Nikogo nie ma w szkole
Połowa klas pojechała na wycieczkę, a druga połowa postanowiła zostać w domu. Przychodzą pojedynczy uczniowie, a często nikt. Rodzice, z którymi udało mi się porozmawiać, twierdzą, że nie mają wpływu na swoje dzieci. Jak nastolatek chce gnić w łóżku do południa, to kto mu zabroni?
Mnie też nie chce się wstawać do roboty. Koledzy, którzy zaczęli pracę wcześniej, przesłali wiadomość, że szkoła pusta. Nie ma ani jednego ucznia. Nie muszę brać prysznica ani się golić. Mogę zostać w piżamie. I pewnie bym nie wstał (gdy nie ma uczniów, nauczyciel może pracować w domu), ale zmusił mnie pies do wyjścia z nim na spacer. A jak już wstałem, nakarmiłem zwierzaka, ubrałem się i pospacerowałem pod blokiem, zdecydowałem się pójść do szkoły.
Ponieważ część nauczycieli pojechała na wycieczkę, tym, którzy zostali, przydzielono po dwie klasy. Z każdej przyszło tylu uczniów, że dało się ich policzyć na palcach jednej ręki. W sumie najpierw miałem cztery osoby, potem pięć, a w końcu siedem (z jednej klasy dwie, a z drugiej pięć osób). Koledzy, którzy nie mieli nikogo, przyszli sprawdzić, czy naprawdę mam aż tak liczną grupę. Trudno uwierzyć, prawda?
Komentarze
@Róża
Coś dla ciebie powyżej … 😉
@belferxxx
„Ponieważ część nauczycieli pojechała na wycieczkę, tym, którzy zostali, przydzielono po dwie klasy”.
Co robią, gospodarz nie opisuje. A może Pan opisze co robią nauczyciele i uczniowie?
@Róża
Akurat u mnie w szkole były różne dni – sportu, inspiracji, kultury itd. w ostatnim tygodniu czyli po wystawieniu ocen …
@belferxxx
Ile szkół jest tak ogólnie/całościowo zbliżonych do Pana szkoły? 1 procent?
Mniej.
@belferxxx
Pan się domyśla, że dużo zależy od szkoły i nauczycieli. Oczywiście nigdy nie będzie w tych dniach 100 proc. frekwencji, zawsze będą jacyś uczniowie, którzy uważają, że sami sobie coś ciekawszego wymyślą. I zawsze są też uczniowie nieuspołecznieni, którzy nie odnajdują się w takie dni. Ale tacy ludzie są też wśród dorosłych. W różnych szkołach są przecież integracje dla nauczycieli, na Dzień Nauczyciela czy koniec roku, impreza w lokalu czy wyjazd. I też nie wszyscy nauczyciele przychodzą, z tego samego powodu.
Ale jestem pewna, że więcej uczniów przychodzi do tych szkół, które mają jakiś pomysł na te dni, niż do szkół „po co oni przyszli, papiery bym sobie porobiła, niech posiedzą do dzwonka z tel., nie będę dla połowy niczego robić”.
A czasem wystarczy z uczniami tylko pogadać. Np. z chłopakami o tej piłce nożnej, co teraz leci w Ameryce.