Hasse na Nowej Miodowej

Nie miałam jak dotąd możliwości dotrzeć na koncerty festiwalu In Tempore Regum, organizowanego przez Polską Operę Królewską. Dopiero dziś mi się udało – wrażenia naprawdę pozytywne.

Johann Adolf Hasse kojarzy się nam zwykle z dworem Sasów; raczej tym drezdeńskim niż warszawskim, choć miał tytuł kapelmistrza obu, dla Warszawy bez wątpienia napisana była Zenobia, odnaleziona i wystawiona swego czasu w teatrze Stefana Sutkowskiego. Inne były w Warszawie powtarzane po Dreźnie. Zwykle długie, z wirtuozowskimi ariami, które zachwycały ówczesną publiczność. Popularny wówczas kompozytor został na długo zapomniany, dziś jego muzyka przeżywa renesans.

Dziś zetknęliśmy się z innym wydaniem Hassego – religijnym. Oratorium Sanctus Petrus et Sancta Maria Magdalena powstało dla weneckiego Ospedale degli Incurabili, trwa niewiele ponad godzinę i niesie zupełnie inne emocje. Oczywiście wiadomo, że język muzycznych tamtych czasów składa się ze swego rodzaju stempelków, figur retorycznych, ale czy mimo to nie mogą wzruszać? Zwłaszcza w dobrym, zaangażowanym wykonaniu.

Oratorium zawiera pięć partii solowych. Tytułowe są oczywiście najważniejsze, więc mają po dwie arie; po jednej ma każda z pozostałych. Największe więc pole do popisu miał (piszę w kolejności wchodzenia) Rafał Tomkiewicz jako Petrus i Małgorzata Trojanowska jako Maria Magdalena. Oboje świetni; gdybym miała się czepiać, to kontratenor miał trochę trudny rozruch (ale gdy się rozśpiewał, było pięknie), a sopranistka momentami brzmiała trochę za mocno jak na tę salę. Pozostali trzymali klasę: Marta Boberska jako Maria Jacobi, Aneta Łukaszewicz w roli Marii Salome i Jakub Foltak jako Józef z Arymatei. Bardzo różne od siebie partie kontratenorowe i obaj panowie do nich pasowali: Petrus liryczny i wzdychający, Joseph – człowiek czynu. Coraz lepiej brzmi Capella Regia Polona prowadzona przez Krzysztofa Garstkę.

W ramach festiwalu będzie jeszcze kilka interesujących koncertów, niestety nie na wszystkich uda mi się być. Wybieram się jeszcze na recital Marcina Świątkiewicza w Pałacu na Wodzie w Łazienkach. Szkoda mi koncertu zamykającego, bo to rzecz zupełnie nieznana, ale muszę w tym czasie wyjechać z Warszawy.

Reklama