Nauczyciele się leczą
Pani w rejestracji chciała mnie zapisać do lekarza specjalisty na październik. Gdy jednak powiedziałem błagalnym głosem, że jestem nauczycielem, wcisnęła mnie na listę w sierpniu. Wyjaśniła, że kolejka składa się z samych nauczycieli. Wszyscy wykorzystują wakacje, aby się leczyć.
Ta wizyta wypadła mi nagle, do innych lekarzy zapisywałem się co najmniej pół roku wcześniej. Nie było łatwo, gdyż lekarze w tym czasie mają urlopy. Na szczęście zawsze ktoś dyżuruje. Do takich osób próbują dostać się nauczyciele. Jedna z umówionych dawno temu wizyt wisi jednak na włosku. Gdy się zapisywałem, pani w rejestracji nie była pewna, kiedy ten lekarz idzie na urlop. Oby nie wtedy, kiedy wypada mój termin. W ciągu roku szkolnego nie mogę się leczyć, mam dwie klasy maturalne.
U ortopedy prawie sami nauczyciele (głównie ból kręgosłupa z powodu pochylania się nad sprawdzianami). U lekarza rehabilitacji też nie brakuje nauczycieli. Ci, którzy nie cierpią na nadciśnienie, dostają skierowanie do kriokomory. Najbliższy termin za pół roku. Jeżeli wypadnie w ferie zimowe, to może być. Wszyscy prosimy o zapisanie nas na drugą połowę stycznia (w Łodzi ferie są od 18 do 31 stycznia) albo dopiero w następne wakacje.
Komentarze
Właśnie sobie uświadomiłem, że w pruskim modelu szkoły, a innego nie znamy, lekcje języka polskiego są jedynym miejscem w szkole, w którym dojrzewające umysły można uczyć myślenia krytycznego. Co jest przerażające, bo bez tej kompetencji nie wykształcimy nie tylko filozofów, ale i choćby wynalazców czy naukowców. Ci, którzy na takowych jednak wyrastają, robią to albo na zajęciach pozalekcyjnych, albo zupełnie poza szkołą!
Stąd wnioskuję o pilne dołączenie wyników maturalnych z j. polskiego do kryteriów przyjęć na każde studia doktoranckie. To taki żart, ale z tezą.
Wikipedia pisze:
Myślenie krytyczne – proces analizowania dostępnych faktów, dowodów, obserwacji i argumentów w celu wyciągnięcia wniosków lub dokonania świadomych wyborów. Obejmuje rozpoznawanie założeń, uzasadnianie idei i działań oraz ocenę tych uzasadnień przez porównanie z różnymi perspektywami, pod kątem ich racjonalności i konsekwencji.
Jego celem jest formułowanie osądu na podstawie racjonalnej, sceptycznej i bezstronnej analizy. Jest to kompetencja, której można się nauczyć, wymaga jednak samosterownych i samokorygujących nawyków umysłu, ponieważ nie jest procesem naturalnym i musi zostać świadomie wywołana, aby skutecznie zadawać pytania i rozumować. Zakłada też zaangażowanie w przezwyciężanie egocentryzmu i socjocentryzmu.
@PR
Niestety naiwnie Pan do tego podchodzi.
Więc zacznę od początku. W szkole podstawowej uczniowie na polskim piszą trochę wypracowań, to jest ćwiczenie takiego szablonu pod wymagania egzaminacyjne. Poza tym na pozostałych przedmiotach piszą sprawdziany i kartkówki z gotowca. To są sprawdziany, które sprawdza się błyskawicznie, bo tam nie ma praktycznie żadnej kilkuzdaniowej wypowiedzi. Zaznacza się a,b,c, d. Otacza kółeczkiem P lub F czyli zdanie prawdziwe lub fałszywe. Coś z czymś łączy kreską. Wstawia brakującą nazwę w wykropkowane miejsce. Tak uczą wydawnictwa budowania własnej wypowiedzi przez ucznia. To trwa przez całą SP. Uczeń finalnie nie potrafi budować wypowiedzi złożonej z kilku zdań.
Do tego dochodzą media społecznościowe, w których uczniowie używają swojego własnego języka, mieszanki skrótów, skrótów z ang. i śmiesznych słówek. Porozumiewają się nie za pomocą zdań, tylko pojedynczych wyrazów i literek.
Potem przychodzą do liceum. I tu uwaga – w końcu Pana oświecę – w kl. I- III piszą zazwyczaj jedno wypracowanie rocznie, bo jeżeli nauczyciel uczy klasy maturalne to jest tam zakopany w maturach próbnych itp.
Podstawa programowa to historia literatury, tak powinien nazywać się ten przedmiot. Uczniowie nie piszą wypracowań tylko sprawdziany z historii literatury. Nie ma tam żadnego krytycznego myślenia, bo nie ma na to czasu. Na początku są rzeczy nudne i trudne. I uczeń, który ma kilkanaście przedmiotów w tygodniu, trzydzieści parę lekcji. Przy czym w każdej szkole jest przeważnie 1 klasa humanistyczna, poza tym mat/fiz, mat/geo, może mat/inf i dużo biol/chemów, bo teraz wszyscy chcą do biol/chemów. Ci uczniowie skupiają się na swoich rozszerzeniach. Uczą się polskiego do sprawdzianu tak jak przedmiotów pamięciowych. Ciekawe lektury wchodzą później, na tyle późno, że już są nauczeni, że lektur się nie czyta.
Poza tym czasu nie mają, wyciskają wynik z rozszerzeń i nie mają czasu już niczego czytać.
Nauczyciele w 4 kl. próbują to wszystko jakoś nadrobić, uczniowie uczą się do matury z repetytorium – mają tam streszczenie treści lektury, główne motywy, konteksty i sobie to zapamiętują, tak jak zapamiętuje się przedmioty pamięciowe.
I to by było na tyle z tej nauki krytycznego myślenia na polskim i w ogóle w szkole. I nauki wypowiedzi pisemnych i ustnych.
Biorąc pod uwagę AI, wpływ mediów społecznych na kształtowanie opinii społecznej itp. zamiast sprawdzianów z gotowców i wałkowania historii literatury te PP i egzaminy powinny być przeorane jak najszybciej. No ale nie będą, bo wierzymy w kanon, kod kulturowy, uniwersalność starych lektur i tym podobne wzniosłe i oderwane od rzeczywistości hasła.
@PR
PR Pan ma fejsa, może Pan spojrzeć. Pod tekstem gospodarza o telefonach są m.in. takie komentarze:
1. „Chyba dawno w szkole nie był i nadużywa wyobraźni. Nauczyciele na przerwach mają obowiązki i nie zajmują się telefonami. Prawa i obowiązki ucznia są inne niż prawa i obowiązki nauczyciela. Nie próbuj ich zrównywać!(…)”
2. „Proszę przeczytać więcej tekstów pana Dariusza to Pani zrozumie, trochę poczucia humoru życzę.”
3. „To jest felieton czyli tekst napisany subiektywnie i z przymrużeniem oka. Poza tym autor jest polonistą i swego czasu był wybrany przez młodzież nauczycielem roku.”
A teraz PR spójrzmy na efekty nauki myślenia krytycznego w szkole:
pierwszy komentarz – 1,6 tys. lajków
drugi komentarz – 4 lajki
trzeci komentarz – 1 lajk plus odpowiedź „szkalowanie osób pracujących w szkole to nie jest przymrużenie oka”.
PR mamy niestety świadomość kto tak tam się głównie oburza, są to osoby, które mogą nauczyć krytycznego myślenia?
@Róża
Ja w głowie mam swoją szkołę i swojego polonistę. To nie była klasa o profilu humanistycznym. Ale on i tak robił z nami program profilu rozszerzonego z j. polskiego – z czego wówczas nie zdawałem sobie sprawy, uświadomiłem sobie to całkiem niedawno, gdy zajrzałem do współczesnych podstaw programowych.
Mieliśmy specjalny zeszyt A4, dużo kartek. W nim co miesiąc powinno pojawić się 1 wypracowanie, recenzja filmu, książki (spoza zestawu lektur), sztuki teatralnej. Ja co miesiąc na pewno tam nie skrobałem, jak przeszedłem przez te szkołę – pojęcia nie mam, ale po latach odczuwam wyłącznie wdzięczność.
A były to czasy bez internetu. Idziesz z klasą do kina i piszesz recenzję. Z czego? Z głowy! Jak napisać recenzję z czegoś, czego się nie rozumie? A tu już twoja sprawa, inni byli w tej samej sytuacji.
Pamiętam też, że w „naszym” kanonie było mnóstwo lektur z literatury światowej. Do tego męcząca literatura polska, która zrobiła się ciekawa dopiero pod sam koniec XIX wieku. I tak sobie wyobrażam współczesne liceum, choć rozum, wsparty podstawami programowymi podpowiada, że to niemożliwe.
Świetny temat! Podpisuję się 🙂