Korepetytorzy otwierają szampana
Za sukces na egzaminie wdzięczność należy się korepetytorowi i tylko jemu. Natomiast winą za porażkę zawsze obciąża się nauczyciela i tylko jego. Taką postawę przyjmuje większość uczniów i rodziców, dlatego nauczyciele muszą dawać korepetycje. Kto tego nie robi, naraża się na szybkie wypalenie.
Podobnie ludzie traktują szkołę. Obwinia się ją za wszelkie porażki (Gdzie był dyrektor, co robili nauczyciele?). Natomiast za sukcesy dziękuje się korepetytorom. Jeżeli więc nauczyciele chcą być zdrowi psychicznie, muszą dorabiać prywatnymi lekcjami. Nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi przede wszystkim o poczucie, że jest się wartościowym pracownikiem. Szkoła tego nie daje.
Również dyrektorzy potrafią przyjąć postawę, że za porażki należy nauczycieli rozliczać, natomiast o sukcesach nie ma co mówić. Jakby przyznawali, że to nie zasługa pracowników, lecz korepetytorów. Co roku na początku września pochylamy się nad każdym gorszym wynikiem matury, rozdzieramy szaty i niejako wytykamy palcem koleżanki i kolegów, którym się nie powiodło.
Choć więcej jest powodów do otwierania szampana i wynoszenia pod niebiosa tych nauczycieli, którzy przygotowali doskonale uczniów do matury, nigdy tego nie robimy. Jeżeli już, to półgębkiem, bez pompy. Szampana otwierają korepetytorzy, a my piszemy program naprawczy.
Komentarze
@Róża, Stary Profesor, poprzedni wpis
Na bank w tym Łódzkim liceum trzon kadry tworzyli nauczyciele akademiccy, traktujący liceum jak dodatkową fuchę. Wpadający do tej szkoły na 2-3 godziny. Żądający, by te 2-3 godziny ułożyć im w planie „ciurkiem” i to tak, by nie kolidowały im z zajęciami na uczelni. Niezwiązani mentalnie ze szkołą. Niezwiązani z uczniami. Odmawiający podjęcia się wychowawstwa. Niepojawiający się na wywiadówkach.
Nie ma żadnych powodów przypuszczać, ze ta kolejka chętnych składa się wyłącznie z nauczycieli akademickich. Na miejscu dyrektorki / dyrektora robiłbym wszystko, by ustabilizować trzon kadry pedagogicznej, opierając go na nauczycielach pełnoetatowych, czyli niezwiązanych z Uni Łódzikm. Wsparcie z uniwersytetu może dotyczyć zajęć „specjalnych”, np. „matematyka/biologia/chemia/fizyka/polak” dla olimpijczyków, raz w tygodniu na 7:00, lub deficytowych, w których trudno znaleźć ogarniętego, nieemerytowanego nauczyciela (zapewne informatyka, fizyka), lub uczelnianych z katedr/zakładów dydaktycznych (nauczyciele nauczycieli powinni znać realia szkoły).
Nie istnieje żaden powód, by przypuszczać, że nauczyciel akademicki jest lepszym nauczycielem licealnym niż „zwykły nauczyciel liceum”. Istnieje 100 powodów, by uznać, że jako pedagog, będzie nauczycielem gorszym. Raz, że oni nie mają przygotowania pedagogicznego (ale czy to naprawdę ma znaczenie?), dwa, oni traktują 15-latków jak swoich 22-letnich studentów, trzy, nie traktują pracy w liceum poważnie, cztery, nie mają nawet śladowych kompetencji w zakresie metodyki nauczania swojego przedmiotu, pięć, są przyzwyczajeni do metod pasywnych, czyli wykładu przy tablicy, kartkówki, i to chyba koniec repertuaru, sześć, nie wyjdą z uczniami do kina, nie pojadą na wycieczkę, nie pomogą w trudnej sytuacji życiowej, siedem, wszystkie kartkówki i sprawdziany zaczną sprawdzać po zakończeniu semestru – zdziwieni, że minął termin wystawiania ocen.
@PR
Nie dziwię się dyrekcji, że woli nauczyciela na cały etat, związanego ze szkołą.
A co do przygotowania pedagogicznego, uważam, że nie istnieje słabsza edukacja od tego mitycznego przygotowania pedagogicznego.
Nauczyciele mówią i piszą tak dziwne rzeczy – że szkoła to odpowiednik pracy, stopnie to wynagrodzenie, uczeń to odpowiednik pracownika albo zawodnika.
Po przygotowaniu pedagogicznym. To musi mieć zerową wartość.
PR ale uważam, że im więcej w środowisku nauczycieli jest osób z dr. oraz osób, które przyszły po latach pracy w innych branżach niż edukacja, tym lepiej.
Ci z dr. podnoszą poziom, młodzi ludzie z dr. są jednak bardziej otwarci, mają lepszy stosunek do uczniów, bo mają większe poczucie obciachu.
A ci, którzy dłużej pracowali poza szkołą rozbijają ten beton odklejenia, który panuje w wielu pokojach nauczycielskich. To siedzenie całe życie od 6 r. do emerytury w szkole nie jest dobre. Odcina od świata.
Rutyna jest zjawiskiem powszechnym i dotyczy nie tylko nauczycieli.
Dzisiaj w telewizji o polskich szkołach w USA i powrotach do Polski.
To bardzo ładnie jak Polacy o Ojczyźnie nie zapominają i kultywują język kraju pochodzenia. Bywają jednak wyjątki mające swoje przyczyny. Czasami jest to uciążliwy sąsiad, którego nie można się pozbyć. Równie trudno być w kraju zbyt popularnym politykiem, albo sportowcem, bo jak udźwignąć w otoczeniu tłumu fanów taką ciekawość i gotowość do wspólnego zdjęcia?
Dokąd wyjechać aby nie dać się rozpoznać? Australia lub Nowa Zelandia gwarantują spokój i bezpieczeństwo. W Chinach można się rozpłynąć w tłumie tubylców. Argentyna też zaprasza turystów. Meksyk gwarantuje dobrą kuchnię. Jednak bez przesady bo jak mówi stare porzekadło „wszędzie dobrze, ale najlepiej we własnym domu”