Skrzypce na start
Nie będę miała niestety zbyt wiele czasu na śledzenie Konkursu im. Wieniawskiego, a fizycznie będę w Poznaniu dopiero od 20 października. Ale śledziłam pierwszą sesję przedpołudniową na YouTube, więc mogę przynajmniej coś na początek napisać.
Słuchałam też – z tego samego źródła – koncertu inauguracyjnego. Na inauguracjach Konkursów Chopinowskich był ostatnio obyczaj, że występowali dawni laureaci, tyle że nie grali Chopina. Natomiast tym razem w Poznaniu jako solistka wystąpiła nie skrzypaczka, tylko wiolonczelistka – Tae-Yeon Kim, zwyciężczyni Konkursu im. Lutosławskiego sprzed dwóch lat. Wówczas była 18-letnią, dynamiczną i energiczną, ale jednak dziewuszką; przez te parę lat bardzo wydoroślała (a w tym roku otrzymała II nagrodę oraz nagrodę publiczności na Konkursie im. Królowej Elżbiety w Brukseli), nie tracąc ognistego temperamentu, a Koncert a-moll Saint-Saënsa bardzo jej pasował.
Ciekawie był zresztą ułożony program, bo ten neoromantyczny koncert został wstawiony między dwa wybitne dzieła polskiego neoklasycyzmu: przedwojenną, słynną niegdyś Uwerturę (1936) Antoniego Szałowskiego – wykwit stylu paryskiego – oraz monumentalną III Symfonię Grażyny Bacewicz, pochodzącą ze środka stalinizmu (1952), ale ani trochę nie socrealistyczną, po prostu dramatyczną i intensywną, a przy tym ukształtowaną w żelazną formę. Łukasz Borowicz, który prowadził orkiestrę Filharmonii Poznańskiej, ma prawdziwą pasję do takiej muzyki – było to widać na jego twarzy; to zaleta oglądania streamingu, na sali tego by się nie widziało.
Na przesłuchaniach konkursowych też widzimy młodych artystów z bliska, podglądając ich emocje. Bardzo chciałabym, żeby w przypadku Wojciecha Niedziółki, który grał pierwszy, nie zadziałało prawo pierwszego uczestnika ocenianego zwykle gorzej. Moim zdaniem grał pięknie (jedyne zastrzeżenie to lekkie problemy intonacyjne w Polonezie A-dur). Solista postawił na Wieniawskiego, wykonując aż cztery jego utwory, a ponadto V Sonatę Ysaÿe’a (moją ulubioną). Przy utworach patrona widać było i po postawie, i po uśmiechach, że świetnie się tą muzyką bawi; dopiero w Ysaÿe’u, zwłaszcza pierwszej części, Aurorze (faktycznie świetna muzyka na poranek), pojawił się ten poetycki rys, który wzruszył mnie na poprzednim konkursie.
Właściwie większość pierwszej sesji – może poza drugą w kolejności Koreanką Haerim Oh, której intonacja siadła (a także chyba nerwy) – była interesująca. Bardzo śpiewnie zaprezentowała się Zofia Anna Olesik (intensywnie dopingowana z sali, jako że jest miejscowa) oraz 20-letni Amerykanin Jonathan Okseniuk. Sympatię wzbudził też Koreańczyk Sunjae Ok, który już dał się w Polsce poznać (dwa lata temu wygrał Konkurs im. Karola Lipińskiego w Toruniu, zgarniając też wiele dodatkowych nagród). Rzeczywiście, to wyrazista osobowość, a jego skrzypce też pięknie brzmiały. Ostatnia dwójka postawiła poza Wieniawskim na XX wiek: drugi Amerykanin Daniel Rafimayeri włączył do repertuaru dwie ostatnie części Sonaty na skrzypce solo Bartóka, a Japonka Aoi Saito – Duo concertant Strawińskiego. Dwa wspaniałe dzieła literatury skrzypcowej, które zbyt rzadko się grywa.
Popołudniowej sesji już nie mogłam słuchać – i dalej też nie będę się jak na razie angażować, ale już widać, że i ten konkurs ma naprawdę wysoki poziom. Jest ciekawie.
Komentarze
Serdeczne pozdrowienia z Kingston 😉
Hej, Alicjo, wzajemnie Cię pozdrawiam 🙂
PK, przyznam sie bez bicia, Wienio mnie wciągnął bez reszty. Miałam posłuchać „tylko troszeczkę, ociupinkę, tycio tycio”, tymczasem trudno mi się oderwać. Poziom bardzo wysoki, a programy fascynujące. Nie mogę się jeszcze otrząsnąć po wstrząsającej Sonacie Poulenca, jaka nam zaserwowały dwie panie: bardzo zakatarzona Anna Im i cichutka myszka Mana Ogushi (nawiasem mówiąc obie z Kronberg Academy), a i poranna sesja była świetna.
Współczuję jury, w gruncie rzeczy zmieniając kompletnie repertuar I etapu wciągani są w fascynujący świat artystyczny, no i to, co można było łatwo odhaczyć przy Bachu, dwóch kaprysach i polonezie już nie istnieje (i bardzo dobrze). Tyle tylko, ze wybierać jest trudniej.
Ja dziś też oglądałam przedpołudniowe przesłuchania, słucham też podsumowań w Dwójce o 15. I też współczuję jury.
A ja nie współczuję ani trochę. Albo będą słuchać i oceniać kto jak gra, albo jak dotąd – od kogo kto jest. Wszystko w rękach jury, są dorośli. Widziałem z bliska jury przy pracy na konkursie podobnie nieoczywistym repertuarowo, tam wszyscy oceniający solistów poszli w kierunku drugim, tradycyjnym, czyli u kogo się klient uczy, to nie było nawet żenujące (dla mnie, bo przyzwyczajony jestem). Drugie jury, od zespołów, użyło uszu zgodnie z przeznaczeniem i wstydu nie było. Da się i to wcale nie boli.