Wege obowiązkowe?
Ministerstwo Zdrowia podjęło decyzję, że raz w tygodniu dzieci będą jadły w szkolnej stołówce obiad wyłącznie roślinny. Będą więc oswajane z posiłkami wege. Dla wielu to całkowita nowość.
Wiadomość o posiłkach roślinnych przyszła do szkół za późno, dlatego w pierwszym tygodniu stołówki nie były przygotowane na dostosowanie się do nowego prawa. Zawsze bowiem podawano dzieciom mięso na obiad. Na szczęście pierwszy tydzień szkoły jest niepełny, w poniedziałek bowiem wciąż były wakacje. Można więc się wytłumaczyć, że wegetariański miał być ten właśnie dzień. Poza tym rozporządzenie MZ nie jest jasne, wciąż więc trwają dyskusje, czy chodzi o przymus jedzenia wegetariańskiego, czy o wybór (rozporządzenie MZ tutaj). Czekamy na oficjalną interpretację.
W liceum sporo nastolatków nie je mięsa. Wciąż jednak jest sporo uczniów i uczennic, którzy nigdy nie próbowali posiłku wegetariańskiego. W podstawówce nie mieli okazji. Na wycieczce często podbierają jedzenie bezmięsne swoim kolegom lub koleżankom i dziwią się, że kuchnia wege jest taka dobra. Myśleli, że bez mięsa nie da się zrobić smacznego obiadu.
Decyzja MZ, choć dla wielu osób kontrowersyjna (nakłada na stołówki obowiązek serwowania potraw bezmięsnych bez względu na zainteresowanie), służy dzieciom. Niech się uczą, że kuchnia wege jest zdrowa i smaczna (więcej o nowych zasadach żywienia tutaj).
Komentarze
No, jednak najważniejsza jest moim zdaniem ta zmiana: „preferowanie wody jako podstawowego napoju podawanego dzieciom i młodzieży”. To rewolucja cywilizacyjna.
I nad czym tu się rozwodzić?!
– Co byś nie zjadł i tak gówno z tego.
@belferxxx
Ostatnio napisał Pan – odnośnie akcji planowanych przez ZNP – że lepsza byłaby „belferska grypa”.
I co takiego by się stało?
Szkoła to nie jest Policja czy SOR.
Działa ok. pół roku. Nie w trybie ciągłym, cały rok, noc i dzień.
Jeżeli rodzice muszą zorganizować opiekę w wakacje, ferie zimowe, świąteczne w te dni, w których pracują, w czasie egzaminów itp., zorganizowali również w czasie strajku w 2019
– to jaka to dla nich różnica?
Przy „grypie” Policji nikt nie przyjedzie do wypadku, przestępstwa, imprez masowych. Przy „grypie” całego szpitala od razu rośnie śmiertelność.
A „grypa” szkolna to tylko odpowiednik dodatkowych ferii. Tak samo uciążliwy dla rodziców najmłodszych dzieci (i tylko najmłodszych) jak każdy dzień wolny od szkoły, który nie jest ich dniem wolnym od pracy. NICZYM się nie różni od 28 grudnia.
@Róża
Dla wielu ludzi edukacja nie jest ważna, ale niezakłócone funkcjonowanie PRZECHOWALNI na DZIECI choćby w SP już tak. Bo jak nauczycieli nie ma i lekcji, to trzeba się zwalniać z roboty żeby pociech pilnować … 😉
@Róża
Ach, jak tak można! Zamiast naokoło, półsłówkiem, w dwunastu rundach, to wali Pani prosto z mostu i delikwent leży na deskach!
@belferxxx
Belferxxxie ominął Pan taktycznie logikę „fachowca”, że dziennik w czasie rzeczywistym jest bardzo szkodliwy, bo rodzic z wykupioną aplikacją ma dostęp do ocen i frekwencji w czasie rzeczywistym czyli widzi ocenę przed pokazaniem sprawdzianu dziecku. I to ma uzasadniać brak dostępu do dziennika w czasie rzeczywistym, gdy w praktyce każdy rodzic I TAK WIDZI ocenę przed pokazaniem przez nauczyciela sprawdzianu dziecku, bo wieczorem musi sprawdzić dziennik czy nie ma odwołanych lekcji i zastępstw. A więc widzi ją kilkadziesiąt minut lub kilka godzin później niż z aplikacją.
No i te dawne papierowe dzienniczki, w których wszystko musiało być podpisane NA BIEŻĄCO przez rodzica. Też zbrodnia pedagogiczna wg „fachowca”?
Biedne dzieci, całe lata ofiarami pedagogicznych błędów i wypaczeń? Mam w domu dowody tych błędów, wypaczeń pedagogicznych, szkodliwych działań, najprawdziwsze dzienniczki z podpisem nauczyciela i rodzica pod każdą oceną i uwagą.
Że Pan się nabiera na takie dyrdymały…
@Róża
A to, poza uczniami klas I-III SP, nie UCZNIOWIE sprawdzają te zastępstwa, odwołane lekcje itd. Nauczyciele sprawdzają prace i wpisują oceny z nich o różnych godzinach – np. o północy albo o 6-7 rano, zwłaszcza jak idą do szkoły np. na 10 … 😉
A widzenie dokumentacji szkoły w czasie rzeczywistym, to pewien LUSKSUS, za który się w innych dziedzinach płaci. Np. rezonans prywatnie jest błyskawicznie, a na NFZ trzeba czekać…. 😉 Więc jak już ktoś chce mieć ten szkodliwy dla jego pociechy luksus, to niech płaci. BTW ten Librus na aplikację to MILIONY SMS – ciekawe, kto ZA NIE zapłaci w państwowym dzienniku … 😉
@Róża
W papierowych dzienniczkach (jak chodziłem do szkoły ponad pół wieku temu to już ich nie było albo kończył żywot albo tabelki pojawiały się na końcu zeszytów przedmiotowych!) podpis rodzica miał się pojawić na kolejnej lekcji czyli po paru dniach. Na dodatek UCZEŃ o tym wpisie wiedział PIERWSZY … 😉
https://pbs.twimg.com/media/HRhZHnaX0AASJpg.jpg
@belferxxx
Jak mogło ich nie być, jeżeli ja i mąż je mieliśmy, a jesteśmy młodsi od Pana? Mieliśmy je tak bardzo, że do dziś mam dzienniczki męża. Może w Bułgarii nie było, bo tam Pan się chyba trochę uczył.
I na jakiej kolejnej lekcji po kilku dniach?
Matematyka była codziennie. Polski to samo.
Czy sprawdzają wpisy w dziennikach rodzice, a nie dzieci? Jasne, że rodzice. Dzieci też, ale rodzice bardziej. Normalnie mnie Pan rozgrzewa, a ja mam krótki loncik.
Zatem już kiedyś Panu to pisałam – moje dziecko miało np. kilkanaście ocen nie tylko z matematyki, ale też np. z plastyki. Tam były oceny ciągle. A Pan myśli, że te oceny to z czego się brały, każda ocena to kartkówka albo jakaś praca. Czyli wpis w terminarzu co umieć, zrobić, co przynieść. Które normalne dziecko płci męskiej, normalny zdrowy chłopak będzie pilnował kilku wpisów dziennie w dzienniku.
Moje dziecko miało na bieżącą w głowie przeliczaną średnią ważoną. W głowie. A resztę czyli te pierdyliard przeróżnych wpisów wie Pan gdzie miało? A no nie w głowie…
Pan jest bardziej jak dziecko niż moje dziecko.
Pan tak łyka te argumenty, śmieszne i niedorzeczne.
Już kiedyś Panu opisywałam przykładowo co trzeba przynieść do wykonania pracy z techniki.
Wypiszę jeszcze raz – kl. 5 , ekologiczny stworek (nazwa pracy)
– butelka po żelu
– 2 zakrętki z klapką
– 2 małe zakrętki np. po paście do zębów
– miękkie tworzywa sztuczne do zabezpieczenia produktów
– klej
– nożyczki
I mój ulubiony punkt
– 2 zawieszki od skarpetek.
Czy ma Pan w domu zawieszki od skarpetek?
Czy wie Pan czy coś takiego może się znajdować w Pana domu czy musiałby Pan spytać dorosłą osobę płci przeciwnej?
A może wie Pan skąd się bierze i jak wyglądają zawieszki do skarpetek?
A moje dziecko płci męskiej miało to wiedzieć w wieku lat 10?
Bo jak wysłałam męża do sklepu, żeby te wszystkie śmieci z listy kupił, to przy zawieszkach doszło między nami do telefonicznej niecenzuralnej wymiany słów brzydkich. Był pewien, że jaja sobie z niego robię.
Kilkanaście ocen z przedmiotu oznacza ogromną liczbę testów, sprawdzianów, kartkówek, prac tzw. projektów czyli z odroczonym terminem wykonania.
Jeżeli Wy myślicie, że normalny chłopak będzie to pamiętał i umiał rozłożyć w czasie – kiedy czego się uczyć, robić, żeby było równomiernie to powtórzę ponownie – nie ma nic głupszego niż pedagogika, najbardziej nieefektywnie wydawane pieniądze.
Mój mąż ogarniający rzeczywistość w stopniu bardzo zaawansowanym wpisów w dzienniku nigdy nie był w stanie. Musiałabym być naprawdę bardzo głupia, gdybym wierzyła, że chłopak 10,11,12 letni ogarnie i rozplanuje w czasie wykonanie tylu wpisów. Nigdy nie zrobili przecież tego nauczyciele, nigdy nie uzgadniali ile wrzuca się dziecku w jednym tygodniu ze wszystkiego.
A teraz skoro odpalił mi Pan loncik to specjalnie dla Pana
– w SP Pana największego fachowca w kl. 4-6 nie ma ocen poza przedmiotami egzaminacyjnymi, sam to podawał kiedyś.
Czy Pan rozumie co napisałam?
Nie ma ocen.
A więc nic się nie stanie, jeżeli dziecko nie pamięta wszystkiego. NIC. Bo nie boi się złej oceny.
I Pan to porównuje z dzieckiem, które ma w szkole kilkanaście ocen w półroczu nawet z plastyki???
W tym miejscu proponuję, żeby wjechała na koniu wyobraźnia, inteligencja emocjonalna, trzeźwość umysłu i krytyczny stosunek do „fachowców”.
A teraz mam dla Pana ciekawostkę.
Porównałam sobie wyniki najtańszego SLO i u Pana fachowca.
Najtańsze SLO (3 SLO) w Warszawie z podstaw
– pol. 72,9
– ang. 94,3
– mat. 65,2
– ang. rozsz. 87,4
U Pana kolegi
– pol. 60,8
– ang. 91,6
– mat. 72
– ang. rozsz. 74,6.
Reszty rozszerzeń nie da się porównać, brak danych, chociaż mignęło mi jak Pana kolega zestawiał wyniki poszczególnych rozszerzeń z … no nie uwierzy Pan z czym – logicznie by pewnie było np. z wynikami warszawskimi, wynikami warszawskich szkół społecznych – ale nie, po prostu ze średnią krajową, do której wchodzą najsłabsze publiczne, darmowe szkoły w Koziej Wólce.
A teraz specjalnie dla Pana – czesne w tym najtańszym SLO to 800 zł. Bardzo przyzwoite, bo tyle każde dziecko ma co miesiąc od państwa.
A u Pana kolegi czesne – no jak Pan myśli – gdzie jest wyższe czesne – u kolegi czy w 2 SLO Jasienicy (LO z tak luksusowymi wynikami jak w Pana szkole) w oddziałach polskich? Specjalnie dla Pana w prezencie ode mnie – różnica w wynikach z Pana przedmiotu w Jasienicy i u Pana kolegi – 54 punkty procentowe. Czesne w Jasienicy niższe.
Także tak. Nie wszystkie argumenty należy ślepo przyjmować.
@PR
@belferxxx
https://wyborcza.biz/biznes/7,177150,33005732,rodzice-oddaja-dane-swoich-dzieci-zagranicznym-firmom-tworca.html?
„Obie firmy (vulcan i librus) w ramach umowy udostępniają szkole i rodzicom interfejsy objęte umową. Tutaj warunki umowy są też w 100% przestrzegane.
Ale gdy rodzic chce pobrać aplikację, to jest przekierowywany do innego, równoległego systemu.
Librus ma Synergię, a Vulcan EduVulcan. Rodzic zakłada tam konto i zgadza się na regulamin serwisu. Oczywiście nikt tych regulaminów nie czyta, a znajduje się tam informacja, że z jego alceptacją rodzic zgadza się na przekazanie danych firmie, które są potem udostępniane innym firmom i agencjom marketingowym”
„Co to znaczy, że Vulcan i Librus zrobiły duże kampanie lobbingowe?
– Były artykuły w prasie, petycje, wystąpienia, mocno i skutecznie wykorzystali też związki zawodowe. Nie wiem czy bezpośrednio udało im się dotrzeć do prezydenta, ale nawet jeśli nie, to najwidoczniej nie było to potrzebne.”
@Róża
W moim LO w stolicy dzienniczków nie było – NIEKTÓRZY nauczyciele kazali robić na końcu zeszytu tabelki gdzie wpisywali oceny i uwagi oraz kazali przynieść podpisane. W Bułgarii akurat dzienniczki były, starannie nadzorowane przez wychowawcę i raz na tydzień – w soboty – uzupełniane i podpisywane przez niego – przy okazji sprawdzał podpisy z poprzedniej soboty. BTW Nawet polski i matematyka nie są CODZIENNIE … 😉
@belferxxx
Ale my rozmawiamy niezmiennie o dzienniczkach w SP. I w SP polski i matematyka były codziennie.
Co do LO, to był luz, w moich czasach większy niż w Pana, bo mi przypadły najbardziej nowoczesne czasy w polskiej szkole, potem nastąpiło cofnięcie. I zaznaczyłam to wcześniej, że w LO był luz i brak dzienniczków.
Dlatego ja, widzi Pan, nie skreśliłam metody dawnych pedagogów, tych, którzy codziennie w SP kazali podpisywać rodzicom co się dostało. I sprawdzałam dziennik. A w LO, zgodnie z dawną tradycją, dałam dziecku luz. Wprawdzie dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że nie pamiętam hasła, więc był to luz wynikający bardziej ze stanu faktycznego niż jakiejś szczególnie przemyślanej decyzji.
No ale sam Pan widzi, że w przeciwieństwie do pana fachowca, ja nie podważam dawnej myśli pedagogicznej – w SP bieżące sprawdzanie dzienniczka, w LO brak.