walc As-dur op. 34 nr 1 i Mazurek B-dur op. 17 nr 1 – z przytupem.
A tutaj można posłuchać tego koncertu. Trochę sąsiadów się tam znajdzie, w bisowym mazurku też coś się przez chwilę pozajączkowało, ale ogólne wrażenie bardzo sympatyczne.