Takiego zakończenia nauki w klasach maturalnych jeszcze nie było
Takiego pożegnania klas czwartych jeszcze nie było. Najpierw dyrekcja, wychowawcy oraz pozostali nauczyciele zaczęli zasypywać uczniów komplementami, a potem młodzież odpowiedziała tym samym. Zrobiło się bardzo słodko.
Zaczęło się od podziękowania rodzicom za to, że powierzyli nam swoje jakże uzdolnione, wszechstronnie utalentowane i przewspaniałe dzieci. Pani dyrektor nie żałowała miodu. W podobnym tonie wypowiedział się wicedyrektor. Zapewnił świeżo upieczonych absolwentów, że są przecudowni, że czeka ich świetlana przyszłość, że wszyscy są z nich dumni. W ślady dyrekcji poszli wychowawczynie. Jedna przez drugą zapewniały wychowanków, że są najlepsi w Łodzi, w Polsce oraz na świecie. Nie żałujcie sobie marzeń, wszystkie zostaną spełnione. Zapanowała euforia radości.
Młodzież płakała ze szczęścia. Łzy popłynęły nawet z oczu niektórych chłopców, ja też kompletnie się rozkleiłem. Najwięksi twardziele z trudem hamowali wzruszenie. Cała sala huczała od wielkich słów i gromkich oklasków. Uczniowie chwalili pracowników szkoły, ściskano się z nauczycielami i mówiono im to, co każdy pedagog w takiej chwili chciałby usłyszeć. Jesteśmy wdzięczni, wdzięczni, wdzięczni. Tłum rodziców radośnie przytakiwał swoim dzieciom. Nie wiem, jak by się to skończyło, gdyby nie głos z offu (nie mam pewności, kto to był): „Nie wierzę w ani jedno słowo”. Kurtyna opadła.