Nikogo nie ma w szkole

Połowa klas pojechała na wycieczkę, a druga połowa postanowiła zostać w domu. Przychodzą pojedynczy uczniowie, a często nikt. Rodzice, z którymi udało mi się porozmawiać, twierdzą, że nie mają wpływu na swoje dzieci. Jak nastolatek chce gnić w łóżku do południa, to kto mu zabroni?

Mnie też nie chce się wstawać do roboty. Koledzy, którzy zaczęli pracę wcześniej, przesłali wiadomość, że szkoła pusta. Nie ma ani jednego ucznia. Nie muszę brać prysznica ani się golić. Mogę zostać w piżamie. I pewnie bym nie wstał (gdy nie ma uczniów, nauczyciel może pracować w domu), ale zmusił mnie pies do wyjścia z nim na spacer. A jak już wstałem, nakarmiłem zwierzaka, ubrałem się i pospacerowałem pod blokiem, zdecydowałem się pójść do szkoły.

Ponieważ część nauczycieli pojechała na wycieczkę, tym, którzy zostali, przydzielono po dwie klasy. Z każdej przyszło tylu uczniów, że dało się ich policzyć na palcach jednej ręki. W sumie najpierw miałem cztery osoby, potem pięć, a w końcu siedem (z jednej klasy dwie, a z drugiej pięć osób). Koledzy, którzy nie mieli nikogo, przyszli sprawdzić, czy naprawdę mam aż tak liczną grupę. Trudno uwierzyć, prawda?

Reklama