Rzucił krzesłem w nauczycielkę, bo mu postawiła jedynkę
Tradycja każe wystawiać oceny końcowe – semestralne i roczne – w obecności uczniów. Coraz więcej nauczycieli robi to jednak w domu, gdyż boi się reakcji nastolatków. Najlepiej zrobić to w piątek wieczorem, aby przez weekend wszyscy ochłonęli. Zapomniała o tej nowej zasadzie nauczycielka ze szkoły w Bolesławcu, odważnie postawiła jedynkę podczas lekcji i… oberwała krzesłem. Rzucał niezadowolony 17-latek.
Rada pedagogiczna nie będzie miała za wiele roboty, gdyż przezorni rodzice sprawcy natychmiast wypisali go ze szkoły. Czynności wychowawcze można więc sobie darować. Chłopakiem zajmie się policja. Za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego grożą 3 lata więzienia.
Największym zmartwieniem dyrekcji jest fakt, że ofiara tego ataku uczy przedmiotów zawodowych. Na pewno po tym zdarzeniu nie jest w stanie wykonywać swoich obowiązków, dostanie więc zwolnienie lekarskie. Być może wróciłaby do pracy szybko, jednak kuratorium oświaty postanowiło zbadać wszystkie okoliczności zdarzenia, aby ustalić, czy dziecko (dla kuratorium 17-latek to dziecko) nie zostało sprowokowane do takiego zachowania. Podobno nauczycielka krzyczała.
Przy takim podejściu władz oświatowych do ofiary (na wsparcie kobieta nie ma co liczyć) należy się spodziewać, że nauczycielka na zwolnieniu lekarskim posiedzi do wakacji, a następny rok spędzi na urlopie zdrowotnym. Trzeba będzie zatrudnić nowego fachowca, a na razie płacić za zastępstwa. Koszty tego zdarzenia mogą dojść do pół miliona zł. Ciekawe, kto za to zapłaci.
Szczegóły tutaj.
Komentarze
@ Gospodarz
I to jest w miniaturze klasyka systemu edukacji i prawa w PL… 🙁
Tymczasem Róża wrzuciła w sąsiednim wpisie taki granat:
Przed rozmową z panem przeglądałem podstawy programowe z poszczególnych przedmiotów dla klas sześć–osiem szkoły podstawowej i wypisałem kilka zagadnień. Zgodnie z wolą ministra ósmoklasista powinien: charakteryzować ustrój monarchii absolutnej na przykładzie Francji Ludwika XIV i monarchii parlamentarnej na przykładzie Anglii; przedstawić środowisko życia, cechy morfologiczne oraz przystosowania pierścienic do trybu życia; tworzyć wzory ogólne szeregów homologicznych alkenów i alkinów (na podstawie wzorów kolejnych alkenów i alkinów); rysować schematy obwodów elektrycznych składających się z jednego źródła energii, jednego odbiornika, mierników i wyłączników; charakteryzować przemiany w strukturze przemysłu w Niemczech na przykładzie Nadrenii Północnej-Westfalii; rozumieć zasady dotyczące wyjątków od reguły polskiego akcentu oraz określać rodzaj formantu.
https://www.tokfm.pl/polska/co-nie-dziala-w-polskich-szkolach-byly-dyrektor-cke-kazdy-wie-ale-nikt-sie-nie-przejmuje
Z powyższych zagadnień – jestem w stanie narysować schemat tych obwodów elektrycznych (chociaż z tymi miernikami to już nie tak hop siup) oraz wiem coś na temat akcentowania wyrazów w literackim języku polskim. Reszty się uczyłem, ale już zapomniałem. Z wyjątkiem formantów. Cholera wie, co to za jedne i czy się ich / o nich uczyłem.
<i<"Wiem, że tego wszystkiego nie da się nauczyć, ale dzieci wchłoną jakiś procent z całości. Jeżeli umieścimy w podstawie więcej wymagań, to większy będzie przyrost wiedzy uczniów".
To jakby powiedzieć, że im dłuższy czas pracy dorosłego, tym większa jego efektywność. Albo jakby mieć nadzieję, że im więcej cukru się będzie wsypywać do lejka, tym więcej z niego się wysypie (tymczasem lejek się zapcha i rzuci krzesłem w nauczycielkę).
Prześledziwszy, jak zmieniały się programy nauczania – wtedy nie było podstaw programowych – w Polsce Ludowej, stwierdziła, że nieustannie dodawano do nich nowe treści. Skoro świat się zmienia, uczniowie muszą zdobywać nową wiedzę. Dekolonizacja? Proszę bardzo, dodajemy cały dział dotyczący wyzwalających się państw Afryki. Nowe odkrycia w biologii? Ależ oczywiście, genetyka jest niezbędna. Uzupełniano, a równocześnie niczego nie usuwano. Programy pęczniały i pęczniały. Bo takie działania zaspokajały ambicję polityków. Byli dumni z tego, że nasze dzieci uczą się tylu wspaniałych rzeczy i są takie mądre. Ale one się tego nie uczyły. I nikogo to nie obchodziło. Dziś jest podobnie. Politycy budują swoje zamki na piasku i nie zwracają uwagi, czy ich decyzje mają realny wpływ na rzeczywistość. Szkoła w Trzeciej RP, podobnie jak w PRL, zwraca się do nierzeczywistego ucznia, który jak gąbka wchłania wszystkie treści przekazywane przez nauczyciela i nie pyta, po co mu ta wiedza. O archaiczności takiego podejścia w sytuacji, gdy każdy w smartfonie ma encyklopedię, już nawet nie wspomnę.
Podoba mi się ten gościu. Teraz jesteśmy w środku ekspresowej rewolucji informatycznej i mamy wybór – wsiadamy czy zostajemy na peronie. A jeżeli wsiadamy, to jak, gdzie? Uczymy dzieci obsługi programów Microsoftu, pogłębiając nasze uzależnienie od tego monopolisty? Czy może uczymy malować obrazki w programie Paint? W dobie Sztucznego rozbierającego koleżanki na zdjęciach? A może uczymy robotyki (podstawowy zestaw Arduino to niecałe 2 stówki, czyli tyle, co na papierosy dla tatusia lub mamusi na mniej niż tydzień). A może uczymy algorytmiki, czyli „myślenia”? Tylko co w zamian? Co w zamian ująć z programów szkolnych? Aaaa, no nie, tak się nie da, ten pociąg jedzie tylko w jedną stronę i jest to pociąg towarowy, uczniowie są wagonami, a nauczyciele dosypują im na kolejnych stacjach co rusz nowego węgla, pszenicy na paszę czy trocin energetycznych.
A już jak w dobie bystrofonu, encywikilopedi, blika i Sztucznego (o ****hubie przez grzeczność nie wspominając) dostosować nauczanie do zmienionego otoczenia informacyjnego – tego nie tylko ministrowie, ale i nauczycie nie wiedzą, bo mają na karku o kilka krzyżyków za dużo i zwyczajnie nie nadążają (ja oczywiście też).
Spójrzmy na lekcję Kowidka. Kowidek spowodował czasowe odchudzenie podstaw i niemal na pewno zmniejszył ilość materiału wtłaczanego w uczniów. W skali świata. Czy świat się zawalił? Zachwiał się w posadach? Rektory alarmują, że debili im szkoły przysyłają? No nie.
Tu oczywiście pytani – jak jestes taki mądry, to napisz, czego i jak uczyć. No taki mądry to ja nie jestem. Wiem jednak, że szkoła powszechna nie może być kursem przygotowawczym na wyższe uczelnie, i to już od 5. czy 6. klasy szkoły podstawowej,, gdy zaczyna się nauczanie przedmiotowe odpowiadające tematycznie dyscyplinom akademickim (pierwsza jest chyba biologia?). Każdy absolwent liceum powinien zapamiętać z biologii, chemii i fizyki tyle, by móc w stanie samodzielnie rozstrzygnąć, czy szczepionki powodują autyzm albo dlaczego informacja „TROTYL” na przyrządach, którymi badano szczątki latającego pomnika ludzkiej niefrasobliwości i głupoty, nie przesądza o tym, że znaleziono na nim dowód na wybuch (lub dwa). Ważniejsze od tego, czy uczeń zna budowę pantofelka jest to, czy czuje się częścią wspólnoty narodowej (podstawowa funkcja szkoły) i czy posiada jakieś narzędzia intelektualne pozwalające mu nieźle pływać w morzu informacji i dezinformacji. Od tej wspólnoty łatwo przejść do szkoły jako miejsca socjalizacji. Rozwiązywanie równań, szeregów homologicznych, to umiejętności przydatne kilku, góra kilkunastu procentom uczniów – i są to umiejętności poboczne, trzeciorzędne, służące za drogę do osiągnięcia celów pierwotnych. Trudno mierzalnych testami, za to absolutnie kluczowych dla społeczeństwa jako takiego.
Kiedy, ponad 15 lat temu , zmuszony okolicznościami, do uciekania się również do pewnych podstępów, zaproponowałem i wymusiłem wprowadzenie przepisu prawnego, chroniącego nauczycieli przed fizyczną agresją uczniów, odczuwam satysfakcję. Poniosłem przy tym pewne koszty: spotkania z politykami LPR o PiS-u, kilka przyjazdów do Warszawy (w tym z noclegami w hotelach), kosztem pracy zarobkowej. Uzbierałoby się pewnie z 10 tysięcy zł (wtedy!). Dla mnie był to wtedy odruch kantowskiego imperatywu kategorycznego. Doczekałem się oczywiście podziękowań od całej rzeszy braci nauczycielskiej i organizacji zrzeszającej nauczycieli: podziękowania, w ilości szt.1, wystosował blogowicz @kwant 20.
@PR
W głębokiej starości i nieróbstwie Konarzewski nagle się zrobił mądry. Ja proponuję poszukać podstawy z czasów, kiedy, wraz. z prof. Marciniakiem, za Hall o niej DECYDOWAŁ i był za nią ODPOWIEDZIALNY. I tę podstawę uważnie PRZESTUDIOWAĆ … 😉 Emerytowani politycy na starość zwykle stają się mądrzy i przenikliwi, jak cholera, gdy już NIC od nich nie zależy. Podobnie jest z Hall czy z Millerem … 😉 https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Konarzewski
Płynna Rzeczywistość !
Pełna zgoda . I wiedza na czym polega trójpodział władz , prawa obywatelskie , obywatelski obowiązki , solidarnośc , szacunek do człowieka i niezmienność zasad na jakich cywilizowany człowiek winien sie opierać . Wiedza , Wiedza, Wiedza .
I ucieranie się poglądów w ramach demokratycznej wolności
@Róża
Pisałem o tym kilka razy. Handke w praktyce zlikwidował szkolnictwo zawodowe. Do MATURALNYCH szkół średnich trafiło 90% rocznika zamiast dotychczasowych DO 20% – więcej niż w znacznie zamożniejszych krajach bo TANIEJ. Jednocześnie te szkoły średnie pozostały tak totalnie systemowo zuniformizowane, jak to się w cywilizowanym świecie nie zdarza, w imię „dawania(!) równego wykształcenia” … Na dodatek szkoła średnia pozostała niezmieniona – ma uczyć TAK SAMO i TEGO SAMEGO jak wcześniej. No to wielu uczniów nie wie PO CO – oni aspiracji zostania „białymi kołnierzykami” nie mają, więc się frustrują i buntują …
@Róża
A tu prof. Śliwerski – dlaczego polska szkoła tylko UDAJE, że uczy demokracji, obywatelskości etc. … 🙁
https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2026/01/edukacja-obywatelska-ustroj-panstwa-w.html
@Zdzisław 73
Wiedza (czyli INFORMACJE!) bez PRAKTYKI nie działa … 😉
@belferxxx
1. Co do tego stwierdzenia do Zdzisława – wiedza (czyli informacje) bez praktyki nie działa – no napisał Pan jak twórcy reformy. Tam ciągle mówią o doświadczeniach, projektach, a tymczasem w SP podręcznik, pamięciowa nauka i drukowanie testów.
2. Co do tej nauki demokracji, udawanej – pięknie brzmi. W praktyce działa może nieudawana w szkołach społecznych. W większości zwykłych jest inna mentalność. Rodzic i uczeń nie ma nic do powiedzenia. Autonomia ma być autonomią wyłącznie Rady Pedagogicznej i dyrekcji. Mówimy o polskiej szkole, czyli szkole z najniższym(!) poczuciem przynależności ucznia do szkoły. Szkole, w której część nauczycieli uważa, że uczeń to „ma tylko prawa, za dużo tych praw”, a rodzic niech się nie wtrąca. W Niemczech są Rady Szkoły (coś w tym stylu). Super, a w Polsce OSKKO zaopiniowało projekt jakiejś ustawy/pomysłu o wprowadzeniu obowiązkowych Rad Szkoły stwierdzeniem „Jesteśmy zdecydowanie przeciw!”, z wykrzyknikiem. Przypominam, że w Niemczech te organy złożone z reprezentacji nauczycieli, rodziców i uczniów są OBOWIĄZKOWE.
Jako ciekawostkę dodam coś aktualnego, już się niektórzy nauczyciele burzą w sprawie tych ubranek/wyglądu uczniów, że mają być bezpieczne, ale bez nadmiernego wtrącania. Że to niewtrącanie odbiera prawa … nauczycielom. A jak jest w Niemczech, tych Niemczech naprawdę uczących demokracji w szkole? Zasady dotyczące ubioru muszą mieć konkretne uzasadnienie – bezpieczeństwo, higiena. Muszą być niedyskryminujące, egzekwuje je dyrekcja, a nie pojedynczy nauczyciel, nauczyciel naraziłby szkołę na skargę. Sądy uznają, że wygląd to element wolności osobistej, podkreślają, że szkoła nie jest miejscem kształtowania gustów estetycznych ucznia. Nasze szkoły dorosły do takiej demokracji?
I do uczenia takiej demokracji uczniów? Jaki procent szkół?
@belferxxx
„Wśród krajów członkowskich trzynaście osiągnęło cel na 2030 dotyczący wyższego wykształcenia.
Cel zakłada, że 45 proc. osób w wieku 25-34 lata ma wyższe wykształcenie. Wśród tych krajów znalazła się Polska z wynikiem 46 proc. Inne kraje z wysokim wskaźnikiem osób wykształconych to Irlandia (63 proc.), Cypr (62 proc.), Luksemburg (60 proc.), Litwa (57 proc.), Holandia (55 proc.), Szwecja (54 proc.), Hiszpania i Francja (po 52 proc.), Belgia (50 proc.), Dania (49 proc.), Malta i Polska (po 46 proc.) oraz Łotwa (45 proc.)” (300gospodarka).
Najniższe odsetki są w Rumunii i na Węgrzech – 23 i 29. Nie wiem dlaczego takie są cele w Unii, ale ta Irlandia z 63 proc.zadziwia. W każdym razie na pewno nie będzie w takich warunkach powrotu do 20 proc. uczniów idących do szkół z maturą.
Już teraz nauczyciele szkolni i akademiccy boją się niżu, braku uczniów, studentów, więc nikt nie będzie tu dążył do zmian, dorośli interesują się głównie własnym etatem. Gdyby mogli, to by uczniów zamykali w szkołach i na 50 godzin, byle mieć godziny. Na uczelnie przyjmą każdego, a potem kręcą nosem jacy ci studenci nie tacy jakby sobie wymarzyli.
Więc z jednej strony jakieś dziwne cele Unii, z drugiej cele kadry (zachowanie etatów).
@Róża
1. W PL ten wysoki procent populacji „studiującej” w SWGnG głównie to zaledziw DWADZIEŚCIA LAT, w „starej UE” jakieś PÓŁ wieku minimum. Więc u nich w skali całego(!) społeczeństwa jest wyższy odsetek posiadających dyplomy.
2. W „starej” UE również posłanie ludzi na „studia” na kilka lat miało służyć zmniejszaniu WSKAŹNIKÓW bezrobocia.
3. W krajach cywilizowanych kształcenie podstawowe i średnie jest ZRÓŻNICOWANE, a uczniowie mają WYBÓR przedmiotów i ich poziomu. W PL jest ZUNIFORMIZOWNE do szaleństwa – uczeń praktycznie ma ZERO wyboru … 😉
4. Owszem prywatne „szkolnictwo wyższe” to BIZNES handlu dyplomami, o czym się już Giertych przekonał i zrobił „amnestię maturalną” bo mogło 30 tys. KLIENTÓW tym SWGnG ubyć … 😉
@Róża
Niejaka Bar(a)bara Nowacka&Co OPOWIADAJĄ i tworzą piękne WIZJE działania, doświadczania itd. nie mówiąc nic o potrzebnych MECHANIZMACH, ZASOBACH, ŚRODKACH ,,, 😉 Była taka bajka „Nowe szaty króla” – kształcącej lektury- tu jest IDENTYCZNIE 😉
@Róża
Jakoś o noblistach z Irlandii nie słychać … 😉
@belferxxx
Nawet nie musimy tu wciągać prywatnego „szkolnictwa wyższego”.
Jeżeli na publicznych uczelniach jest więcej miejsc na I roku niż absolwentów szkół średnich/ maturzystów, to jest jasne czego uczelnie oczekują – studenta, jakiegokolwiek.