Gra warta Berka

Ci, którzy są „rozczarowani”, że koalicja Tuska „nie dowozi” rozliczenia PiS z ich ośmioletnich rządów, krzywią się zarazem na kandydaturę Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego. A przecież oczyszczenie TK ze złogów pisowskich byłoby przełomem o potężnej wymowie politycznej. Berek mógłby w tym znacząco pomóc.

Nie jest politykiem partyjnym, tylko ministrem w rządzie Tuska i renomowanym prawnikiem. Nie weszły dotąd w życie przepisy nakładające czteroletnią karencję na członków rządu kandydujących na sędziów Trybunału w ramach przywrócenia jego funkcjonowania zgodnie z konstytucją. Te przepisy zdążył odesłać do obecnego TK Święczkowskiego jeszcze Andrzej Duda.

Więc o co chodzi krytykom po stronie niepisowskiej? Są wśród nich autorytety prawnicze i zasłużone organizacje strzegące praw obywatelskich, pierwsza liga. Są też „tuskosceptycy” w rządzie i koalicji rządzącej pokroju posłów Treli, Śliza czy Sawickiego. Są dziennikarze mediów niesympatyzujących z prawicą, specjalizujący się w tematyce sądowniczej, prawnej, politycznej. A jednak Tusk i jego otoczenie stoją przy kandydaturze Berka w przeświadczeniu, że to znakomity kandydat na sędziego TK, i w nadziei, że koalicja demokratyczna za nim masowo zagłosuje, a Berek obejmie we wrześniu wakat po odejściu jednego z obecnych jego członków, któremu skończy się kadencja.

Krytycy powtarzają, że nie miało być tak jak za Kaczyńskiego i Ziobry. Tylko gdzie tu jest analogia? Berek nie jest byłym posłem KO, karencja nie weszła w życie. Kaczyński z Ziobrą upolitycznili Trybunał po linii pisowskiej, czyniąc z niego narzędzie swej polityki wymierzonej w rządy prawa w rozumieniu konstytucyjnym. Trybunał „odbity” z rąk Święczkowskiego miałby szansę wrócić do obywateli według litery i ducha konstytucji.

Nawrocki nie mógłby liczyć, jak dotąd, na Trybunał w realizacji swych planów politycznych, których celem jest ustanowienie systemu prezydenckiego pod jego przewodem. Co tu „nie gra”? To, że zbliża się szansa przywrócenia Trybunału odpolitycznionego? Przecież wybrani już przez większość Sejmu sędziowie – pomiatani przez Święczkowskiego – będą mogli podjąć swoje obowiązki? Czemu mieliby upolityczniać TK na wzór Kaczyńskiego i Ziobry albo jakikolwiek inny? Czy takie domniemanie nie jest dla nich obraźliwe?

Czemu Berek nie miałby być jednym z nich, zamknąwszy okres, kiedy był ministrem i „prawą ręką” Tuska? Nie ma podstaw do takich spekulacji ani przykładów takiej usłużnej lojalności Berka względem Tuska. Są za to przykłady takiej lojalności względem Kaczyńskiego i Ziobry choćby Piotrowicza czy Pawłowicz. Uważam więc – wprost przeciwnie niż prof. Dudek – że kandydatura Berka nie jest poważnym błędem, za który Tusk srogo zapłaci w kampanii wyborczej.

Jest ryzykiem, czego dowodzą liczne krytyki ze strony niepisowskiej, ale również może się okazać sukcesem, o ile Sejm Berka wybierze, a Święczkowski, demonstrujący na każdym kroku arogancję i skrajną stronniczość, będzie musiał odejść i odpowiedzieć za swoje traktowanie legalnie wybranych sędziów i samej instytucji Trybunału jako prywatnego folwarku. Gra jest warta Berka. Tu cel i środki służą słusznej sprawie: odbudowie kluczowej instytucji naszego państwa.

Reklama