Coś prezydenckiego

Nawet niektórzy doświadczeni dziennikarze polityczni uznali, że Nawrocki ,,uczy się polityki’’, gdy po raz kolejny nie zawetował, mimo dość powszechnych przewidywań, że zawetuje. Chodzi oczywiście o ustawę pozwalającą rządowi ponownie trzymać ceny benzyny na niższym poziomie do końca roku dzięki dodatkowym przychodom do budżetu państwa pochodzącym z dodatkowego opodatkowania przychodów koncernów naftowych. Czemu Nawrocki nie zawetował? Bo może dotarło do niego i jego biura propagandy, że skoro pierwsze weto nie spodobało się Polkom i Polakom, to na drugim może stracić jeszcze więcej. Ale czy to oznacza, że Nawrocki zaczął coś kapować? Nie jest wielkim odkryciem, że wetowanie ustaw wymierzonych w Tuska, w końcu Polaków zmęczy i wkurzy. Zwłaszcza ustaw dotyczących ich i ich rodzin dobrostanu, jak ceny benzyny.

Żeby jakoś owinąć w bawełnę, że jednak posłuchał się Tuska, zaatakował go jako szefa rządu w ,,orędziu’’ i obciążył Tuska, a nie prezydenta Trumpa, swego najwyższego i ostatecznego mentora, winą za szok cenowy. Tak liche acz destrukcyjne jest to politykowanie, że nawet po stronie prawicowej nie wszyscy już są zaprzysięgłymi fanami Nawrockiego. W internetach pojawiają się pierwsze wezwania do odwołania go z funkcji, którą objął bezprawnie bez ogłoszenia pełnego wyniku feralnych wyborów.

Nieznośna maniera przemówień Nawrockiego, jego gestykulacja i mimika nie przeszkadzają jednak jego sympatykom. Tak jak nie przeszkadzają im najcięższe zarzuty wysuwane przeciwko funkcjonariuszom PiS i ich beneficjentom, ani ,burzliwa młodość’’ obecnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego. Bardzo ciekawe, czy cokolwiek tu zmieni wynik procesu Nawrockiego z dziennikarzami o zniesławienie jego dobrego imienia. Zniesławienie polega na tym, że dziennikarze dokopali się prawdy o usługach Nawrockiego świadczonych gościom sopockiego hotelu.

Orędzie, czy ściślej – referat wyszykowany przez politycznych nadzorców ambitnego żółtodzioba, miesza kłamstwa o kondycji gospodarki i społeczeństwa z rozdziału ,,Polska w ruinie’’ z lamentem nad stanem finansów publicznych, oczywiście z pominięciem ośmiolecia PiS jako winnego. Tak jest najłatwiej dla gromady Nawrockiego: wszystkim zarzutom i krytykom zaprzeczać, unikać mediów mogących zadawać trudne pytania, a zarazem nieustannie uprawiać propagandę sukcesu, jak choćby w kwestii stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce czy niezliczonych spotkań w cztery oczy między Trumpem a Nawrockim.

Kto chce, niech wierzy, ja od początku, gdy Kaczyński wyciągnął go z kapelusza ze swymi kandydatami na prezydenta, nie wierzyłem ani w jedno jego słowo publiczne. A więc jeśli czegoś się nauczył Karol Nawrocki przez ponad rok urzędowania, to na pewno nie polityki, tylko jej skrajnie prawicowej podróbki. Nabrał hardej butności, czyniącej z niego nie prezydenta państwa polskiego, ale harcownika skrajnej prawicy. Zbiera od niej pochwały za walenie w Tuska. A czy poza tym zaproponował cokolwiek pozytywnego, z czego Polacy mogliby go zapamiętać na pokolenia? Coś właśnie ,,prezydenckiego’’, czyli służącego nie jego nacjonalistom, ale Polsce? Coś łamiącego stereotypy, ale nie konstytucję?

Coś takiego, co przydarzyło się za papieża z Polski, kraju uważanego za bastion zapyziałej reakcji, gdy modlił się on o pokój wspólnie z przedstawicielami rozmaitych religii i konfesji, chrześcijańskimi i niechrześcijańskimi.Mógłby na przykład zwołać w Warszawie naradę liderów zachodnich różnych opcji politycznych na temat tragedii Ukrainy i skutecznych form solidarności i pomocy.

Reklama