TK już nie świadczy usług dla PiS

Trybunał Konstytucyjny w niekonstytucyjnym składzie (z dublerami) orzekł, że prezydent nie ma obowiązku „automatycznego” odebrania ślubowania od sędziów TK wybranych przez Sejm, ale powinien mieć „czas niezbędny do zrealizowania spoczywających na nim zadań”, które wynikają z art. 126 konstytucji.

Trybunał, orzekając w tej sprawie, samodzielnie zmienił treść wniosku grupy posłów PiS i nawet nie próbował tego wyjaśnić w uzasadnieniu. Zrobił tak zapewne dlatego, że inaczej nie byłby w stanie wydać żadnego orzeczenia.

W ogóle wyrok jest jak garnek posklejany z kilku niepasujących części. Powodem zaś jest to, że prezes TK Bogdan Święczkowski nie był w stanie znaleźć sędziów, którzy orzekliby według życzenia PiS. Pięcioosobowy skąd zmienił się zresztą już w trakcie biegu sprawy, po pierwszej rozprawie zamiast Stanisława Piotrowicza i Andrzeja Zielonackiego weszło dwóch dublerów: Justyn Piskorski i Jarosław Wyrembak. Ten ostatni złożył zresztą zdanie odrębne, podobnie jak Rafał Wojciechowski.

Posłowie PiS zaskarżyli do TK sporo innych przepisów, ale tę część ich wniosku Trybunał umorzył, nie podając ani podstawy prawnej, ani powodu i odsyłając do nieopublikowanego uzasadnienia pisemnego.

Posłowie chcieli, by Trybunał orzekł, że sprzeczne z konstytucją są przepisy (pisowskiej, z 2016 r.) ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, które odsyłają do regulaminu Sejmu w sprawie przepisów o trybie wyboru sędziów TK. Dalej: chcieli, by Trybunał orzekł sprzeczność z konstytucją dokonanego przez koalicję rządzącą „zachomikowania” kadencji sędziów przez nieobsadzanie w prawem przewidzianym terminie wakatów w TK (ponieważ Trybunał nie może orzekać o zgodności z konstytucją zdarzeń, posłowie PiS sformułowali to inaczej: że ustawa o TK „w zakresie, w jakim dopuszcza wybór sędziego (…) z naruszeniem zasady ciągłości działania TK…”). Chcieli też, by TK orzekł, że należałoby miejsca w Trybunale obsadzać tak, by najliczniejszy klub parlamentarny (dziś jest nim PiS) miał zagwarantowane miejsce dla swojego kandydata.

Wreszcie chcieli, by TK uznał, że niekonstytucyjny jest art. 4 ustawy o statusie sędziów TK „w zakresie, w jakim nakłada na Prezydenta RP obowiązek odebrania ślubowania od osoby wybranej przez Sejm RP w trybie i na zasadach, o podstawie prawnej wadliwości których orzekł Trybunał Konstytucyjny”. Ich zdaniem taki obowiązek byłby sprzeczny z art. 197 konstytucji (ustawowa regulacja działania TK), z art. 2 (zasada demokratycznego państwa prawnego), art. 190 ust. 1 (wiążąca moc orzeczeń TK).

Jak łatwo zauważyć, we wniosku PiS wśród podstaw zaskarżenia obowiązku prezydenta przyjęcia ślubowania nie ma art. 126 konstytucji, na który powołał się Trybunał, uzasadniając wyrok. Mało tego: PiS we wniosku chciał, by brak obowiązku prezydenta odebrania ślubowania dotyczył tylko sędziów wybranych w trybie, co do którego Trybunał orzekł, że jest sprzeczny z konstytucją. Tymczasem TK nie orzekł sprzeczności z konstytucją zaskarżonych przez PiS przepisów.

Z powodu opisanych tu sprzeczności wyroku z wnioskiem PiS zdanie odrębne złożył sędzia Rafał Wojciechowski. W uzasadnieniu zauważył, że prezes Święczkowski podczas rozprawy „uzupełnił” wniosek PiS, sugerując – pod pozorem pytań -występującemu w imieniu wnioskodawców posłowi Michałowi Wosiowi ustne dodanie argumentu sprzeczności z art. 126 konstytucji. Ale nie dało się zlikwidować sprzeczności wyroku z treścią wniosku w miejscu, w którym mowa o orzeczonej przez PiS niekonstytucyjności trybu wyboru sędziów.

Cóż, można powiedzieć: jaki Trybunał, takie wyroki.

Wyrok nie ma mocy prawnej ze względu na obecność dublerów. Ma jednak moc polityczną. Nie taką, jakiej życzył sobie PiS – i to jest sromotna porażka prezesa Święczkowskiego. PiS chciał bowiem, żeby skutkiem wyroku było unieważnienie wyboru czworga niezaprzysiężonych przez prezydenta sędziów i jego – PiS – prawo do obsadzenia przynajmniej dwu z czterech zwolnionych w ten sposób miejsc. Tymczasem wyrok dotyczy wyłącznie prezydenta Nawrockiego. I w dodatku – de facto – nakłada na niego obowiązek wydania w szybkim czasie decyzji w sprawie odebrania ślubowania (lub uznania ślubowania złożonego w budynku Sejmu) czworga sędziów.

Orzekając, że prezydent powinien dostać czas do zbadania, czy wybór sędziów nie narusza konstytucji (teraz już nie musi badać, bo sprawą zajął się Trybunał i nie orzekł, że narusza), Trybunał nie określił, ile ma być tego czasu, ale można posłużyć się analogią np. do terminu, jaki prezydent ma na podpisanie lub zawetowanie ustawy: 27 dni. Ten czas już minął.

PiS-owi zaś minął już czas korzystania z usłużności Trybunału. Jak widać, nie ma tam już wystarczająco wielu chętnych do świadczenia usług.

Reklama