24 skrzypków gra dalej
Wydaje się, że jury 17. Konkursu im. Wieniawskiego – cytując Wielkiego Wodza – „użyło uszu zgodnie z przeznaczeniem”. A miało naprawdę trudne zadanie.
Poziom rzeczywiście jest bardzo wysoki, chyba nawet wyższy od poprzedniego konkursu. Trudno mi oceniać – ma się rozumieć – jeśli nie słyszałam wszystkich, a kogo słyszałam, to z głośnika, nie na sali. Ale te parę razy, kiedy udało mi się posłuchać danej sesji, wywołały w moich myślach pytanie: jak jurorzy mają odrzucić połowę, skoro wszyscy są świetni? Ale wiadomo, niektórym się omsknął paluszek bardziej lub mniej. Np. dziś po południu właściwie podobali mi się wszyscy: pełen spokoju, liryczny Ukrainiec Bohdan Luts, dynamiczny Serb Teofil Milenković (ze skrzypcowej dynastii), urocza Bułgarka Lora Markova i kolejny ognisty skrzypek – Elias David Moncado, który wrócił do nas po czterech latach i ogromnie się przez ten czas rozwinął. Odpadła dziewczyna, bo coś tam jej nie wyszło w Wariacjach Wieniawskiego, ale to był detalik. I niestety trzeba było czepiać się takich detalików…
Co prawda według najnowszej mody w programie nie umieszczono krajów, skąd pochodzą muzycy (fakt, że coraz szybciej zostają obywatelami świata), ale biorąc pod uwagę, że każdy skądś się wywodzi, można powiedzieć, że górą Korea i Chiny – przeszło po pięcioro. Nie będę poza tym wyliczać, tylko wspomnę, że cieszę się z trójki Polaków w II etapie, zwłaszcza z Wojciecha Niedziółki (z czego wynika, że on rozpocznie również jutrzejsze przesłuchania), ale też Zofia Anna Olesik pokazała piękną liryczną stronę, a Sara Dragan przeciwnie – temperament.
Od jutra – długie, 50-minutowe recitale, w których będzie można naprawdę się pokazać; po cztery przed południem i po południu. Popatrzyłam na to, czego będziemy słuchać – młodzi muzycy mogli wybierać z paru komplementarnych puli utworów polskich i światowych. Jak podliczyłam, rekord bije Etiuda w formie walca Saint-Saënsa (7 razy), na drugim miejscu jest Sonata f-moll Prokofiewa, którą wykona pięcioro skrzypków (Sonatę D-dur tylko dwoje). Co zaś do polskich największe powodzenie ma młodzieńcza Sonata d-moll Szymanowskiego oraz Subito Lutosławskiego (po 5 razy). Trzy razy zostaną wykonane Nokturn i Tarantella, a dwa razy – Mity.
Gra toczy się dalej.
Komentarze
To już recitale z prawdziwego zdarzenia. Wysłuchałam właśnie dwóch polskich występów – oba świetne. Wojciech Niedziółka swój starannie skomponował i po brawurowej wirtuozerii Wieniawskiego w I etapie pokazał inną, refleksyjną swoją stronę. Wszystko było jakby całością i przemyślane było to, że pianista (też znakomity) siedział na estradzie już podczas solowej Cadenzy Pendereckiego, by można było płynnie przejść do postmodernistycznego post scriptum Sylwestrowa. A kiedy już ten utwór rozpłynął się w ciszy, niemal kontynuacją był początek Fantazji C-dur Schuberta (i tu tremolando, i tam tremolando). Ryzykowny to był pomysł na rano, ale skąd miał wiedzieć, kiedy będzie grał. Jemu zresztą to nie przeszkodziło, zagrał przepięknie, mam nadzieję, że jury doceni. Ciekawe, że do ukłonów wyszli w duecie, ale tak, to była zdecydowanie wspólna kreacja.
Odwrotną taktykę zastosowała Zofia Anna Olesik: w I etapie pokazała się od śpiewnej strony i w trochę łatwiejszych utworach, a dziś pokazała pazurki. Od mocnego początku – Subito Lutosławskiego – do Sonaty f-moll Prokofiewa, w której wydobyła całą jej potęgę i dzikość (również z dobrą pianistką). Przejściem do błahego i wirtuozowskiego finału – Etiudy w formie walca Saint-Saënsa – był łagodny Rêve d’enfant Ysaÿe’a.
Szkoda, że tylko tyle mogłam dziś spędzić przy konkursie – muszę iść do dalszych zadań.
Właśnie usłyszałam wypowiedź Wojciecha Niedziółki, który zdradził, że kolejność jego występu miała być inna: Sylwestrow na początek, Penderecki jako łącznik i Schubert na koniec. Ale ostatecznie połączenie Sylwestrowa z Schubertem wyszło wspaniale.
Pamiętam p. Niedziółkę z poprzedniej edycji i już wtedy bardzo mu kibicowalam. Cieszę się, że mu tak dobrze poszło. Trzymam kciuki.
Pozdrawiam.