Ziobro i sprawiedliwość
W poniedziałek posiedzenie sądu w sprawie wniosku prokuratury o areszt tymczasowy dla Zbigniewa Ziobry podejrzanego o 26 przestępstw w związku z dysponowaniem Funduszem Sprawiedliwości. Można przypuszczać, że w sprawie o areszt dla Ziobry oprócz argumentów zdrowotnych padnie też argument o braku gwarancji na sprawiedliwy proces. Z tego powodu w zeszłym tygodniu Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił ENA wobec Marcina Romanowskiego. W uzasadnieniu sąd powołał się m.in. na wypowiedzi ministra sprawiedliwości/prokuratora generalnego mogące godzić w prawo Romanowskiego do sprawiedliwego sądu w Polsce.
Sąd (Rejonowy dla Warszawy Mokotowa) dał sobie ponad miesiąc na przygotowanie się do orzeczenia w sprawie aresztu dla Ziobry. To był także czas dla podejrzanego i jego obrońcy, by dostarczyć sądowi m.in. dokumentację medyczną. Prokuratura jako podstawę wniosku o areszt (zgodnie z art. 249 kpk o przesłankach tymczasowego aresztowania) przedstawia konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, Zbigniew Ziobro zaś nie stawił się w prokuraturze, by osobiście usłyszeć zarzuty i złożyć wyjaśnienia. Zamiast tego (zapewne, by uniknąć zarzutu o ukrywanie się i utrudnianie postępowania) podał dwa adresy: w Brukseli i Budapeszcie – gdzie będzie przebywał i odbierał korespondencję, a także zaproponował prokuraturze, by przesłuchała go za granicą w ramach pomocy prawnej prokuratur lub za pośrednictwem konsula.
Prokuratura odrzuciła tę propozycję, więc nie można stwierdzić, czy Ziobro uchylałby się także od przesłuchania za granicą. Za to powinien był dostarczyć dokumentację medyczną uzasadniającą brak możliwości udzielenia mu w polskim więzieniu odpowiedniej w jego chorobie pomocy medycznej. Można się spodziewać wniosków obrony o odroczenie sprawy z rozmaitych powodów i kwestionowania legitymacji prokuratury do stawiania w tej sprawie zarzutów w związku z rzekomo bezprawnym odsunięciem mianowanego przez Ziobrę Dariusza Barskiego od sprawowania funkcji Prokuratora Krajowego.
Obrona powoła się też zapewne na zeszłotygodniowe postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie uchylające Europejski Nakaz Aresztowania dla podejrzanego w tej samej sprawie b. wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego wydane przez sędziego Dariusza Łubowskiego. Argumenty: Interpol nie zgodził się (w kwietniu) na ściganie Romanowskiego, a Węgry udzieliły mu azylu jako osobie prześladowanej z przyczyn politycznych. Oba te zdarzenia uzasadniają, zdaniem sędziego Łubowskiego, twierdzenie, że sprawa Romanowskiego jest polityczna i że nie może być on pewny, że w Polsce czeka do sprawiedliwy sąd. Dodatkowo – jak podał portal Onet, który „dotarł” do uzasadnienia decyzji sądu (nie publikuje go w całości, a jedynie wybrane cytaty) – bezstronność polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawie Romanowskiego podważają publiczne wypowiedzi ministra sprawiedliwości/prokuratora generalnego: „nie sposób nie zauważyć niezwykle niebezpiecznego dla demokratycznego państwa prawa (…) zjawiska ingerencji najwyższych rangą przedstawicieli władzy wykonawczej w sferę niezawisłości sędziowskiej. (…) Sąd w sprawie niniejszej zapoznał się z całością akt śledztwa oraz wszystkimi zgromadzonymi dowodami i – nie ośmielając się ferować żadnego wyroku – uznaje za całkowicie nieuprawnione publiczne prezentowanie wizerunku Marcina Romanowskiego jako osoby winnej, która po sprowadzeniu go do kraju zostanie skazana i osadzona w więzieniu (jak publicznie stwierdził jeden z najwyższych rangą przedstawicieli władzy wykonawczej, opozycjoniści ukrywający się za granicą winni być porywani przez polskie służby specjalne i przywożeni do Polski »w bagażniku« [nawiązanie do wypowiedzi ministra Żurka, którą określił później jako „figurę retoryczną”]. (…) Te nikczemne i nielicujące z elementarnymi standardami państwa prawnego wypowiedzi są szeroko znane także międzynarodowej opinii publicznej. (…) Są to argumenty anihilujące wiarygodność państwa polskiego, w tym polskiego sądownictwa (…) W świetle wyżej naprowadzonych okoliczności istnieją poważne obawy, że sytuację panującą w państwie polskim zakwalifikować można jako kryptodyktaturę”.
Wprawdzie zakwalifikowanie sytuacji politycznej w Polsce jako „kryptodyktatury” ze względu na nieprzystawalność do rzeczywistości osłabia moc argumentów dotyczących braku szans na sprawiedliwy proces byłych członków rządu, ale – niestety – jest faktem, że cytowane przez sędziego Łubowskiego słowa – te, i nie tylko te – ze strony ministra/prokuratora Waldemara Żurka padły. Gdyby był on jedynie członkiem rządu – można by uznać, że co innego polityka, a co innego wymiar sprawiedliwości. Jednak władza ministra sprawiedliwości nad sądami w Polsce jest realna. Także w stosunku do poszczególnych sędziów. Pamiętamy choćby, jak minister Zbigniew Ziobro odsuwał ich od orzekania – wręcz podczas sądzenia, na sali (przypadek sędzi Joanny Hetnarowicz-Sikory) – za kwestionowanie orzeczeń neosędziów. Jeszcze silniejsza jest władza prokuratora generalnego, który może wydawać prokuratorom polecenia co do czynności procesowych w poszczególnych sprawach lub przejmować je do osobistego prowadzenia. W tej sytuacji publiczne wypowiedzi ministra/prokuratora co do konkretnych osób mogą wpływać na działania prokuratury i sądu.
Takimi wypowiedziami zasłynął już za pierwszych rządów PiS-u (2005-2007) Zbigniew Ziobro. I nawet przegrał przed sądami wszystkich instancji sprawę o wypowiedź na temat „doktora G.”, komentującą jego widowiskowe zatrzymanie, w której przesądził o jego winie: „już nikt nigdy przez tego pana pozbawiony życia nie będzie”. Teraz Ziobro znalazł się w sytuacji porównywalnej do tej „doktora G.”. Wprawdzie minister Żurek nie przesądził publicznie o jego winie, nie powiedział bowiem niczego w rodzaju: już nigdy żaden publiczny fundusz przez tego pana okradany nie będzie”, ale mówił np. o „zaciskającej się wokół Ziobry pętli wymiaru sprawiedliwości” (narzuca się skojarzenie „pętli” – wisielczej – ze skazaniem) i wydał niepochlebną polityczną ocenę podejrzanego Ziobry: „Czekam też na wybory, które się odbędą na Węgrzech, bo wiemy, że tam wymiar sprawiedliwości jest bardzo mocno podporządkowany dyktatorowi. Najbardziej mnie przeraża to, że były minister Ziobro podaje sobie rękę z Orbánem, który jest przyjacielem Putina i rozsadza Unię Europejską od środka”.
Minister Waldemar Żurek zastąpił ministra Adama Bodnara m.in. po to, żeby w sposób bardziej dynamiczny i spektakularny przedstawiać opinii publicznej działania wymiaru sprawiedliwości w sprawach rozliczeń wysokich funkcjonariuszy rządów PiS z przestępstw popełnianych w związku z nadużyciami władzy. Jak wynika z badań opinii publicznej, to się w jakimś stopniu udało. Tyle że ma swoją cenę: takie polityczne wypowiedzi wspomniani funkcjonariusze rządu PiS mogą wykorzystywać przed wymiarem sprawiedliwości na swoją korzyść.
Choć z drugiej strony argument, że zarzuty wobec byłych dzierżawców władzy co do zasady są niewiarygodne, bo „polityczne”, jest nie do przyjęcia. Najczęściej to właśnie następcy polityczni rozliczają swoich poprzedników, jeśli przedtem nie byli rozliczani, bo chronił ich polityczny parasol ochronny.
Komentarze
Szkoda, że Żurek nie przyswoił sobie dobrej maksymy „robimy nie gadamy”.