Wieczór fantastyczny

W ramach festiwalu Polskiej Opery Królewskiej In Tempore Regum Marcin Świątkiewicz dał recital klawesynowy w Pałacu na Wodzie w Łazienkach, zatytułowany W świecie fantazji.

Obawiałam się, że w tak paskudną pogodę nikt na ten koncert nie przyjdzie, ale sala była pełna. Sama odbyłam rajd w ulewie, po ciemnych alejkach całych w wodzie (całe szczęście, że dziś dotarły do mnie zakupione przez internet kaloszki), i cieszę się, że się udało.

Tytułowe słowo fantazja może być tu rozumiane dwojako: jako forma muzyczna i jako swoboda gry. Oba rozumienia uprawnione, o czym wspomniał solista w komentarzu wygłoszonym po dwóch pierwszych utworach: Fantazji c-moll Carla Philippa Emanuela Bacha i Ricercarze a tre z Musikalisches Opfer Johanna Sebastiana (nawet nie byłam świadoma, że ten utwór syna został napisany wcześniej od utworu ojca – CPE działał wtedy w Berlinie, a Musikalisches Opfer powstała podczas wizyty, jaką JS tam w tym czasie złożył). Wyjaśnił też, że zaproponował właśnie taki program w związku z tym, że koncert został zaplanowany w Łazienkach, a forma fantazji bywała porównywana do ogrodu angielskiego. Co zresztą też jest pewnym pozorem, ponieważ ogród angielski to ten swobodnie rosnący, a fantazje bywały bardzo dobrze zaplanowane, choć efekt tego rozplanowania miał przypominać improwizację. Mówi się, że każda dobra improwizacja, nawet jazzowa, jest zaplanowana, ale barokowe (i klasyczne) fantazje są z pewnością bardziej skodyfikowane.

CPE był punktem odniesienia tego wieczoru. Pod jego wpływem był Mozart pisząc Fantazję d-moll. Nigdy nie analizowałam tego utworu i nawet nie wiedziałam, że nie został on ukończony; ostatnie takty zamykające zostały napisane przez kogoś innego. Solista nie uwzględnił tego finału i sam dodał od siebie całą część będącą rodzajem repryzy (właśnie przeczytałam, że coś podobnego opracowała też Mitsuko Uchida).

Wpływów CPE nie ukrywał także Joseph Haydn – usłyszeliśmy w całości Sonatę c-moll Hob. XVI:20, refleksyjną i melancholijną (Marcin Świątkiewicz powiedział, że program jest smutny, w całości w tonacjach minorowych, korespondując z porą roku), a na koniec powrócił CPE w Fantazji fis-moll, którą, podejrzewam, solista też rozbudował. Bo niby to wszystko składa się z określonych gestów retorycznych, ale można je kombinować rozmaicie, gdy się ma fantazję – jak on.

Niestety nie dam rady już pojawić się na tym festiwalu; na pewno ciekawy będzie zamykający koncert niedzielny na Zamku Królewskim. Ja jednak będę musiała wtedy pojechać do Gdańska.

Reklama