Debiutujący Rossini
Dzieło osiemnastolatka – La cambiale di matrimonio – zostało wykonane na Festiwalu Beethovenowskim w ramach prezentacji mniej znanych oper – tradycyjnie z Filharmonią Poznańską pod batutą Łukasza Borowicza.
Weksel małżeński wystawiła w latach 90. Warszawska Opera Kameralna w reżyserii Giovanniego Pampiglione, a w tym roku Akademia Muzyczna zrobiła przedstawienie studenckie tej zabawnej jednoaktówki. Co jakiś czas więc wraca. I właściwie trudno powiedzieć, że jest to dzieło nieznane, bo są tu już w zalążku wszystkie chwyty retoryczne, które kompozytor stosował później i które miały zbudować jego wielkie powodzenie. W połączeniu z wariackim humorem i szalonym tempem akcji błyskawicznie uwodzą słuchacza. Co prawda słychać, że to dzieło młodzieńca utalentowanego, ale jeszcze dopiero początkującego – harmonie są w sumie stosunkowo mało urozmaicone. Mimo to nie mamy wątpliwości, że jest to prawdziwy Rossini, jakiego kochamy.
Treść jest też absurdalna, choć nie aż tak niemożliwa w dawniejszych czasach. Kupiec Tobiasz, mówiąc brutalnie, zamierza sprzedać swoją córkę Fanny Amerykaninowi Slookowi (a właściwie Kanadyjczykowi – dla Europejczyków czasów Rossiniego, jak widać, na jedno wychodziło). Ona jednak ma już ukochanego Edoarda i broni się przed niechcianym zalotnikiem jak lwica. Slook okazuje się dżentelmenem i rezygnuje z małżeństwa, na co Tobiasz się obraża za afront i wyzywa Amerykanina na pojedynek. Niepotrzebnie, bo ten w swojej poczciwości przenosi swój weksel na Edoarda i czyni go swoim spadkobiercą.
Amerykanów postrzegano więc wówczas jako dzikusów, ale poczciwych i honorowych, tyle że z dzisiejszego punktu widzenia widzimy, że dzikość tu leży raczej po stronie europejskiej, bo czym nazwać pomysł sprzedania własnej córki. No, ale w treści farsy nikt nie musi dopatrywać się sensu. Najważniejsze, że jest wesoło i jest pole do wokalnego popisu.
A popisywać się dziś miał kto. Rolę krewkiego Tobiasa, figury Pantalone z commedia dell’arte, wykonał świetny Tomasz Kumięga; jako Fanny wystąpiła ukraińska sopranistka Viktoriia Shamanska, związana obecnie z naszą Akademią Operową; pamiętamy ją jako finalistkę Konkursu Moniuszkowskiego. Dwóch zagranicznych gości o wdzięcznych głosach: Michele Angelini jako Edoardo i Emmanuel Franco jako Slook, wreszcie dwoje służących z klasą: Zuzanna Nalewajek (Clarina) i Dariusz Machej (Norton). Orkiestra była również w znakomitej formie, co w Rossinim wcale nie jest łatwe, a zwłaszcza imponowała waltornia (świetne solo).
Dyrektor festiwalu Andrzej Giza wspominał dziś, że cykl nieznanych oper ma teraz stale wspierać ambasada Włoch. To świetnie, ale czy to znaczy, że będą wykonywane już tylko włoskie dzieła? Moim zdaniem szkoda byłoby tak się zawężać.
Komentarze
W zasadzie nie miałbym nic przeciwko zawężeniu tego zacnego cyklu nawet wyłącznie do Rossiniego, jeśli tylko ma się go kim śpiewać – jak w tym przypadku. A gdyby zaczęło brakować dzieł mniej znanych, zawsze można dobrać z tych bardziej; to w końcu takie umowne…
Nawiązując zaś przy okazji do wywiadu w „Beethoven Magazine”, przypomnijmy, że maestro Alberto Zedda prowadził w Warszawie nie tylko Tankreda, lecz i pierwsze spektakle Podróży do Reims (OBIE opery z wielkimi rolami Ewy Podleś).
Piękna rossiniańska tradycja – cieszy, że wciąż tak udatnie podtrzymywana. Oby tak dalej.
Ja byłem zachwycony, szczegolnie głosami Tomasza Kumiegi i Victorii Szamanskiej, tudzież świetną poznańska orkiestrą pod nienagannie eleganckim Łukaszem Borowiczem. A Rossiniego nigdy nie za wiele.