Zadeklarowali przedmiot i nie przyszli na egzamin

Coraz więcej uczniów w deklaracji maturalnej wskazuje tyle dodatkowych przedmiotów, ile może (maksimum sześć), a potem nie przychodzi na egzaminy. Albo przychodzi i oddaje pusty arkusz. Takie zachowanie to dla szkół katastrofa.

Deklarację wstępną maturzyści składają we wrześniu, ostateczną na początku lutego. Na sto dni przed maturą niektórzy wciąż nie są pewni, z jakich przedmiotów chcą zdawać egzaminy na poziomie rozszerzonym. Lekką ręką wpisują więc to i tamto, byle mieli z czego wybierać tuż przed maturą. 

Po złożeniu deklaracji formalnie nie mogą już niczego zmienić: ani dodać, ani ująć. Mogą jednak oddać pusty arkusz albo nawet nie przyjść na egzamin (obowiązkowa jest obecność tylko na jednym dodatkowym egzaminie). Na świadectwie będą mieli wpisany wynik zerowy, jednak matura będzie zdana (zero z przedmiotu dodatkowego zalicza). Na studia z zerami na świadectwie maturalnym też przyjmują.

Jedna osoba nie zmienia statystyki, jednak wiele takich osób, które wycofały się z egzaminu i dostały zero, wpływa na wyniki szkoły. Będzie wyglądało, jakby nauczyciele źle przygotowali do egzaminów albo uczyli się tu słabi uczniowie. A może jedno i drugie. Tymczasem prawda jest inna. Zawiódł system, który pozwala nie ponosić konsekwencji za swoje wybory. Zapłaci szkoła, a nierozważny nastolatek wcale.

Reklama