Szturm Gotów i Polan na Brukselę
Teraz taki czas, że najdziksze sny szaleńca mogą się spełnić w demokratycznych wyborach. Zgodnie z chińskim przekleństwem „obyś żył w ciekawych czasach”. Jest coraz ciekawiej: wkrótce nacjonalpopuliści z AfD mogą zrobić kolejny krok ku przełamaniu kordonu sanitarnego w federalnej polityce niemieckiej, a mianowicie wygrać wybory w Saksonii-Anhalt. Coraz trudniej będzie bojkotować partię Tino Chrupally, nomen omen malarza i lakiernika z byłej NRD, i finansistki władającej mandaryńskim, a prywatnie lesbijce wychowującej w Szwajcarii z partnerką dzieci, pani Weigel.
Do wyborów federalnych w Niemczech jeszcze sporo czasu (2029), ale w tym roku prócz Saksonii są jeszcze wybory landowe, m.in. w Berlinie. Każde kolejne zwycięstwo AfD wstrząsa nie tylko establihmentem niemieckim, lecz i europejskim. Służby specjalne RFN oficjalnie ogłosiły, że to formacja częściowo ekstremistyczna, ale jak na razie nie ma mowy o delegalizacji. Przeciwnie, coraz częściej słyszymy głosy, że z każdym trzeba rozmawiać, czyli z ekstremistami też. Taka atmosfera na pewno sprzyja „alternatywie” i jeśli przez trzy lata się utrzyma, może wygrać wybory na szczeblu federalnym.
Byłoby to symboliczne i faktyczne zamknięcie Republiki Federalnej Niemiec, jaką znamy i z jaką jesteśmy mocno powiązani handlowo i ideowo-politycznie. To Niemcy Kohla i Merkel były dla Polski tym, czym do niedawna była Polska dla Ukrainy, czyli adwokatem jej członkostwa w UE. Ten chlubny i mądry etap geostrategiczny naszej polityki wschodniej przerwała wygrana Nawrockiego z Trzaskowskim. A chlubny, mądry i owocny dla obu stron etap współpracy polsko-niemieckiej, w szczególności w Trójkącie Weimarskim (Weimar – pierwsza w historii niemieckiej próba zbudowania liberalnej demokracji), przerwała antyniemiecka obsesja Kaczyńskiego i Dudy, kontynuowana przez nacjonalistów z grupy Nawrockiego.
W jakim sensie AfD miałaby być „alternatywą dla Niemiec”, mniej więcej wiadomo, choć w tym „wiadomo” jest sporo znaków zapytania. To formacja typu naszych konfederacji: pospolitego ruszenia pod hasłem „mamy dość: imigrantów, dyktatu Brukseli, deindustrializacji”. Obiecują gruszki na wierzbach: wyjście ze strefy euro, a może i z UE, na co nie mają sił i środków potrzebnych do realnego dexitu. Nie kryją nostalgii za narodowym komunizmem NRD ani nastawienia prorosyjskiego. Nie są oficjalnie polakożercami (choć Tino, urodzony tuż przy granicy z RP, zasłynął bon motem, że bardziej się boi Polski niż Rosji). W ramach gry o elektorat pochodzenia polskiego wykonali kilka propolskich gestów na przekór rządowi. Na przykład naciskali na dołączenie do napisów na tablicy memorialnej w kacecie Dachau także napisu „Nigdy więcej wojny” w naszym języku. Gdy z kolei Czarnek odciął naukę niemieckiego w szkołach w Polsce od dotacji budżetowej, rozkręcali zrzutkę publiczną na pomoc tym szkołom na Opolszczyźnie.
Między działaniami nacjonalistów polskich od Nawrockiego i na skrajnej prawicy a agendą AfD są oczywiste punkty wspólne: antyunijność z wszystkimi tego konsekwencjami, czyli odrzucenie porządku zbudowanego na gruzach Europy po Hitlerze i nazizmie, najpierw w Europie Zachodniej i Południowej, a po upadku ZSSR także w byłych dependencjach Moskwy w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest to projekt mało konkretny, głównie oparty na hasłach i emocjach, jak to u populistów (niestety nie tylko u nich), ale dostatecznie sprawny w internetach, by podkopywać narrację sił prounijnych.
Czy to wystarczy, aby po 2029 r., gdyby AFD zdobyła władzę, pojawiła się na stole opcja współpracy AfD z Mentzenem i Nawrockim wymierzona w UE, czyli skoordynowana kampania propagandowa w Polsce i w Niemczech za wyjściem obu państw z Unii? Każde dziecko w Europie wie, że dexit oznacza rozpad UE. Pytanie, czy w ostatniej chwili polscy nacjonaliści nie położyliby się jednak Reytanem, bo przecież skutki negatywne dexitu byłyby nieporównanie dotkliwsze dla Polski niż dla Niemiec, które wciąż, mimo pewnych kłopotów, mają największe zasoby w UE i na świecie (trzecia gospodarka po US i Chinach).
Na razie na nacjonalistycznej prawicy obowiązuje linia Kaczyńskiego: reparacje, reparacje! Nawrocki grzmiał na Westerplatte w starym stylu PiS. Wiadomo, że nawet AfD niczego Polsce nie wypłacą, ale podtrzymywanie płonnych nadziei o ostrzu antyniemieckim to stały fragment gry o władzę.
Komentarze
A pisal niegdyś Kisiel, że kryzys w demokracji ludowej to nie kryzys tylko rezultat.
A czy kryzys w demokracji liberalnej to też rezultat? Może czas na jakąś inną demokrację, np. narodową?
Takie czasy: trzech ewidentnych debili K D N wyprowadza od lat Polskę do niebytu…
Tylko Putin wie jak rozgrywać tych infantylnych trepów.
AfD, które ma wielu przyjaciół w Polsce (Konfiarze i in.), znajdzie bardzo bolesne dla ogłupionych polskich kaczych dołów rozwiązania, ani się obejrzymy…
@kubaszko
Już była w państwach faszystowskich i starczy.
@Ryszard Kubaszko:
> A pisal niegdyś Kisiel, że kryzys w demokracji ludowej to nie kryzys tylko rezultat.
Wiele rzeczy pisano przeciwko komunizmowi, które bardziej wyrażały emocje niż fakty…
> A czy kryzys w demokracji liberalnej to też rezultat? Może czas na jakąś inną demokrację, np. narodową?
„Liberalna” w demokracji liberalnej, nie oznacza, że rządzą „liberałowie”. Oznacza, że szanowana jest ludzka wolność, wolność myśli, przekonań, wyborów, z gwarancjami dla pluralizmu, dostępu do mediów, itp. „Liberalna” w tym sensie, raczej zastępuje stopniowanie demokracji, niż określa jakiś ideologiczny jej typ. Trochę jak edukacja liberalna nie oznacza uczenia liberalnych wartości ideowych, ale oznacza model kształcenia, który stawia na wszechstronny rozwój intelektualny, umożliwiający samodzielne myślenie.
A czy pisizm to nie „demokracja narodowa” pod płaszczykiem „demokracji ludowej” ?
Z perspektywy teorii polityki i socjologii można argumentować, że zjawisko potocznie nazywane „pisizmem” (czyli doktryna i praktyka rządów Prawa i Sprawiedliwości) stanowiło w latach 2015–2023 swoistą syntezę elementów endeckich (narodowych) i socjalnych (ludowych). Co ważne, krytycy tego nurtu często podnoszą argument, że oba te pojęcia zostały w tym wydaniu zniekształcone lub „sfalsyfikowane”.
Oto jak ta analogia wygląda w praktyce:
1. „Demokracja narodowa” w wersji PiS (filar ideologiczny)
Z tradycji endecji PiS zaczerpnął kluczowe elementy tożsamościowe, jednak zaadaptował je do współczesnych realiów, co doprowadziło do modyfikacji pierwotnych założeń:
• Sojusz tronu i ołtarza: Podobnie jak w haśle „Polak-Katolik”, religia rzymskokatolicka została podniesiona do rangi fundamentu tożsamości państwowej. Krytycy zarzucają tu jednak instrumentalizację Kościoła do celów partyjnych.
• Retoryka oblężonej twierdzy i suwerenizm: Naród i suwerenność państwowa są stawiane najwyżej, często w kontrze do „zagrożeń zewnętrznych” (UE, Niemcy) oraz mniejszości (np. społeczności LGBT+, migrantów).
• Falsyfikacja/Różnica: Klasyczna endecja Dmowskiego była ruchem elitarnym, chłodnym, opartym na realizmie geopolitycznym (często prorosyjskim) i nowoczesnym nacjonalizmie. PiS tymczasem połączył retorykę narodową z tradycją romantyczno-martyrologiczną i silnym antyrosyjskim resentymentem, które historycznie były domeną obozu piłsudczykowskiego (sanacji) – śmiertelnego wroga dawnej endecji.
2. „Demokracja ludowa” pod płaszczykiem PiS (Filar socjalno-ustrojowy)
„Płaszczyk” demokracji ludowej przejawia się w warstwie retorycznej, gospodarczej oraz w podejściu do instytucji państwa:
• Zwrot ku „ludowi” i redystrybucja: PiS oparł swój sukces na programach socjalnych (500+, 13. i 14. emerytura) i retoryce obrony „zwykłych ludzi” przed „cynicznymi elitami” (tzw. populizm inkluzywny). To bardzo przypominało marksistowski podział na „lud pracujący” i „burżuazję/oligarchię”.
• Centralizacja państwa i upartyjnienie: Pod hasłem „naprawy państwa” i realizowania „woli suwerena” doszło do przejmowania instytucji publicznych (media publiczne, prokuratura, sądy, spółki Skarbu Państwa) przez nominatów partyjnych. Dla wielu badaczy mechanizm ten przypominał budowanie monopolu władzy na wzór monopartyjnych systemów bloku wschodniego.
• Falsyfikacja/Różnica: O ile komuniści w PRL dążyli do całkowitej likwidacji kapitalizmu, PiS poruszał się w ramach gospodarki rynkowej, stosując jedynie państwowy interwencjonizm (tzw. patriotyzm gospodarczy). Krytycy wskazują, że „ludowość” była tu fasadą (falsyfikacją), ponieważ realnie służyła budowie nowej, lojalnej wobec władzy elity finansowo-politycznej.
Podsumowanie:
Można powiedzieć, że PiS stworzył narodowy populizm. Wykorzystał hasła narodowe (endeckie) do zdefiniowania wspólnoty i jej wrogów, a metody ludowe (socjalne i centralistyczne) do zdobycia oraz zabetonowania władzy.
Z perspektywy politologicznej oba pojęcia zostały w tym procesie zmienione: „demokracja narodowa” straciła swój pierwotny, pozytywistyczny realizm na rzecz populizmu i emocji, a „demokracja ludowa” (rozumiana jako rządy dla mas) stała się mechanizmem budowania państwa partyjnego wewnątrz systemu kapitalistycznego.
W NRD-owskim kołchozie , w skrócie LPG kwitły sowieckie porządki , wódkę spożywano w Gabinecie Przyjaźni Radziecko-Niemieckiej udekorowanym czerwonymi flagami. Starsi panowie dyskretnie wypytywali nas o Solidarność, odczuwaliśmy jakiś rodzaj satysfakcji, że byli pod wrażeniem spontanicznego, robotniczego buntu wobec władzy.
Choć wtedy wszyscy marzyli o wyjeździe na zachód, dziś komuś tęskno do tamtych czasów.
Najwyższy czas powiedzieć Nowoczesnym Bolszewikom prawdę – demokratyczne państwo zapewniło wam dobrobyt na jaki nie zasługiwaliście. Kiedy tkwiliśmy w państwowym niebycie, Zachód ciężką pracą przez dwa wieki budował liberalny ustrój społeczny którego zwieńczeniem jest UE. Otrzymaliśmy rekompensatę za wszystkie prawdziwe i mniemane krzywdy, komu źle na Białoruś. Nie i Amen.
@ Ryszard Kubaszko 1 września 2026 19:57
cyt: ” Może czas na jakąś inną demokrację, np. narodową?”
Ciekaw jestem bardzo, czy w tej wizji zachowałbyś wolny handel światowy (z ewidentną dominacją Chin!), czy każdy „demokratyczny naród” musiałby się zadowolić tym co sam wyprodukuje lub zamieni w barterze z innym „demokratycznym narodem”?
Ryszard Kubaszko
1 września 2026
19:57
„… Może czas na jakąś inną demokrację, np. narodową?”
Jest w Rosji Putina to stolica prawicowego szamba
i to prawicowe gówno zalewa swoim jadem całą Polskie i UE.
Dzisiaj trzeba być antyprawicowcem znaczy to samo co antyputinowiec.