Tylko Tusk nie milczał

Przez pierwsze dni po upublicznieniu „narodowej strategii bezpieczeństwa” Białego Domu Trumpa tylko szef polskiego rządu zareagował na ten dokument, inni liderzy Unii Europejskiej i sama Ursula von der Leyen milczeli. Powstało fatalne wrażenie, że Tusk wyrwał się przed szereg, a Unia nie wie, co odpowiedzieć administracji Trumpa.

Wpis premiera Polski na platformie X zrobił furorę: prawie 30 mln wyświetleń i mnóstwo komentarzy. Tusk po prostu zrobił to, co było jego obowiązkiem jako premiera jednego z czołówki państw członkowskich UE: zamiast robić unik w obliczu ataku na UE w dokumencie, zwrócił się do Amerykanów. „Europa jest waszym najbliższym sojusznikiem, a nie problemem. I mamy wspólnych wrogów. Musimy się tego trzymać, to jedyna rozsądna strategia naszego wspólnego bezpieczeństwa”. Nic więcej nie trzeba mówić, ale czy Biały Dom Trumpa to usłyszy?

Nie usłyszy. Strategię opracowali twardogłowi, skrajnie prawicowi doradcy i współpracownicy Trumpa pokroju kręgu Ordo Iuris. Dla nich Europa unijna jest nie tylko problemem, ale po prostu rywalem, którego trzeba albo skolonizować, albo zlikwidować. Otwartym tekstem powiedział to za nich Elon Musk, który może i wypadł z łask Trumpa, ale ze względu na swoje biliony może dalej bezkarnie hasać na międzynarodowej niwie politycznej, wtrącając się np. w politykę niemiecką.

To Musk napisał na swojej platformie, że Unię Europejską trzeba zlikwidować. „Dokładnie tak”, potwierdził putinowski zagończyk Dmitrij Miedwiediew, który w trakcie wojny z Ukrainą straszył użyciem broni atomowej.

Jak miałaby wyglądać ta likwidacja? Bardzo prosto. Rolę likwidatorów ma odegrać skrajna i populistyczna prawica w UE. Antydemokratyczna, antyliberalna, w znacznej części prorosyjska i antyukraińska. Antysemicka i antymigrancka, ostentacyjnie prochrześcijańska. Ma wygrywać demokratyczne wybory wspierana przez jankeskich trumpistów politycznie i finansowo. Poligonem będą wybory na Węgrzech, w Polsce, w Niemczech. A po dojściu do władzy mają ogłaszać „exity” z UE.

Na naszych oczach Ameryka Trumpa dobija targu politycznego i biznesowego z Rosją Putina ponad głowami i kosztem liberalno-demokratycznej Europy i walczącej z rosyjską nawałą Ukrainy. Nie trzeba chyba szczegółowo tłumaczyć, co to oznacza dla nas i świata: apokaliptyczną zmianę paradygmatu. Tak, premierze Tusku, coś „się chyba zmieniło”. 80 lat sojuszu Ameryki z wolną Europą poszło się bujać. Przed nami „ciemność, w której demokracja umiera”.

Z Polską dokument obchodzi się ostrożnie, bo widzi w niej protrumpistowski potencjał, jak w Węgrzech Orbána. Słusznie, bo PiS z Nawrockim nie kryją fascynacji i nadziei związanej z Trumpem jako orędownikiem takiej wolności i suwerenności, o jakiej marzą, czyli wyłącznie pod ich zarządem. Polska Tuska to dla nich czyste zło. Trump stawia na Polskę Nawrockiego i tylko na nią. Polskę Tuska pomoże zlikwidować.

Na razie jednak rząd Tuska funkcjonuje, w sondażach jego partia prowadzi. Podobnie jak opozycja na Węgrzech, a w samych Stanach entuzjazm Trumpem słabnie, choć niekoniecznie trumpizmem. Przywódcy Wielkiej Brytanii, Francji – dwu europejskich potęg atomowych – i Niemiec potwierdzili w Londynie, że nadal stoją po stronie Ukrainy. Czekamy na stanowisko NATO, Komisji i Rady Europejskiej i parlamentu UE.

Główne opiniotwórcze dzienniki europejskie już stanowisko zajęły: Europa ma problem z Ameryką Trumpa. Jest źle, ale nie beznadziejnie. Powstaje szansa na głęboką rewizję strategii europejskiej, przepracowanie kompleksu niższości względem Ameryki, acz bez zrywania z nią egzystencjalnej więzi. Na Trumpie Ameryka się nie kończy. Dłużej klasztora niż przeora.

Reklama