Lekcje można będzie prowadzić w klasach łączonych
Rząd ma sporo pomysłów, które mają zapobiec likwidacji małych szkół. Jednym z nich jest możliwość prowadzenia zajęć w klasach łączonych. Na razie byłoby to dopuszczalne wyłącznie w edukacji wczesnoszkolnej.
Gdy w klasach I-III uczniów jest mało, wtedy te zespoły miałyby wszystkie zajęcia razem. Prowadziłby je jeden nauczyciel. Jedna osoba byłaby też wychowawcą wszystkich klas. Rząd proponuje, aby łączenie zespołów dotyczyło jedynie sytuacji, gdy we wszystkich klasach maksymalnie jest zaledwie 12 uczniów. Samorządy zapewne będą chciały powiększyć tę liczbę. Jeżeli klasy I-III liczą tylko 20 osób, dlaczego nie uczyć ich razem?
W mojej rodzinie zachowała się opowieść o pradziadku, który chodził przed II wojną światową do polskiej szkoły we Francji. Klasy były tam łączone, choć uczniów było sporo. Chodziło jednak o zmniejszenie kosztów. Pierwszoklasiści byli zadowoleni, jednak w drugiej klasie orientowali się, że realizują ten sam program. Do trzeciej klasy dzieci już nie chciały chodzić, gdyż znowu było to samo.
Łączenie klas spowoduje, że dzieci będą trzy razy uczyły się tego samego. No chyba że nauczyciel będzie zatykał uszy starszym uczniom, gdy będzie mówił do pierwszaków. Obawiam się, że nauka w takim systemie będzie pozorowana. Więcej o pomysłach MEN tutaj.
Komentarze
@Gospodarz
No model szkoły elementarnej z JEDNYM nauczycielem był popularny na wsi WIEK temu i więcej – za zaborów i w II RP – widać, że wracamy do tradycji … 😉
Zadne wojny, zadne epidemie i rzezie nie zniszczyly tak narodu polskiego jak obecna tragedia demograficzna. Zjazd z 800k na 240k w ciagu jednego pokolenia. Tylko Ukraina moze uratowac sytuacje, ale i tak watpie. Powod jest niepoprawny politycznie lecz prawdziwy: emancypacja kobiet.
W latach tuż powojennych w małych miejscowościach , gdzie uczniów była bardzo mało , nauka w klasach łączonych była praktykowana. Ale przypadków takich było niezbyt wiele i nie była to reguła obejmująca nauczanie początkowe we wszystkich szkołach. Pracowałem wówczas w szkole podstawowej w dużej miejscowości, gdzie było podstawówek aż trzy, ale w nieodległej miejscowości była maleńka szkoła , w której nauka w klasach łączonych dotyczyła wszystkich klas. Na czas urlopu macierzyńskiego jednej z nauczycielek decyzją inspektora oświaty zostałem oddelegowany tam do pomocy. Pamiętam, jaka to była męczarnia, ile czasu trzeba było na przygotowanie się do takich lekcji. I miałem wrażenie, które do dziś pamiętam, że uczniowie niewiele z tej szkoły wynieśli. Na moje szczęście urlopy macierzyńskie w tych czasach trwały tylko trzy miesiące. Przepraszam za osobistą wspomnieniową dygresję. Po przeczytaniu tytułu nowego wpisu Gospodarza pomyślałem w pierwszej chwili: Wraca stare…Ale dziś są autobusy szkolne, a wtedy w całej wioseczce było może ze trzy rowery, I wieś ta nie była zelektryfikowana…
@mezzo
No właśnie WRACA STARE!!! 🙁 Zamiast wykorzystać busing i różne formy przekazu medialnego mamy powrót do rozwiązań sprzed wieku … 😉
@belferxxx
Jak wykorzystać formy przekazu medialnego?
W kl. 1-3?
Ten artykuł z GN jest jeszcze ciekawszy:
„Wiceminister Kiepura w Sejmie: „Szkoły liczące do 96 uczniów stanowią 24,5 proc. wszystkich samorządowych szkół podstawowych”. Jaki pomysł ma MEN na małe szkoły?” https://glos.pl/wiceminister-kiepura-w-sejmie-szkoly-liczace-do-96-uczniow-stanowia-245-proc-wszystkich-samorzadowych-szkol-podstawowych-jaki-pomysl-ma-men-na-male-szkoly
– Szkoły liczące do 96 uczniów stanowią 24,5% wszystkich samorządowych szkół podstawowych. Najwyższy odsetek notowany jest w województwach podkarpackim (37,5 proc.), lubelskim (36,8), warmińsko -mazurskim (33,6), podlaskim (32,2). Najmniejszy odsetek jest w województwie śląskim (niewiele ponad 11 proc.).
To są szokujące informacje. W szkole liczącej do 96 uczniów średnio w klasie uczy się mniej niż 12 uczniów. Koszt takiej imprezy musi być gigantyczny, choć jednocześnie koszt społeczny likwidacji takiej szkoły też musi być niemały.
W omawianym tu przypadku mówimy o łączeniu nauki w szkołach, w których w klasach 1-3 uczy się ŁĄCZNIE do 12 uczniów. Czyli np. po 3 uczniów (i uczennic!) w klasie. To, że coś takiego w ogóle jest możliwe, wywołuje zdumienie.
Klasy jednoosobowe też istnieją?
Chciałem już napisać, że zamiast likwidować gimnazja, co wiceminister Kiepura sugeruje jako faktyczny powód likwidacji gimnazjów (i ja podobne, choć pokrętnym językiem wyrażone uzasadnienie z ust Uśmiechniętej pamiętam), należało zadbać o kształcenie uniwersalnych kadr, żeby jeden nauczyciel mógł uczyć 2-3 przedmiotów, ale to dalej nie rozwiązuje problemu trzyosobowych klas. Wychodzi mi, że zamiast likwidować gimnazja, należało zachęcić do konsolidacji szkół podstawowych i rozszerzenia na nie sieci gimbusów. Podejrzewam, że zapewnienie transportu dzieciom ze wsi do powiatu byłoby tańsze niż zatrudnianie 20 nauczycieli na pełny etat do nauki w klasach 3-osobowych.
To miałoby większy sens niż trzecia nitka metra w przeludnionej Warszawie.
Ósme klasy też bywają 3-osobowe???
No to, nauczycielu, już wiesz, gdzie leży oświatowa złotówka pogrzebana.
Łączenie nauki w klasach 1-3 to efektywnie przedłużanie tym dzieciom przedszkola.
Wyszło mi powyżej miejscami nielogicznie, ale chyba da się zrozumieć intencję. Kiepura sugerował, że powodem likwidacji gimnazjów była ucieczka przed skutkami niżu demograficznego.
No ale to byłoby tylko zamiataniem problemu pod dywan. I działaniem w interesie nauczycieli tych szkół, a nie uczniów.
Górnikom czy neoprokuratorom można proponować sowite odprawy, ale nauczycielom maleńkich szkół nie można?
@ Róża
Australia jest „nieco” większa niż PL. A jednak już ponad 40 lat (!) temu dzieci z takich oddalonych domów uczyły się tak jakby korespondencyjnie (edukacja domowa?) ze wsparciem odpowiednich audycji telewizyjnych to! Teraz to znacznie udoskonalono. Australijczyk potrafi i LICZY kasę… 😉
@PR
Najśmieszniejsze, że nauczyciele tych maleńkich szkółek z 3-osobowymi klasami pobierają dodatek wiejski – 10% … 😉
@belferxxx
Australia jest większa terytorialnie. Populacja Australii jest o około 10 milionów mniejsza od Polski. Kanada na przykład jest jeszcze większa, a populacyjnie niemal równa z Polską. W omawianym temacie wielkość obszarowa też się liczy, ale wielkość populacji jest ważniejsza (moim zdaniem).
@belferxxx
I nauka zdalna miałaby być lepsza dla dzieci niż klasy łączone 1-3?
@Płynna rzeczywistość
Górników węgla kamiennego w Polsce jest około 70 tysięcy, nauczycieli szkół podstawowych około 300 tysięcy. Że o neoprokuratorach nie wspomnę. Więc ewentualne odprawy stwarzają proporcjonalne problemy. Choć zgodnie z konstytucyjną zasadą równości wobec prawa, wszyscy obywatele RP powinni być traktowani równo. Ale nie tylko zasada równości jest na wpół pustym ( choć pięknym) zapisem naszej Konstytucji.
@Róża
Z całą pewnością nauka zdalna , ew, z możliwościami konsultacji w realu, będzie dla dzieci z klas I-III lepsza niż nauka w łączonej z 3 klas, 12 -osobowej klasie … 😉
@mezzo
Wielkość obszarowa jest ważna bo wpływa na odległości od domów do szkół.
BTW uczyłem w szkole w USA, w stanie NY (wielkości połowy Polski). No i okręg szkolny mojej szkoły miał JEDNĄ szkołę średnią (1500 uczniów) i parę (!) szkół niższego szczebla. Oraz park autobusowy do busingu z 40(!) autobusami … 😉 A jednocześnie w szkołach średnich hrabstwa (powiatu) lekcje niektórych mało popularnych przedmiotów (np. C++) były zdalne z konsultacjami … 😉
@belferxxx
Z całą pewnością nie może mieć Pan racji. „Na oko” widać.
W szkołach Montessori dzieci w kl.1-3 uczą się w grupach łączonych, mieszanych wiekowo. Takie jest założenie.
Metoda, pani, która ją stworzyła jest słynna na całym świecie, coś jak IB, nasz Korczak.
Ale skoro przychodzi w ogóle Panu do głowy taki pomysł, że dla dziecka w tym wieku nauka zdalna z ew.możliwością konsultacji z nauczycielem w realu, bez codziennego(!) kontaktu(!) z rówieśnikami(!), jest lepsza – to się zastanawiam czy ma Pan słabą pamięć i nie pamięta Pan siebie z dzieciństwa z tego okresu, czy był Pan aspołeczny?
@ Róża
Akurat moja b.uczennica prowadziła jedną z pierwszych w PL szkół Montessori. Ale to są szkoły dla specyficznych (!) i zainteresowanych tym systemem uczniów, rodziców i nauczycieli (!)… 😉 Skauting/harcerstwo też jest oparty na rozwoju młodszych przez starszych. Tyle, że przy DZISIEJSZYM podejściu prawnym, zgodnie z którym nauczyciel/opiekun nie ma prawa podopiecznych spuścić z oka , takie podejście POWSZECHNIE działać nie może – za duże ryzyko dla przeciętnego(!) nauczyciela … 😉
@ Róża
Twoje uwagi ad personam za mądre nie są – świat i dzieciństwo za Gomułki i Gierka trochę inaczej wyglądały… 😉
@Róża
Najlepszy będzie po prostu system dowożenia busami do większych szkół … 😉
@belferxxx
Z tym komentarzem o uwagach ad personam, to przemówił Pan do mnie jak nauczyciel. Ale ja byłam uczennicą o bardzo dobrej pamięci, więc wszystkie Pana uwagi ad personam mogę wymieniać, te do mnie oczywiście.
Np. że jestem stypendystką MEN, bo bronię reformy. Mimo, że nie jestem, po prostu nie ukrywam, że obecne SP to szkodliwy dla dzieci paździerz. Porównałam ramowe plany nauczania obecne i projekt tych po reformie. Szykuje się jeszcze większy paździerz. To aż nieprawdopodobne, ale głównym celem reformy będzie zapewnienie godzin nauczycielom. Siatka godzin dla kl. 4-8, w ramach gadania o „odciążeniu ucznia” zwiększa liczbę godzin obowiązkowych ze 137 do 141. Do tego liczba godzin do dyspozycji dyrektora zwiększa się z 4 do 6, i jeszcze do tego ma dojść jako obowiązkowy najbardziej kuriozalny przedmiot czyli EZ ale bez seksu (z założenia dzieci miały uczyć się tego co w szkołach na Zachodzie, czyli co nieco o seksie – w szkole, a nie z Internetu, ale to zostanie z wersji obowiązkowej przedmiotu wycięte, xd). I tym sposobem zamiast 137 godzin obowiązkowych będzie 145 (z EZ). Plus 6 (zamiast dotychczasowych 4) do dyspozycji dyrektora. Wychodzi zamiast 141 łącznie – 151 łącznie. Lekcji dużo więcej, za to fizyki i chemii o godzinę mniej.
Oglądam te siatki, liczę, oczom nie wierzę. Niech ogłoszą rodzicom ten nowatorski sposób odciążenia uczniów.
A wracając do tych 1-3.
Czy Maria Montessori zakładała, że jej program jest dobry tylko dla niektórych dzieci?
Miała jakieś warunki co do tego jakie to mają być dzieci?
Bo jeżeli chodzi o nauczycieli to wybór wydaje się oczywisty. Nikt rozumny nie ma ochoty utrzymywać klas kilkuosobowych, około 4 osobowych, skoro w kl. 1-3 ma być łącznie nazbieranych 12 uczniów.
Można te dzieci dowozić do normalnych klas 24 osobowych w normalnej wielkości szkole. Wtedy więcej nauczycieli 1-3 nie będzie miało pracy, jeżeli klasa łączona im nie odpowiada.
A można spróbować iść drogą Montessori i dać małym dzieciom szkołę 1-3 na miejscu, blisko, do szkoły pieszo, duża możliwość uspołecznienia dziecka w środowisku lokalnych dzieci. A potem mogą ruszyć od 4 kl. do większej i bardziej odległej szkoły. Jeżeli dzieci w tym 1-3 trafią na dobrego nauczyciela, to będzie to dla nich korzystne. Jeżeli na słabego, to lepiej szkołę zlikwidować.
@Róża
Ty naprawdę sądzisz, że w wioszczynie z 12 dziećmi w wieku 7-9 lat potrzebna im jest szkoła do nawiązania kontaktów i relacji towarzysko-społecznych ??? 😉
@Róża
>Jeżeli dzieci w tym 1-3 trafią na dobrego nauczyciela, to będzie to dla nich korzystne.<
Czy Ty naprawdę sądzisz, że po wsiach masowo chodzą, prosząc o pracę, nauczyciele w stylu tych którzy wybierają takie rzeczy jak Montessori? 😉
@Róża
BTW Maria Montessori działała WIEK TEMU! Na dodatek akurat z własnym SYNEM jej nie wyszło, czyli metoda nie jest dla WSZYSTKICH. A taka szkółka musiałaby objąć WSZYSTKIE 12 dzieci 7-9 w wioszczynie … 😉
Przed krakowskim sądem rusza proces byłej kurator oświaty a obecnie małopolskiej radnej PiS Barbary Nowak. Sprawa dotyczy zniesławienia Urszuli Mroczek-Guli, byłej dyrektorki szkoły z Krakowa, której Barbara N. publicznie zarzuciła winę za śmierć ucznia.
@Róża
Szkół w małych wioskach bronią głównie ich MIESZKAŃCY ze względu na WYGODĘ i AMBICJE, czasem sentymenty – politycy, głównie PSL, tego likwidowania nie lubią… 😉
Od DAWNA istnieje możliwość przekształcania małych wiejskich szkół w szkoły SPOŁECZNE … 😉
Metoda Montessori zakłada, że nauczycielki są odpowiednio do niej przygotowane, prawda? Kto niby je przygotowuje? Czy tę metodę da się pogodzić z dość sztywnymi programami nauczania publikowanymi przez ministerstwo?
@PR
Jest dużo szkół Montessori, w wielu miastach, więc da się pogodzić. Te szkoły też czasem występują w ogłoszeniach o wakatach, więc ich kadra nie bierze się z kosmosu, nie jest przygotowywana przez kosmitów na kosmicznych studiach, tylko zwykłych nauczycielskich.
@belferxxx
Ten argument z synem? Jakby od czapy, porzuciła go w dzieciństwie dla kariery, jedyna w tym czasie kobieta pediatra we Włoszech.
Metoda nie była opracowana dla dzieci elit, tylko jakby wprost przeciwnie.
@PR, @ belferxxx
Czy Wy sugerujecie/uważacie, że te wiejskie nauczycielki są tak ograniczone, słabe, niewyuczalne, że nie znajdzie się tam żadna, która miałaby szanse na zatrudnienie w miejskiej szkole Montessori?
Serio?
@ Róża
Te nauczycielki są przede wszystkim MIEJSCOWE… 😉
@belferxxx
No i? Jak miejscowe to głupie?
Gdybym mieszkała na wsi to wolałabym te 1-3 na miejscu, mnie by łączenie nie przeszkadzało, bo 1-3 i tak jest od wyrównywania poziomu. Ale potem od 4 kl.bym chciała normalną szkołę, z normalnej wielkości klasami. Czyli takimi, które wg wielu nauczycieli są „przepełnione”.
@belferxxx
https://www.tokfm.pl/polska/co-nie-dziala-w-polskich-szkolach-byly-dyrektor-cke-kazdy-wie-ale-nikt-sie-nie-przejmuje
Ten pan mówi o tym co widać w szkołach.
Pan chyba często o nim wspominał – jakoś nie za dobrze?
@ Róża
To Konarzewski zaprojektował za Hall hiper szczegółową podstawę 10 razy obszerniejszą od poprzedniej, żeby,jak publicznie uzasadniał ( to chyba jeszcze jest na stronie ISP!) lepiej KONTROLOWAĆ nauczycieli! Więc to JEGO dzieło… 😉 BTW proponuję poszukać tekstów GW kluczami Konarzewski, Pezda, CKE i dymisja… 😉
@ Róża
Jak miejscowe to znaczy, że wielkiego wyboru nie ma … 😉 Panny nauczycielki szły na wieś wiek (!) temu , a Redliński ich los opisał… 😉
@Róża
To chyba coś mówi o tym panu … 😉
https://wyborcza.pl/7,75398,8390395,dyrektor-centralnej-komisji-egzaminacyjnej-odwolany.html
https://wyborcza.pl/7,75398,8393493,komisja-od-egzaminow-szkolnych-bez-szefa.html
@belferxxx
No tak mi się kojarzyło, że Pan podawał zawsze to nazwisko w zestawie z Hall jako twórców b.szczegółowych podstaw.
Samo jego uzasadnienie – o kontrolowaniu nauczycieli – no, jak czytam jaką z PR macie opinię o fachowości/umysłach wiejskich nauczycielek, to …
może pełna autonomia przy całkowitym braku możliwości kontroli zaprowadziłaby wiejskie dzieci na jeszcze większe edukacyjne manowce.
Ale w tej książce Patoedukacja to co mówi o szkole jest prawdą, w SP to jest zniechęcanie dzieci do nauki przedmiot po przedmiocie.
SP to zapamiętywanie masy szczegółów od sprawdzianu do sprawdzianu i przeliczanie punktów na średnią, nic więcej. Lekcje prowadzone słabo, dzieci uczące się na pamięć w domu, nic się z niczym nie łączy, sprawdzian pogania kartkówkę, wszystko sprowadzone do średniej, źle napisane podręczniki, język niedostosowany do wieku (na UW to badali, rozstrzał ogromny między wiekiem ucznia a językiem podręcznika). I najważniejsze – nauczycielom to nic a nic nie przeszkadza.
A poza tym jako zarządzający CKE rozumiem, że był taki akuratnie odklejony jak na profesora pedagogiki przystało.
@Róża
zapamiętywanie masy szczegółów od sprawdzianu do sprawdzianu i przeliczanie punktów na średnią
Odkąd weszły dzienniki elektroniczne, niczego innego żadna szkoła moich dzieci nie wymóżdżyła.
@Róża
Tyle, że kontrola w wersji Konarzewskiego to kontrola czysto BIUROKRATYCZNA – na podstawie WPISÓW tematów w dzienniku – MERYTORYCZNYCH wizytatorów wyeliminowała z kuratoriów „reforma” Handkego, ocena na podstawie EFEKTÓW jest BE. Więc mają być WPSIY zgodne z tą paznokciową podstawą konstrukcji Konarzewskiego i SĄ. Lepiej ci od tego??? 😉
@Róża
Podręczniki zatwierdza MEN, nie nauczyciele … 😉
@belferxxx
Ale tych merytorycznych wizytatorów nie będzie.
Nie wierzymy w ich powrót, prawda?
To się fajnie czyta o autonomii szkoły, dyrektora, nauczyciela.
Ale przecież wiecie jakie są realia. Dobremu nauczycielowi żaden program niepotrzebny, może jakiś zarys co jest na egzaminach. A co z resztą?
Przy całej masie nauczycieli przyzwyczajonych od lat, że lecą gotowcami wydawnictw, przy całej masie po podyplomówkach bardzo odległych od wyjściowego kierunku studiów. Przy rozdawaniu godzin kumpelom po podyplomówce, nawet jeżeli prawdziwy nauczyciel by się znalazł.
Teraz jakaś burza się robi wokół nowych siatek w liceach. Że będzie mniej godzin rozszerzeń, że nie będzie w I kl. MEN tłumaczy coś, że będzie więcej godzin do dyspozycji dyrektora. I co mówią sami nauczyciele/dyrektorzy? W dzisiejszej Wyborczej –
że w dobrych szkołach wielkomiejskich dyrektor w biol/chemie da te godziny na rozszerzenie (bo ranking, bo rodzice wymuszą), ale na prowincji dyrektor da godziny w biol/chemie koleżance od historii czy niemieckiego.
Czyli sami nauczyciele wiedzą (również Pan z PR oceniając wiejskie nauczycielki) jak wygląda autonomia w praktyce, autonomia obejmująca wszystkich nauczycieli i dyrektorów, a nie tylko tę lepszą, wielkomiejską MNIEJSZOŚĆ.
A co to znaczy „Ocena na podstawie efektów jest BE”? Na czym miałaby polegać? I dla kogo jest BE?
@Róża
WPISY
@ Róża
Ocena nauczycieli na podstawie EFEKTÓW jest przedstawiana jako be bo, teoretycznie praca nauczyciela jest niewymierna. A praktycznie – bo idzie o władzę urzędników (!) ustalania, kto jest dobry, a kto zły. A przecież było EWD, są- dla czołówki – precyzyjniejsze rankingi Perspektyw … 😉
Klasy łączone to nic nowego, były w małych szkołach w latach 80. Kompletnie się to nie sprawdzało, nauczyciel musiał realizować dwie lekcje jednocześnie. Więc jedną z nich rzeczywiście prowadził, w drugiej „wyjaśniał w praktyce pojęcie czasoprzestrzeni” – czyli wydawał polecenie „czytajcie podręcznik od strony 143 do dzwonka”.
@barnaba
Nie tylko w latach 80. One są nadal. Znalazłam artykuł z 2015 r., z którego wynika, że 23 procent szkół podstawowych w Polsce ma klasy łączone, a w Szwecji 1/3 uczniów klas 1-3 uczy się w takich łączonych oddziałach.
@belferxxx
Ranking Perspektyw jest dla liceów i techników, nie dla SP. A EWD obejmuje w SP przedmioty nieegzaminacyjne – fizykę, chemię, biologię, geografię?
@Róża
EWD miała to robić, teraz jej już nie ma. Przy czym dzięki lewakom typu Dolata&Jakubowsk, którzy ją za ciężkie unijne pieniądze robili miała(bo pomysł nie był ICH) … utrudniać porównanie. Idea jest prosta – porównuje się pracujące w podobnych warunkach szkoły. Są tu różne mierniki umożliwiające PORÓWNANIIA – np. w stanie Nowy York, gdzie pracowałem, przedstawiano rodzicom informacje o obowiązkowych w stanie egzaminach końcowych i ich wynikach w danej szkole, jednocześnie podając wyniki szkół z gmin o tym samym poziomie finansowym na osobę pomocy społecznej dla PORÓWNANIA. W PL MIAŁ przecież być egzamin po SP z przedmiotów przyrodniczych czy do wyboru któregoś z nich, ale politycy BOJĄ się go wprowadzić i to odkładają ciągle … 😉 BTW przy DOBRZE SKONSTRUOWANYM egzaminie wyniki egzaminów z polskiego, matematyki i języka obcego dobrze są skorelowane z rozwojem ucznia na innych przedmiotach… 😉