Wyborczy poligon Kraków
Najlepszych włodarzy miał Kraków pod zaborem austriackim: Dietla, Lea, Zyblikiewicza. Może dlatego, że nie istniała wtedy możliwość obalenia prezydenta drogą referendum sfinansowanego przez jednego z jego rywali. W tym roku wybory prezydenta „stołeczno-królewskiego” grodu wawelskiego są farsą wyreżyserowaną przez zwalczające się frakcje w tutejszej administracji samorządowej i kręgach biznesowych. Ale głosować trzeba, póki jeszcze można.
Przy takiej stawce kandydatów jak teraz włączam tryb głosowania taktycznego. Założywszy, że będą dwie tury, w pierwszej wsparłem młodsze pokolenie, kandydatkę Lewicy. W drugiej zagłosuję na kandydatkę KO/PSL, bo co do zasady, odkąd przeszły do historii politycznej III RP Unia Demokratyczna/Unia Wolności, jestem wyborcą PO/KO. Nie wierzę w żadne demokracje bezpośrednie, tylko w system wielopartyjny na każdym szczeblu. O tym marzyłem w opozycyjnej młodości, by mieć realny wpływ na to, kto rządzi w Polsce. Czyli wybory pięcioprzymiotnikowe. Dziś i one mogą podlegać manipulacjom.
Wygrana Łukasza Gibały, człowieka klanu bogatych deweloperów, pozującego na niezależnego, bezpartyjnego zbawcę Krakowa, siostrzeńca Krakowianina Jarosława Gowina, była powszechnie przewidywana. Podobnie jak druga tura i stosunkowo wysoka frekwencja: wyższa niż w feralnym referendum. Ale druga na podium Piątkowska nie jest na pozycji przegranej, choć wątpię, czy zdoła nadrobić stratę do Gibały. Gibała jest typem Ziobry: mówi szybko i nieco bełkotliwie, a działa zakulisowo i perfidnie. Trzy razy próbował zostać prezydentem, tym razem może się mu to udać. Piątkowska ma doświadczenie w zarządzaniu Krakowem, Gibała, „bezpartyjny”, może mieć kłopoty we współpracy z radnymi. Dla miasta Piątkowska wydaje mi się lepszą opcją. No i byłaby pierwszą kobietą na urzędzie prezydenta miasta.
Główny problem Krakowa to rosnące zadłużenie – obecnie 9 mld – częściowo wygenerowane za rekordowo długich rządów prezydenta Majchrowskiego, którego PiS nie lubił i mroził mu dostęp do pomocy ze środków rządowych, zmuszając magistrat do zaciągania kredytów na cele polityki miejskiej.
Żadna z osób kandydujących teraz na włodarza nie przedstawiła przekonującego planu uzdrowienia finansów Krakowa. A to ich stan jest warunkiem dalszego rozwoju miasta. W tym sensie wybory są farsą odwracającą uwagę mediów i wyborców od rzeczywistości. Bo w Krakowie nie imigranci są problemem, ataki na osoby domniemanego pochodzenia ukraińskiego zdarzają się tu rzadziej, nieźle działają zakaz sprzedaży alkoholu nocą i „prezydent nocny”. To osiągnięcia krakowskiej samorządności. Z drugiej strony ta specyfika nie pozwala snuć na serio jakichś głębszych wniosków na temat wyborów przyszłorocznych do Sejmu i Senatu. Wybory krakowskie są lokalne i nic z nich nie wynika na szczeblu krajowym. Zwraca, owszem, uwagę, dobry wynik kandydata PiS, ale to za mało, by na Nowogrodzkiej powiało jakąś nadzieją.
Przypomnijmy, że pretekstem do referendum była tzw. strefa czystego transportu jako wyzwalacz gniewu klasowego, bo biedniejsi musieliby płacić za wjazd do miasta emitującymi spaliny rzęchami. Pod tym pretekstem przerwano niemal w połowie kadencję wspieranego przez KO Miszalskiego, wystawiając miasto na spore wyzwanie zaczynania wszystkiego od nowa.
W końcu Kraków to metropolia. Zamiast metra wystarczy jej szybka komunikacja miejska, a z „turystozą” powinna sobie poradzić wyraźną podwyżką opłaty turystycznej, którego to ruchu kandydaci w większości się boją. Podobnie jak wyraźnej podwyżki opłat parkingowych. Centrum Krakowa coraz bardziej się dusi od samochodów przybyszy spoza miasta. To są (tylko niektóre) realne problemy miasta. A jest przecież jeszcze domena kulturalna: usuwanie barier rozwoju miejskich instytucji kultury. Pamiętamy próby pacyfikacji teatrów krakowskich, miejskiego i narodowego, za rządów „zjednoczonej prawicy”.
Jak zawsze wybory lokalne koncentrują się na sprawach lokalnych i tak powinno być. Dziś jednak wyborym lokalnym w niektórych miastach nadano wymiar ponadlokalny. Ubolewam nad tym. Prawica usiłuje przedstawić wybory w Krakowie jako test polityczny przed wyborami parlamentarnymi w przyszłym roku. To dodatkowo wypacza rzeczywistość. Krakowianie nie wybierają teraz posłów ani senatorów, tylko rządcę metropolii. Podobną sztuczkę prawicy mamy w Warszawie i kilku innych miastach. Nie chodzi o to, by miały dobrych włodarzy, tylko prawicowych, bo to zachęci ludzi do głosowania na prawicę w parlamentarnych.
W przypadku Krakowa zwycięstwo „niezależnego” Gibały prawica będzie przedstawiać jako klęskę Koalicji Obywatelskiej i zapowiedź jej jeszcze większej klęski w przyszłym roku. Temu samemu służy prawicowa próba odwołania prezydenta Warszawy. Byłoby to powtórne upokorzenie byłego kandydata KO na prezydenta Polski. I tylko o to chodzi inicjatorom, a nie o dobro i rozwój stolicy państwa. Małostkowość, nienawiść do środowisk liberalnych i strach przed marginalizacją to dziś główne motory działania PiS. Skrajną prawicę napędzają zaś żądza władzy i chciwość. Miasta, zwłaszcza metropolitalne, prawica zamienia w poligon walki politycznej na szczeblu krajowym, choć to wcale nie służy demokracji ani samorządności.
Komentarze
Było śniadanie, jest i wieczerza u Rymanowskiego po wyborach w Krakowie.
Nie można wyciągnąć żadnych logicznych wniosków, usłyszałem z ust posłanki reprezentującej PO.
Frekwencja 40 procent. Wszystko rozstrzygnie się w drugiej turze.
Wybory municypalne w kraju już się rozpoczęły w kraju jak można wnosić z wpisu Gospodarza. Przy tym o Krakowie za często blog nie donosił czytelnikom „Polityki” więc to temat bardzo pożądany i na czasie. No i przybliżenie nam nazwisk krakowskich polityków to tez nie kij dmuchał gratka. Dzięki za ten wpis.
I nic to, że Gibała może mieć problemy z wyjaśnieniem stanu posiadanego majątku i źródeł jego „pochodzenia” aktywna mniejszość decyduje, bo reszta „zatroskanych”, uprawnionych wyborców ma wybory lokalne i miejską politykę w odbycie.
Ot, jeden z przejawów rosnącej w siłę sramackiej Rzeczypospolitej Trepów i zapowiedź dalszych kłopotów i narastających problemów miasta i kraju.
Z wyborów w Krakowie można wyciągnąć jeden logiczny wniosek. Pieniądze rządzą światem. Mając dostatecznie dużo, można skutecznie zawalczyć o każde wybieralne stanowisko.
Coś mi się jednak zdaje, że Gibała , gdy już ostatecznie osiągnie upragnioną funkcję, będzie się starał zrekompensować sobie poniesione wydatki. Pytanie, czy będzie to robił w białych rękawiczkach, czy na rympal, tak jak robili pisowcy. Zapewne jeszcze niejedno usłyszymy na ten temat. Czy krakowianie będą zadowoleni z wyboru? Wielu się rozczaruje.
A jednak niesmak i bezradność…
Kontrowersje wokół oświadczeń majątkowych i finansów Łukasza Gibały – krakowskiego radnego i kandydata w wyborach na prezydenta Krakowa – dotyczą głównie specyficznego sposobu deklarowania nieruchomości, pożyczek od rodziny oraz potencjalnego konfliktu interesów. Sprawa ta stała się jednym z głównych tematów medialnych i politycznych we wrześniu 2026 roku, tuż przed wyborami prezydenckimi w mieście.
Oto kluczowe kwestie, w czym tkwi rzecz:
1. „Znikające” mieszkania i sumowanie kredytów
Dziennikarskie śledztwo „Rzeczpospolitej” ujawniło, że polityk przez pięć lat wpisywał w oświadczeniach majątkowych mniejszą liczbę mieszkań niż posiadał w sensie prawnym.
Wykazywał on m.in. jedno gigantyczne mieszkanie o powierzchni 225 m kw. (o wartości ok. 3,8 mln zł). W rzeczywistości są to trzy odrębne mieszkania z osobnymi księgami wieczystymi, które zostały fizycznie połączone.
Podobnie postąpił z kredytami hipotecznymi – w oświadczeniu wpisywał jeden kredyt, podczas gdy z ksiąg wieczystych wynika, że ciążą na nim trzy osobne umowy kredytowe.
Polityk tłumaczy, że oddaje stan faktyczny, ponieważ mieszkania są połączone i bez generalnego remontu nie da się ich rozdzielić. Podkreśla też, że jego oświadczenia były wielokrotnie kontrolowane przez CBA, które nie dopatrzyło się uchybień. Eksperci prawni cytowani w mediach wskazują jednak, że wycięcie otworu w ścianie to działanie faktyczne, które nie zmienia odrębności prawnej lokali i zobowiązań bankowych.
2. Finansowanie ze spółek ojca i pożyczki
Większe wątpliwości budzą pytania o pochodzenie środków i powiązania biznesowo-rodzinne. Podczas kampanii ujawniono gigantyczne zadłużenie spółki Gibały – Ductor – opiewające na ponad 200 milionów złotych.
Środki te pochodziły z pożyczek zaciągniętych w firmach należących do jego ojca (znanego krakowskiego przedsiębiorcy Leszka Gibały).
Kontrowersje wzbudził fakt, że z tej samej zadłużonej firmy, w której Łukasz Gibała potrafił zarobić 600 tys. zł rocznie, pobrał również osobistą pożyczkę w wysokości 2 mln zł przeznaczoną na „wykończenie i urządzenie mieszkania oraz ogrodu”. Choć pożyczka ta została ostatecznie spłacona, przeciwnicy polityczni i media dopytywali o transparentność tych przepływów finansowych.
3. „Finansowy labirynt” i konflikt interesów poza Krakowem
Kolejną odsłoną sporu była publikacja tygodnika „Polityka” pod hasłem „Finansowy labirynt Gibałów”. Z analizy wynika, że rodzina i powiązane z nią podmioty skupowały duże ilości gruntów w gminach ościennych wokół Krakowa (m.in. Wieliczka, Niepołomice).
Krytycy podnoszą zarzut konfliktu interesów. Prezydent Krakowa ma kluczowy wpływ na rozwój aglomeracji (drogi wylotowe, linie tramwajowe, kolej aglomeracyjna). Decyzje infrastrukturalne miasta mogą skokowo podnieść wartość działek znajdujących się tuż za jego granicą, a należących do rodziny kandydata.
Podczas debat kandydat ucinał te spekulacje, twierdząc, że jako prezydent Krakowa nie będzie miał żadnej władzy planistycznej ani decyzyjnej na terenach sąsiednich gmin, gdzie rządzą inni burmistrzowie i wójtowie.
Te wszystkie zarzuty nie dotyczą nielegalnego zdobycia gotówki, lecz nieprzejrzystego sposobu raportowania majątku w oświadczeniach (łączenie lokali i kredytów) oraz uzależnienia finansowego od imperium biznesowego ojca, co zdaniem oponentów rodzi pytania o samodzielność polityka i potencjalne ryzyka biznesowe po objęciu urzędu.
———————————–
Mimo tłumaczeń Gibały, przedstawione obawy i zarzuty śmierdzą na odległość.
W wielu miastach to mafie deweloperskie kreują politykę przestrzenna miasta i mają decydujący wpływ na przeznaczenie terenów w jego miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Wcześniejsze informacje o tych planach mają decydujący wpływ zmiany cen na rynku nieruchomości (działki budowlane, nieruchomości gruntowe etc.). Niejedne fortuny powstały i nadal powstają na takich spekulacjach.
Ta paskudna choroba dość powszechna w miastach, miasteczkach i gminach miejsko-wiejskich. I niejedno imperium biznesowe ufundowano na tych przekrętach.
Gibała obieca, że wszyscy z zielonki dostaną przydział na mieszkanie bezczynszowe w centrum, a wszyscy, którym zabraknie będą mogli w niedzielę parkować za darmo wokół Sukiennic. Odpowiednią rekompensatę oczywiście złożą na tacę. Może to obiecać bo nie jest z układu, ale ma znajomości.
Obserwowałem debaty kandydatów na prezydenta Krakowa. Słuchałem co mówią politycy. Nie należy wszystkiego potępiać w czambuł skoro wszyscy kandydaci chcieli dobrze, a każdy przedstawiał swój program naprawczy.
Jednym z powodów odwołania prezydenta Krakowa była pusta kasa, a przecież z pustego i Salomon nie naleje. Po drugie poszerzenie strefy czystego transportu, wykraczająccej poza drugą obwodnicę. Przypomnę tym co nie wiedzą, że Kraków ma cztery obwodnice. Pokrzywdzeni zostali ci co mają stare samochody i nie mogli wjeżdżać do centrum. Co może zatem zrobić nowy prezydent idąc za głosem ludu. Odpuścić reformy zapoczątkowane przez poprzednika i siedzieć na prezydenckim fotelu przez pozostałą połowę kadencji, która mu przysługuje po wyborze. Organizować spotkania z mieszkańcami i prowadzić powyborczy dialog. Dopiero w kolejnej kadencji będzie mógł się sprawdzić
Szkoda, że krakusy dały się wkręcić. A warszawiacy nie. Brawo my!
Z tego co kojarzę to Gibała od dawna chce być ,,Kimś”. Znacząco pomagają mu w tym pieniądze rodziny. PO, potem Ruch Palikota, teraz ,,niezależny radny”.
Co do samego kandydata to @Lemarc doskonale wypunktował jego ,,rzetelność”.
Nic tylko wpuszczać tego lisa do (patodeveloperskiego) kurnika.
Ps. Gospodarz w pierwszych akapitach wspomina ,,stare dobre czasy”. Niestety dziś piastowanie wysokich funkcji publicznych jest tylko ,,wyjściem na…” rozmaite dojścia.
@slawczan
Mimo to, prawica ,,centralna’’ wdaje się w spekulacje, że wynik I tury to jakiś prognostyk na wybory parlamentarne 2027. Nic bardziej mylnego. Nie znamy wyniku II tury, a wyniki pierwszej pokazują tylko układ sił lokalnych, i to pomniejszony o konfę Mentzena, której reprezentant po prostu nie dał rady zebrać podpisów pod swoją kandydaturę. Interesujący detal to słaby wynik kandydatki Lewicy i nieco lepszy kandydatki Razem, ale też daleko poniżej wyniku Gibały, Piątkowskiej, a nawet kandydata PiS. Lewica jest potrzebna demokracji, ale tak podzielona jak dzisiaj chyba powinna się ogarnąć, czyli wyciągnąć wnioski przed 2027.
Polskie miasta są zadłużone, a Kraków szczególnie. Do tego dochodzą zwolnienia grupowe i likwidacje zakładów pracy.
Jest też wiele innych kłopotów związanych z przestarzałą siecią cieplną i planowanymi inwestycjami. Na to potrzeba dużych pieniędzy. To sprawia, że nastroje wyborców nie są dobre i emocje mogą mieć wpływ na wyniki wyborów w drugiej turze.
Niektórzy publicyści są zdania, że wynik wyborów się utrzyma i prowadzący w sondażach wygra. Kto rozdaje smaczniejsze obwarzanki krakowskie ten może podnieść swoje szanse na fotel prezydenta Krakowa
@Adam Szostkiewicz
29 września 2026 11:56
Na KP była dyskusja jakie wnioski płyną dla leeicy (wtedy tylko z sondaży) w Krakowie i czy będą miały one przełożenie na kraj?
Jeden mój pogląd znalazł potwierdzenie: wyniki w Krakowie pomimo różnic między NL i Razem powinny one stworzyć wspólną listę. Zsumowany wynik kandydatów lewicy w Krakowie to ponad 14%. Wcale nie mało.
A jednak… Taki wniosek jednak jest nie do końca prawidłowy. Kraków to metropolia, gdzie mieszka sporo młodych ludzi, ludzi o progresywnych poglądach, kler ma wpływy w instytucjach ale nie w głowach ludzi. PiS pokazał w 2015r, że wybory wygrywa się na prowincji, w Polsce powiatowej, gdzie mieszka 1/3 wyborców.Tam dominują ludzie starsi (młodzi są Krakowie, Wawie…), kler ksztaltuje postawy (przede wszystkim w negatywnym sensie). Obecny kryzys PiSu, czego wyrazem jest rozłam to wynik tego, ze powiatowe pastwisko się kurczy dla PiS bo na nim też żerują konfederastie. Słabość PiSu to nie wynik rozłamu ale rozłam jest eyrazem słabości.
Krakowskie wybory nie są więc do końca prognostykiem przed wyborami ogólnokrajowymi ale dla koalicji rządzącej jeżeli wygra Gibała, powinny być ostrzeżeniem. Amatorzy ,,trzeciej siły” są ciągle tej trzeciości spragnieni. Był Petru, był Kukiz, był Hołownia…Z braku laku jakaś Kinfa może podejść…Brrr…
Jak to było…?
…
Na pianinie starka,
Wino marki „Warka”,
Klatka bez kanarka,
W kącie jakaś parka….
Meble bez pokrowca,
Ktoś gra w salonowca
To kabaret „Owca”,
Czy mój dom?
Wydatki ponoszone w kampaniach wyborczych przez kandydatów do władz lokalnych nie są najczęściej z ich kieszeni. W wyborach demokratycznych mamy do czynienia z kontrybucjami zwolenników kandydatów. Owszem, nie wszyscy tak mają. Są też kandydaci co z własnych kieszeni potrafią finansować swe kampanie. Ci jednakże najczęściej nie stanowią większości.
” Polskie miasta są zadłużone, a Kraków szczególnie. Do tego dochodzą zwolnienia grupowe i likwidacje zakładów pracy.”
Piąty jeździec Apokalipsy wieszczy.
Kandydaci na prezydenta Krakowa nie wiedzą co czynią, są ” jak piękni młodzi ochotnicy którzy giną w pierwszym dniu wojny w nowiutkich mundurkach podeszwy butów ledwo zapisane piaskiem”
Doprowadzenie budżetu miasta do zadłużenia na poziomie 87% było lekkomyślne , ale o dziwo zgodne z prawem, ponieważ zmieniono przepisy.
Wcześniejsze regulacje ograniczały zadłużenie do 60% , w 2024 dopuszczono 100%. to kompletny nonsens ponieważ w tym układzie obsługa krakowskiego długu wynosi 381-423 mln, zł i wyklucza normalne funkcjonowanie miasta. Konieczne są wielkie cięcia , rezygnacja z inwestycji, zmniejszenie zatrudnienia, ograniczenie usług społecznych.
Majchrowski, jak by nie patrzyć , był złym prezydentem. Jeżeli nawet był szykanowany przez PiS w podziale środków, powinien dostosować wydatki do ograniczonych możliwości.
Można domniemywać, że w tej sytuacji kosztowne centrum kongresowe nie było najbardziej niezbędną inwestycją.
W 2026 tylko 20 % środków na inwestycje pozyskano z zewnątrz, 80 % z budżetu, czytaj kolejnych kredytów. Wójt, zapyziałej podlaskiej gminy i prezydent Warszawy , czy Krakowa działają na podstawie tych samych przepisów. Podstawowym kryterium oceny ich pracy jest realizacja inwestycji.
Wielkie miasto jest finansowym samograjem , dochody z podatków zapewniają wkład własny do pozyskiwanych funduszy unijnych oraz dotacji krajowych.
W małej gminie istotnym ograniczeniem jest brak środków na wkład własny, mimo to widać wielki postęp tam nastąpił.
Położenie na łopatki tak bogatego miasta jak Kraków kojarzy się z pewnym powiedzeniem przypisywanym Bismarckowi.
Jest trochę trzeżwych ludzi, może to tylko objaw chandry porannej. Poprzednik dokładnie przedstawił mechanizm rządzenia państwem /czytaj wygrywania wyborów/ czyli słuchania próśb ludu sprowadzających się do wołania – daj, daj nie odmawiaj, daj. Kolejny przywódca daje, mechanizmy tego rozdawnictwa są bogate i wymyślne, uwzględniają aktualnych członków partii, np. zorganizujmy jakieś mistrzostwa razem z mistrzami Europy znanymi np. w Monaco, inny wspomoże emerytów, inny kierowców lub rolników. Wszystkich na raz nie dają rady choćby wycieli wszystkie lasy i wystrzelali wszystkie wilki. Beneficjenci tego systemu mają cechę wspólną – oczekują dotacji. Żaden uczestnik tego procederu nie działa bezinteresownie i nie jest ważne czy jest historykiem czy skromnym politykiem lub prawnikiem z Colegium Tumanum. Jakoś trzeba żyć, dzieciom dać jeść przyszłość zapewnić. Bez polityki nie pożyjesz, cała nadzieja na zmianę w kolejnym pokoleniu AI.
Przepraszam, ale mam pytanie poza tematem: dlaczego nie ma blogów w internetowym wydaniu „Polityki” poza Agatą Passent, Mizerskim, Orlińskim i jeszcze kims, tylko pod osobnym linkiem „Blogi „Polityki”?
@Chandra…
Przypisywane, m.in.:
„Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą„.
„Bóg czuwa nad idiotami, pijakami i Stanami Zjednoczonymi”
(„God has a special providence for fools, drunkards, and the United States of America”).
A w 1862 faktycznie powiedział m.in.:
• „Wielkie zagadnienia naszych czasów nie rozstrzygają się za pomocą przemówień i uchwał większości […] lecz krwią i żelazem”.
@kalina
Zmiany muszą być, ale nie wiem, dlaczego. Trzeba pytać @listy
@mario
Acht und achtzig Professoren und Vaterland Du bist verloren
Bismarck nie jest jego autorem. Podobno słowa te padły w pruskim parlamencie, ale współgrają z sytuacja polskiej nauki , a z sytuacją Krakowa w szczególności.
@mario
Nie są to słowa Bismarcka, ale namnożyło się nam doktorów, a od doktora Colegium Tumanum do Profesora uczelnianego jeden mały krok.
Acht und achtzig Professoren und Vaterland Du bist verloren.
Może niesprawiedliwie oceniłem prof. Majchrowskiego, ale miejski samorząd nie jest naturalnym środowiskiem, dla Profesora .