Religia jak zupa pomidorowa. Młodzież już tego nie przełknie
Uczniowie klas pierwszych masowo wypisują się z lekcji religii. Większość od razu wie, że to nie dla nich. Nie będą chodzili, bo nie lubią. Rodzice jednak prosili, aby chociaż spróbowali. Może jednak się spodoba.
Do katechetów z trudem dociera, że pierwsza lekcja jest pokazowa. Trzeba się bardzo postarać. Pierwszoklasiści, najczęściej zmuszeni przez rodziców, przyjdą zobaczyć, czy nauczyciel tego przedmiotu jest fajny. Aby się nie wypisali, musi być naprawdę super.
Jeżeli Kościół chce mieć nastolatków na lekcjach religii, powinien posyłać do szkół nowych katechetów. Takich wyszkolonych do pozyskiwania młodzieży, ludzi niebanalnych. Obecni nauczyciele religii wyglądają często jak zupa pomidorowa. Brak atrakcyjności. Nastolatek spojrzy i już wie, że nie przełknie ani słowa.
Komentarze
Córka chodziła do Liceum Plastycznego .
Mieli fatalną katechetkę i prawie nikt z klasy na religię nie chodził. Proboszcz parafii ją zastąpił i zaczął zamiast katechizmu prezentować architekturę sakralną.
Cała klasa wróciła na religię, bo ich to bardzo interesowało
Elementy religioznawstwa można wpleść to programów innych przedmiotów jak np. historii, literatury itp.
Lekcje religii nie mają służyć jej znajomości. Nie mają one kształtować postaw etycznych, zadawania pytań i odpowiadania na nie. Ich zadaniem jest wdrażanie do posłuszeństwa doktrynie i organizacji. Pytania i samodzielne oceny są niewskazane, lekcje religii są właśnie po to byś nie musiał się tym kłopotać.
Reasumując ,,nie musisz wierzyć – nam wystarczy, ze ochrzcisz dziecko (=zapiszesz je do Kościoła) i z czasu pokażesz się w kościele. Nie zapomnij też o zakupie kilku innych rytuałów”.
Daleko idąca analogia do lat 60. tych w Polsce i przynależności do Związku Młodzieży Socjalistycznej (ZMS) niby nieobowiązkowa, ale obowiązkowa.
Szacuje się, że przez szeregi Związku w latach jego istnienia (1957–1976) przewinęło się około 5 milionów młodych ludzi. Choć organizacja w swoim szczytowym momencie – w 1973 roku – liczyła oficjalnie (głównie na papierze) około 1,3 miliona członków, to ze względu na blisko dwudziestoletni okres działalności oraz stałą wymianę pokoleniową, łączna liczba osób, które założyły czerwony krawat, była kilkukrotnie wyższa.
ZMS powstał w styczniu 1957 roku na fali odwilży październikowej. Był bezpośrednio i ideologicznie podporządkowany Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). Organizacja ta stanowiła główne zaplecze kadrowe partii.
W latach 60. i 70. nabór do ZMS przybrał charakter masowy. Jak zauważają historycy zajmujący się tym okresem, do organizacji zapisywano nierzadko automatycznie całe klasy szkół średnich czy brygady fabryczne. Sprzeciw rzadko niosła ze sobą poważne konsekwencje, jednak mało kto decydował się na opór wobec konformistycznej presji otoczenia.
Dla wielu milionów Polaków przynależność do ZMS sprowadzała się jedynie do formalności: płacenia składek, noszenia legitymacji i udziału w obowiązkowych akademiach. Dla innych była to z kolei realna szansa na awans społeczny, ułatwienie startu zawodowego, dostęp do klubów studenckich, czy wyjazdów na obozy turystyczne. Działalność ZMS oficjalnie zakończyła się w 1976 roku, kiedy to organizacja weszła w skład nowo utworzonego Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej (ZSMP).
Lekko, latwo i przyjemnie – ideal szkoly…
Po co matematyka na maturze, po co grube, stare książki, po co jakieś wymagania moralne?
To tak można? Zapisać się, a potem wypisać? A kto zapłaci wzgardzonemu katechecie co najmniej 3-miesięczną odprawę?