Wagary po staremu
Nie będzie zmian w prawie ucznia do wagarowania. MEN wycofuje się z pomysłu, aby wprowadzić nowe limity nieusprawiedliwionej nieobecności w szkole. Będzie więc po staremu.
Obecnie obowiązuje prawo pół na pół. Jeżeli uczeń ma więcej niż 50 proc. nieobecności (jakichkolwiek nieobecności), nauczyciel może uznać to za brak podstaw do klasyfikacji. Jeżeli są to nieobecności usprawiedliwione, uczniowi przysługuje prawo do zdawania egzaminu klasyfikacyjnego. Jeżeli natomiast nieobecności nie zostały usprawiedliwione, wtedy rada pedagogiczna decyduje, czy dopuścić ucznia do egzaminu.
Nieusprawiedliwione nieobecności w takiej liczbie zdarzają się bardzo rzadko (rodzic musiałby totalnie nie interesować się dzieckiem). Problemem są nieobecności, które rodzice lekką ręką usprawiedliwiają. Dzieci nie chodzą do szkoły, bo tak im się podoba, a rodzice to akceptują. I nad ograniczeniem tego zjawiska miało pracować ministerstwo. Jednak urzędnicy się pogubili i zaczęli mówić tylko o nieobecnościach nieusprawiedliwionych (jakby nie znali się na prawie oświatowym, że chodzi o wszelkie nieobecności).
Zaczęli się zastanawiać, ile dni uczeń może spędzać na wagarach, aby nie mieć problemów? W mojej szkole problemem jest nawet jeden dzień na wagarach, a co dopiero pół roku. Dobrze więc, że urzędnicy niczego nie wymyślili, bo byłby wielki wstyd dla ministerstwa, dla nauczycieli nie lada problem, a dla uczniów zachęta, aby wagarować bez opamiętania. Skoro można co drugi dzień być na wagarach, to grzechem byłoby nie skorzystać.
Więcej o sprawie tutaj.