Manifestacja nie wystarczy. Co dalej zrobią nauczyciele?
Ostatni dzień urlopu nauczyciele postanowili poświęcić na udział w manifestacji przed Kancelarią Premiera. Wyrażali niezadowolenie z powodu niedotrzymania obietnicy przez Donalda Tuska. Na telebimie wyświetlano, jak premier zapewnia, że płace nauczycieli zostaną powiązane ze średnimi zarobkami w gospodarce. Nie zostały.
Manifestację zorganizował ZNP. Grupa protestujących liczyła ok. 2 tys. osób. Jak na wakacje, to sporo. Termin niezbyt fortunny, pokazuje bowiem miękkość nauczycieli. Protestować w czasie urlopu to jak strajkować w Boże Narodzenie. Związkowcy jednak obiecują, że na tym protest się nie skończy. Będzie coś jeszcze. I to takiego, że pójdzie rządowi w pięty i mocno zaboli. ZNP szuka pomysłu, jak dać nauczkę Tuskowi za rzucanie słów na wiatr.
Rok jest wręcz wymarzony, aby taką nauczkę dać. Do szkół wchodzi Kompas Jutra, czyli wielka reforma szkolnictwa, w którą rząd będzie pompował, zresztą już zaczął, olbrzymie pieniądze. Żeby się nie zmarnowały i nie pogrążyły ekipy rządzącej, nauczyciele muszą przyłożyć rękę do reformy. A jak nie przyłożą? I właśnie tutaj powinni związkowcy szukać pomysłu na skuteczny protest. Nie pomożemy w reformowaniu, dopóki obietnica z 2024 roku nie zostanie spełniona (szczegóły tutaj).
Komentarze
@Gospodarz
Czy się nauczyciele przyłożą czy nie Kompas czegoś tam wypalić NIE MA SZANS jako oderwane od rachunku ZASOBÓW, MECHANIZMÓW i BLOKAD czysto papierowe i PR-owe DEKRETOWANIE wspaniałej RZECZYWISTOŚCI … 😉
@Gospodarz
Ja bym raczej myślał nad rozwiązaniami w stylu „belferskiej grypy” czy jakiegoś strajku włoskiego. Tyle, że Broniarz&ZNP NIE CHCĄ realnie niczego wywalczyć, chcą jedynie stworzyć POZORY, że się starają 🙁
W 2009 roku Ministerstwo Edukacji Narodowej zezwoliło na prowadzenie dzienników wyłącznie w wersji cyfrowej. Dziś rynek e-dzienników podzielony jest pomiędzy dwie firmy: Librus i Vulcan. Do grona ich klientów należy ponad 17 tys. szkół w Polsce. Firmy te kontrolują dane milionów uczniów i ich rodziców. (…)
Dziennik Vulkan działa w ok. 9 tys. szkół, a Librus w ok. 8 tys. Vulkan zdobył swoją pozycję, gdyż od samego początku działa w branży informatyzacji edukacji w Polsce, a jego oprogramowanie jest znane w szkołach i samorządach. Z kolei Librus zdobył rynek swoim „innowacyjnym” rozwiązaniem, w którym szkoła płaciła bardzo mało, a koszt przerzucony został na rodziców. (…)
Chociaż rodzice mają darmowy dostęp do e-dzienników, to tylko przez przeglądarki internetowe i w ograniczony sposób. Większość funkcji, jak np. pełna aplikacja, obsługa kilku dzieci, powiadomienia, usprawiedliwienia nieobecności w aplikacji, wiadomości itp. dostępne są po wykupieniu przez rodziców płatnych wersji.
(…)
Cena pełnej wersji dziennika Vulcan to 32,99 zł za dziecko za rok szkolny. Librus daje kilka możliwości cenowych: od rocznych (37,99 zł lub 49,99 zł) do miesięcznych (14,99 zł). Każdy poziom dodaje inne funkcje oraz usuwa reklamy i wideoporadniki z darmowej wersji aplikacji.
Rozporządzenie, które zezwoliło na prowadzenie e-dzienników, nie określiło, w jaki sposób mają być przechowywane i przetwarzane dane użytkowników, czyli uczniów i ich rodziców. W praktyce są traktowane tak samo, jak wszystkie inne dane „komercyjne”, czyli mogą być wykorzystywane do reklam, które są obecne w aplikacjach e-dzienników.
Librus pisze, że zbierane przez siebie dane przechowuje na serwerach na terytorium Polski, choć mogą też wylecieć poza Polskę i EU, jeśli konto zostanie zintegrowane z usługą Microsoft OneDrive. Z kolei Vulcan pisze tylko ogólnie, że przechowuje dane w „wyspecjalizowanych serwerowniach”.
W praktyce ani uczniowie, ani nauczyciele, ani rodzice, ani nawet polski rząd nie wiedzą dokładnie na 100 proc., gdzie faktycznie przechowywane są dane z e-dzienników i co z nimi się dzieje. Przy czym nie jest to złamanie zasad – po prostu tak został zaprojektowany ten system, a firmy tylko wykorzystały go do skutecznego zarabiania.
Cała ta sytuacja jest po prostu skandaliczna. Państwo z dykty i snusa.
https://wyborcza.biz/biznes/7,177150,32996036,dwie-firmy-z-zagranicznym-kapitalem-kontroluja-dane-uczniow.html
@PR
https://www.edunews.pl/badania-i-debaty/dyskusje/7509-men-nie-uczy-sie-na-bledach
PR to proszę przeczytać tekst pana, który jest autorytetem belferxxxa.
Nie będę komentować, bo aż wstyd odnosić się takiej argumentacji. Ale zdaniem belferxxxa takie autorytety powinny układać reformę edukacji, zasiadać w KEN.
„MEN PO raz kolejny wchodzi do akcji jako gracz rynkowy, próbując metodami administracyjnymi wylansować własny produkt, tym razem e-dziennik, ignorując wiele lat doświadczenia firm, które się w tej dziedzinie specjalizują. (…)
Ale mniejsza o to. Stwarzanie przez MEN sztucznej i nieuczciwej konkurencji dla firm, które w ciągu dwóch dziesięcioleci zagospodarowały ten segment rynku, jest trwonieniem ludzkiego czasu, energii i zasobów.”
„A przecież wystarczyłoby (…) zaoferować szkołom niewielką subwencję na coroczne odnawianie subwencji wybranego systemu.”
Rozumie Pan? Byłoby to „stwarzanie nieuczciwej konkurencji” dla tego co Pan przytoczył.
I nie żartuję, belferxxx uważa, że potrzebujemy takiego KEN, a teksty kolegi linkował tu wielokrotnie.
@Róża, PR
Jak na razie JEST (marna!) wersja próbna na poziomie kiepskiego DEMO, a nauczyciele mają ponieść KOSZTY prowadzenia podwójnej dokumentacji, radzenia sobie z niedoróbkami i błędami oraz (to masa pracy i CZASU!) przejścia ze starego dziennika na nowy. Librus pojawił się akurat za „pierwszego Tuska” – wtedy trzeba było tworzyć SWÓJ albo z poziomu PAŃSTWA negocjować z firmą warunki dla WSZYSTKICH szkół … Na dodatek mają MIEĆ (i OPŁACIĆ!) swój prywatny smartfon do logowania dwuskładnikowego. BTW pracowałem na Librusie prawie od początku jako nauczyciel(!) i wystarczyła mi w domu i szkole PRZEGLĄDARKA bez aplikacji w komórce … To rodzicom tym bardziej wystarczy … 😉
@PR
Na Fb WP Wiadomości jest nagranie z wczorajszego protestu nauczycieli „nie chciałabym, żeby moje dane były przechowywane w chmurze”.
Pani nauczycielka z powagą mówi, że dobrze, że prezydent zawetował e-dziennik. „W dzienniku, który oni proponują to dane uczniów będą przechowywane w chmurze. To jest bardzo niebezpieczne, bo tam są orzeczenia, opinie, różne ważne, newralgiczne informacje o uczniach. Ja uważam, że teraz jest o wiele bardziej zabezpieczone bezpieczeństwo tych danych wrażliwych niż będzie w przyszłości. No nie można przechowywać takich danych w chmurze. Prezydent tylko pilnuje istotnej sprawy. No ja bym nie chciała, żeby moje dane były przechowywane w chmurze.”
Dziennikarz słucha z niedowierzaniem, lekko osłupiały.
Najłagodniejszy komentarz pod nagraniem
„I tacy ludzie uczą nasze dzieci. Ona myśli, że teraz e-dziennik jest przechowywany w biurku? Zaczynam bardzo martwić się o przyszłość Polski”.
Najłagodniejszy.
A prezydent ładnie to wykorzystuje przy wetach.
@Róża
Już ci pisałem STO RAZY – ja, w przeciwieństwie do Ciebie, żadnych „ałtorytetów” nie mam – wystarczy mi WŁASNY ROZUM, WIEDZA i DOŚWIADCZENIE! Czasem podzielam NIEKTÓRE poglądy czy argumenty jako zgodne z moimi, niezależnie od tego co sądzę o AUTORACH … 😉
@Róża, PR
Librus z płatnej aplikacji to USŁUGI w postaci śledzenia dziecka w szkole w CZASIE RZECZYWISTYM – uczeń dostaje 2 (np. z klasówki i jeszcze o tym nie wie!) i rodzic z marszu dostaje SMS, uczeń ma nieobecność i rodzic WIDZI itd. Wielu fachowców uważa, że nawet bezpłatnie te USŁUGI są po prostu SZKODLIWE dla ucznia … 😉
@Róża, PR
„„I tacy ludzie uczą nasze dzieci! ”
To ich zwolnij i zastąp KOSMITAMI, bo kim innym!!! 😉
BTW Czy naprawdę nauczycielka np. klas I-III SP musi „mieć wiedzę” o technologiach informatycznych??? 😉 A Królowa Maciusia I niejaka Nowacka czy jej wierny giermek Staszek mają??? 😉 Albo taki Kiepura Henryk – gumofilc z MEN z dyplomem Executive MBA z Kolegium Tumanum ma ??? 😉
@belferxxx
1. Otóż nie wierzę, że posługuje się Pan własnym rozumem. Powtarza Pan te żenujące kawałki, na poziomie nagrania tej pani na WP Wiadomości, naprawdę polecam nagranie, jest mocne. Może Pan spojrzy z boku, trzeźwym okiem jak wygląda to co robicie, jakie wywołuje reakcje.
2. Logując się do różnych systemów własnych tel. używa mnóstwo ludzi, lekarze wystawiając receptę, nauczyciele akademiccy, urzędnicy. Ten argument nikogo nie rusza. Pan myśli, że reszta społeczeństwa tak działa – „autorytet” napisze im w mediach „coś”, a oni jak ta pani z nagrania przytakną jakie by to nie było głupstwo.
3. Co do prowadzenia podwójnej dokumentacji – zgłosiło się do pilotażu kilkanaście szkół, m.in. Roberta Górniaka. ZGŁOSIŁO. Więc darujcie sobie fałszywą troskę o chętnych.
4. Co do przejścia ze starego dziennika na nowy – też ręce mi opadają. Czy Wy jesteście z kosmosu, czy spod kamienia. W tym roku przedsiębiorcom wprowadzono KSeF. Wszystkim. Obowiązkowo. Wszyscy musieli się przestawić od ręki. W tej chwili jest w systemie 2 mln. ludzi. A tu – ojoj, zmienią dziennik z dziennika A na dziennik B, jak ja się nauczę, przestawię, nie zrobię tego, bo mi nie zapłacą. A przedsiębiorcom zapłacili? Tym, którzy utrzymują ten skansen budżetówki? Dziecko i rodzic się przestawią, a tu ojoj. Rodzic może mieć dziecko w szkole z librusem, drugie z vulcanem, i nie ma ojoj, codziennie się przestawia, nauczył obu.
A nauczyciel jak pani z nagrania powie „no ja bym nie chciała, żeby moje dane były przechowywane w chmurze”?
5. No przykre, ale widzi Pan, że tego kolejnego jęczenia media i społeczeństwo nie kupiło, bo argumenty są poniżej poziomu tolerancji.
6. Pana argument, że Panu wystarczyła przeglądarka w komórce bez aplikacji, to i rodzicom wystarczy.
On jest na poziomie ograniczonej nauczycielki z Koziej Wólki, dlaczego Pan tego nie czuje???
Ja też nie używałam płatnej wersji. W SP dziennik naxierdalał ciągle, oceny i inne bzdety kilka razy dziennie. W LO nie wchodziłam W OGÓLE. Nawet hasła nie pamiętałam, jak się nazbierały nieobecności to dziecko otwierało i kazało usprawiedliwiać.
Czy w zw. z tym mogę zrobić jak Pan – przyjmę styl nauczycieleczki:
Jako rodzic nie używałam dziennika, zapewniam, że nie wyrządza to żadnej krzywdy dziecku, można sobie odpuścić kontakt z dziennikiem elektronicznym. Nie trzeba wykupywać płatnej opcji, bo w ogóle nie trzeba korzystać z dziennika elektronicznego.
7. Pani z nagrania, Pana autorytet podnieśli na szczęście prestiż nauczycieli w oczach społeczeństwa. Aż społeczeństwu oczy wychodzą z wrażenia.
@Róża
Ja wiem co wiem i widziałem to co widziałem, czytałem to co czytałem oraz znałem/znam tych co znałem i znam. Znaczna część jest czy była z poziomu naukowego czy politycznego, do którego ty NIGDY nie dotrzesz. I to by było na tyle.
A na koniec powtarzam pytanie – jakimi KOSMITAMI chcesz zastąpić aktualnych nauczycieli, którymi tak gardzisz??? Bo raczej twoje ukochane UMORALNIANIE i DEKRETOWANIE RZECZYWISTOŚCI nie pomoże … 😉
@Róża
1. Każdy sądzi według SIEBIE z tymi „ałtorytetami” … 😉
2. BTW napisałaś wyżej de facto filipikę przeciw dziennikowi elektronicznemu, temu od MEN za DWIEŚCIE MILIONÓW (naszych!) też … 😉
@belferxxx
1. Nie chcę się pastwić nad panią z nagrania, przywołałam ją jako przykład. Prezydent wetując zastrzegł, że dziennik państwowy jest potrzebny, ale … i tu powołał się na opinię nauczycieli. On świetnie wie, że nauczyciele opowiadają ustnie i pisemnie w tej sprawie kocopały irytujące społeczeństwo.
Niemniej wrócę do pani. Była w wieku dyplomowanym, że stażowym przy kilku, nie kilkunastu czy kilkudziesięciu, ale kilku nadliczbówkach może wejść w drugi próg. I stoi i w tv opowiada, że to za mało. Ta pani ma dzieci nauczyć wiedzy o świecie, krytycznego myślenia, samodzielnego myślenia. Mówiąc „no ja bym nie chciała, żeby moje dane były przechowywane w chmurze”. Wiemy, że ani wiedzy o świecie ani krytycznego myślenia z tego nie będzie, może ma dobre serce, jest opiekuńcza, znakomicie pełni tę drugą funkcję szkoły czyli opiekuńczą. Ale przy tak niskim pensum jakie jest w Polsce – podwyżka?
Może jednak poważne zróżnicowanie wynagrodzeń przy tak bardzo zróżnicowanych kwalifikacjach.
2. Wracam do Librusa. I Pana tekstu, że wielu „fachowców” uważa, że nawet bezpłatne usługi są szkodliwe dla ucznia.
Dlaczego tak enigmatycznie. Wystarczy napisać, że to opinia fachowca piszącego o „stwarzaniu przez MEN sztucznej i nieuczciwej konkurencji dla firm, które w ciągu dwóch dziesięcioleci zagospodarowały ten segment rynku”.
3. Śledzenie dziecka w czasie rzeczywistym, uczeń dostaje 2 z klasówki i jeszcze o tym nie wie a rodzic wie. Ojoj.
To ja coś zdradzę – tylko i wyłącznie od nauczyciela to zależy. Czy wpisze ocenę najpierw czy najpierw rozda dzieciom klasówki, omówi, wytłumaczy co i jak komu poszło, a ocenę wstawi później, może wstawić nawet dopiero po powrocie ucznia do domu i rozmowie dziecka z rodzicem. TYLKO I WYŁĄCZNIE od nauczyciela to zależy. Jeżeli odwrotna kolejność jest zdaniem fachowców szkodliwa, to znaczy, że nauczyciele robią coś szkodliwego dla dzieci!
W tym miejscu przypominam uprzejmie jak się kiedyś kłóciliśmy, bo Nowacka pow., że dorosły człowiek, pełnoletni ma prawo zastrzec nieudzielanie informacji z librusa rodzicom.
Przypominam kto uważał, że to zbrodnia, Król Maciuś I itp.
A teraz Pan przekonuje, że fachowcy to w ogóle nawet 10 latkom powinni pozwolić ukrywać przed rodzicami oceny z klasówek?
Mam stare dzienniczki. Męża. Tam jest każda (!) ocena wpisana. I każda musiała być podpisana przez rodzica. Tak wyglądało to w SP. A teraz „fachowcy” opowiadają mądrości, że to szkodliwe?
W moim dzienniczku było pełno uwag, u męża też.
Tam były specjalne rubryczki na uwagi, kilka stron i mi się szybko kończyło miejsce, nic tam strasznego – „rozmawia, śmieje się”. Jak się kończyło miejsce w rubryczkach to tata podpisując żartował – no patrz, patrz, ty jesteś gorsza niż ustawa przewiduje, widzisz nawet rubryczek na takich uczniów jak ty nikt nie zrobił. Jak mi się „skończył” drugi dzienniczek, bo zabrakło rubryczek, to coś mama bąknęła do taty, że może ja jakoś za bardzo wesoła w tej szkole jestem, ale doszli do wniosku, że nie zabronią dziecku się śmiać.
Jak w końcu nadszedł ten moment, że „skończył” mi się kolejny dzienniczek, to postanowiłam, że ja pójdę po cichutku i go spalę za garażami. Niestety sąsiedzi mnie nakryli, mała dziewczynka (to były kl.1-3) podpalająca dzienniczek wzbudziła ich zainteresowanie. Do czego zmierzam – mimo, że wszyscy nauczyciele z rozrzewnieniem wspominają czasy jak to dzieci były posłuszne, a rodzic to był zawsze „za nauczycielem”, nie „za dzieckem” i jeszcze dziecko w domu zbił za uwagę – w moim środowisku moje uwagi i próby podpalenia dzienniczka były przedmiotem zbiorowych żartów wszystkich dorosłych. Wszyscy po studiach, blok inżynierski. Nauczycielki bardzo lubili, ale dzieci jeszcze bardziej. A poza tym – wbrew wyobrażeniom fachowców jak to kiedyś było inaczej – KAŻDA uwaga musiała być tego samego dnia podpisana przez rodzica, nauczyciele to sprawdzali. Oczywiście przywoływani przez Pana „fachowcy” uwag nie dostawali, więc nie mogą tego pamiętać.
W dzienniczku mojego męża poza uwagami, ocenami są też wpisy typu „przynieść składkę na (…)” i też musiał być tego samego dnia podpis rodzica. W drugiej klasie mój mąż podstawił koleżance nogę, były ”obrażenia”, nie dał uwagi do podpisu rodzicom, następnego dnia z powodu braku podpisu miał już za to kolejną uwagę wzywającą rodziców do szkoły.
A teraz „fachowcy” mówią, że uwaga o 9 latku docierająca szybko jest szkodliwa, no chyba, że chodzi o 18 latka…
Jak się zostaje takim „fachowcem”? Można samemu się ogłosić czy jest jakiś egzamin?
@Róża
Rozumiem, że lubisz przekręcać.
1.Nauczyciele wpisują oceny zwykle wtedy, kiedy sprawdzą – najczęściej w DOMU – odpowiednie prace, albo w szkole NA OKIENKU. Jak się uczy 300-500 uczniów to inaczej się nie da. Od biedy można w klasach I-III SP … 😉 Frekwencję wpisuje, taki OBOWIĄZEK, na lekcji … 😉
2.Nadal upieram się przy tezie, że nawet pobierający PODWÓJNĄ gażę poselsko ministerialną (Królowa Maciusia I Nowacka np. w ubiegłym roku zarobiła TRZYSTA TYSIĘCY!) personel kierowniczy MEN (Nowacka, Lubanauer czy gumofilc z PSL Kiepura!) nie ma ZIELONEGO POJĘCIA o technologiach informatycznych, chmurach itp. itd.
@belferxxx
1. A to nie miało być tak, że wszyscy nauczyciele są mądrzy, a tylko ci w MENach głupi?
Ta wypowiedź nie dotyczyła niczego zaawansowanego, jak się idzie protestować, to jednak chociaż trochę trzeba mieć pojęcie o czym się mówi, jak się nie ma, to coś nam inteligencja podpowiada – jeżeli nie możemy sprawdzić, to omijamy szczegóły, nie używamy sformułowań, których nie jesteśmy pewni, nadrabiamy ogólnikami. Brak wiedzy o świecie nadrabiamy samodzielnym myśleniem – no w każdym razie wykorzystujemy jakieś inne kompetencje, które powinniśmy wynieść z edukacji.
Belferxxxie tysiące uczniów co roku ma maturę z polskiego. Prawie wszyscy ten polski zdają.
Przecież oni piszą w większości z lektur, których nigdy nie czytali. Mają groźbę wyzerowania za kardynała. I nie robią tego kardynała. Omijają teren grząski. Nie piszą nic wyrafinowanego, ale potrafią ominąć kardynała, nawet bardzo słabi uczniowie.
A tu jednak był kardynał.
2. Jeżeli fachowcy uważają, że to takie szkodliwe – podać ocenę wcześniej rodzicowi niż uczniowi – to nadal wpisanie zajmuje tyle samo czasu czy dziś to się zrobi od razu po sprawdzeniu, czy jutro. Na okienku lub wieczorem z domu. Te sprawdziany przecież cały czas mają, uczniowie sobie ich nie zabierają po obejrzeniu. Co do frekwencji – mnóstwo rodziców ma w swoim tel. aktualną lokalizację dziecka. I widzą czy dziecko jest w szkole, kiedy z niej wychodzi. Wracając do dawnych, lepszych czasów, mój mąż w SP jak na przerwie zaczynał jakąś grę w piłkę to grał do końca … meczu, a nie przerwy. I miał uwagi, że nie przyszedł na lekcję, bo grał w piłkę – też do podpisania tego samego dnia.
Luz od uwag i bieżącej kontroli był dopiero w liceum. Nie było dzienniczków.
3. Poza tym dzienniki elektroniczne nadal są. Nauczyciele nie chcą ich likwidacji i wpisywania ocen jak dawniej do papierowego dzienniczka.
I nie możemy wmawiać rodzicom jak mają z nich korzystać. Ja w SP sprawdzałam ciągle, ocen i wpisów było tyle, że miałam świadomość, że żadne normalne dziecko płci męskiej (dorosły facet również) nie może tego samo ogarnąć, chyba, że jest pedantyczne jak ( i tu bym dała niedyplomatyczne określenia dwóch typów męskich, ale niemęskich). W terminarzu były wpisy czerwone, zielone i żółte, każdego dnia pełno. Nie zastepstwa, tylko terminy sprawdzianów, kartkówek, oddania czegoś, zrobienia, przyniesienia, albumów, makiet, prezentacji.
W LO tak bardzo było mało ocen i wpisów w terminarzu, na szczęście, że zapomniałam o dzienniku, haśle.
I to była moja decyzja. Nie potrzebowałam do niej żadnych „fachowców”. Fachowiec, który chciałby mi narzucić co kiedy mam sprawdzać u własnego dziecka – nie jest dla mnie żadnym fachowcem, nie zna mnie, mojego dziecka, męża. A co do teorii pedagogicznych to mi do życia są niepotrzebne, nie cenię.
Ale dlaczego mój stosunek do dziennika miałabym komukolwiek narzucać. Są rodzice, którzy mają troje dzieci. W 3 różnych szkołach. W jednej Librus, w drugiej Vulcan. Do tego dzieci nie są bezproblemowe. Mają np.orzeczenie, opinie, nie są może super zdolne, mają w szkole z czymś problemy, jeden z tym, drugi z tamtym itp.
I taki rodzic może potrzebować tej aplikacji z powiadomieniami. Żeby nie wchodzić ciągle i nie sprawdzać. Czy dziecko coś odwaliło, czy znowu słabo napisało matematykę, czy trzeba przynieść kasztanki. Troje dzieci do sprawdzania. I jak dziecko jest problemowe, to rodzic bardziej się stara nadrobić chociaż tymi kasztankami, żeby pani nie była zła na dziecko.
I do głowy by mi nie przyszło narzucać takiemu rodzicowi co jest dla niego lepsze. Bo mam trochę wyobraźni. Nie przekładam swojej sytuacji na sytuację rodziców.
A „fachowcom” radziłabym skupić się na tym co w dziennikach wyczyniają szkoły. Ile tam rodzice mają bzdetów ponawypisywanych w podstawówkach. A nie tym kiedy rodzic ma prawo to przeczytać. Nic „fachowcom” do tego.
@Róża
No manifest godny Mamy Leosia … 😉
@Róża
A tu tak nielubiany przez ciebie prof. Śliwerski – przeczytaj – MOŻE zrozumiesz, a przydałoby się … 😉
https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2026/09/polityka-oswiatowa-oparta-na-dowodach.html
@Róża
Obserwacja szkoły w czasie RZECZYWISTYM to jest pewien LUKSUS, za który trzeba było zapłacić, i na dodatek szkodliwy najczęściej dla ucznia.
W sporze o dostęp rodziców do ocen etc. 18 letnich uczniów których oni UTRZYMUJĄ, chodziło o DOSTĘP, nie o dostęp w czasie RZECZYWISTYM. Więc nie mieszaj (celowo!) zupełnie innych wątków … 😉
@belferxxx
Proszę bardzo logicznie wytłumaczyć mi różnicę, różnicę przecież jakąś przecież kolosalną zdaniem „fachowców”
– rodzic ma wykupione powiadomienia – nauczyciel o godz. 18 sprawdza klasówkę i wstawia ocenę, przychodzi powiadomienie, rodzic sprawdza, dziecko swoją klasówkę zobaczy dopiero jutro (jak rozumiem w tym miejscu jest ta straszna szkoda pedagogiczna czyli rodzic zobaczył zanim dziecko obejrzało itp.)
– rodzic nie ma powiadomień – o godz.18 nauczyciel sprawdził klasówkę i wstawił ocenę. Ocena już jest w dzienniku, uczeń klasówki nie widział. Rodzic o 18 również nie zna oceny.
I co się wtedy Pana zdaniem dzieje? Co się dzieje zdaniem Pana „fachowców” i „autorytetów” ?
Jest jakaś kolosalna różnica prawda?
(W tym miejscu proszę wstawić jakieś przekleństwo w moim imieniu) NIE MA ŻADNEJ RÓŻNICY!
Rodzic nie zobaczy tej oceny o 18, bo nie otrzyma powiadomienia.
Ale proszę poinformować swoje autorytety, że zobaczy ją o 21.15 albo 23.38 albo o 6.30 rano.
NADAL PRZED DZIECKIEM. Zanim dziecko zobaczy klasówkę.
A wie Pan dlaczego?
Bo większość rodziców i tak wejdzie w tego librusa, vulcana.
„Autorytety” zgadną dlaczego?
Bo są tam wpisywane nie tylko oceny, również odwołane lekcje, rodzic sprawdza czy pierwsza lekcja nie jest odwołana!!!!
Czy „autorytety” nie wiedzą, że jak nauczyciela nie ma z jakiegoś powodu, to nie wtyka się „opieki” na pierwszej lekcji, tylko ją odwołuje?
Wpisywane są również zastępstwa.
A to oznacza, że jeśli zamiast polskiego jest matematyka, to dziecko ma wziąć zeszyt, książkę od matematyki.
Co na to Pana „fachowcy” i „autorytety”?
Jaką Pan widzi różnicę między zobaczeniem oceny w czasie rzeczywistym, a zobaczeniem 2 godz. i 16 minut później?
@belferxxx
Fachowiec to nie jest mało logiczna maruda.
Jeżeli uważa, że najpierw dziecko powinno zobaczyć sprawdzian, potem samo porozmawiać o nim z rodzicami to
no niech Pan zgadnie
– powinien oczekiwać rozwiązań polegających na tym, że ocen nie wstawia się do dziennika w momencie sprawdzenia, tylko po określonym czasie, niezbędnym do tego, żeby mogło się odbyć to co powinno się odbyć czyli to obejrzenie przez dziecko, czas na rozmowę dziecka z rodzicem.
A nie oczekiwać niewprowadzania dziennika państwowego. To już rozminęło się z logiką dokładnie w tym samym stopniu jak wypowiedź pani z nagrania, że nie chce mieć danych w chmurze.
Ja to zreferowałam mężowi o co chodzi z dziennikiem, bo coś mnie dopytał. Wszystkie wątki zreferowałam. Skomentował jednym słowem „gangrena”. Oczywiście nie domyśli się Pan co miał na myśli.
@Róża
To jeszcze raz porozmawiaj z mężem. Niech ci wytłumaczy, że KAŻDE rozwiązanie wymaga określonych ZASOBÓW – jedne większych drugie mniejszych. Często ten ZASÓB nazywa się CZAS, ale nie tylko. Dlatego hasło partii RAZEM, którego zapewne twój mąż nie kocha specjalnie „Mieszkanie PRAWEM, nie TOWAREM” jest utopijne bo do tego trzeba po prostu MIESZKAŃ. A jakby były, to dalej jest kolejny problem jak LUKSUSOWE mają być … 😉 Na twoje wszystkie postulaty można odpowiedzieć reklamą pewnej sieci komórkowej, której już nie ma „Tak, to tylko w Erze!” … 😉
@belferxxx
Dla mojego męża nie ma różnicy między partią Razem a referowaną sprawą.