Ile można się spóźnić na maturę?

Komunikacja miejska w Łodzi za nic ma sobie egzaminy maturalne. Autobusy i tramwaje spóźniają się jak w normalne dni, a nawet nie przychodzą wcale. Dzisiaj spotkało to mnie.

Wyszedłem z domu – jak dyrekcja każe – o takiej porze, aby być pół godziny wcześniej. Jako przewodniczący musiałbym być godzinę przed rozpoczęciem egzaminu. Pierwszy tramwaj nie przyjechał, drugi również. W końcu nadjechał autobus zastępczy. Ludzie rzucili się na kierowcę z obraźliwymi wyzwiskami. Też bym uległ instynktowi, ale byłem zbyt elegancko ubrany, aby przeklinać. Najbardziej rozjuszeni byli starsi ludzie, którzy jechali na badania. Pobiliby kierowcę, ale nie dali rady sforsować szyby. Czy na emeryturze też tak się będę zachowywał?

Zadzwoniłem do szkoły, aby uprzedzić, że mogę nie dojechać na czas… Kierowca autobusu pędził, jakby chciał nas zabić. Tak bardzo nadrobił opóźnienie, że równo o 9 wbiegłem do sali. Maturzysta wylosował pytanie, czym dla człowieka jest podróżowanie (na podstawie „Podróży z Herodotem” Kapuścińskiego). Opowiadał, iż Kapuścińskiego podróże po Afryce nauczyły, że jak autobus przyjedzie następnego dnia, czyli spóźniony o 24 godziny, to nie należy mieć pretensji. Najważniejsze, aby w ogóle dotarł. Dzień w tę czy we w tę nie robi różnicy. Proszę to powiedzieć mojej dyrekcji.

Reklama