Nie bądźmy frajerami

Świat żyje atakiem na reżim ajatollahów i jego konsekwencjami. Konsekwencje poczujemy i my, głównie płacąc za benzynę i odkładając wakacyjne plany w krajach nad Zatoką Perską. To pestka w porównaniu z sytuacją w Ukrainie. Rosja ostrzeliwuje naszego sąsiada pociskami i dronami produkcji irańskiej. Atak Ameryki i Izraela zakłóci dostawy do Rosji. To jest dobra wiadomość dla Ukrainy. Zła jest taka, że ceny ropy naftowej pójdą w górę, więc Rosja na ataku zarobi, eksportując swoje kopaliny. Większe przychody pozwolą Rosji kontynuować agresję na Ukrainę.

Atak na Iran możemy tylko obserwować. Inaczej niż z Ukrainą nie mamy żadnego wpływu na bieg wydarzeń, chyba że z Iranu ruszy fala uchodźców w kierunku naszej części Europy. Mamy w Polsce diasporę irańską, która zamanifestowała poparcie dla ataku na reżim w Teheranie. Jeśli fala uchodźców dotarłaby do Polski, nasze władze musiałyby podjąć decyzję, czy ich wpuścić do kraju, tak jak podjęły decyzję o udzieleniu schronienia uchodźcom z napadniętej Ukrainy. Gdyby reżim ajatollahów upadł, będziemy musieli zdecydować, czy uznajemy nowe władze. Na razie to tylko spekulacje, ale żyjemy w świecie globalnym, w którym nic nie jest do końca przewidywalne.

Dziś naszym wyzwaniem jest bardziej spór o miejsce Polski w tym oszalałym świecie. Minister Sikorski ostrzegł, byśmy nie byli frajerami, czyli szanowali nasze sojusze i głównych partnerów, ale szykowali się zarazem do obrony państwa i naszych interesów o własnych siłach. Frajerstwem bowiem byłoby ignorowanie możliwości, że nasze interesy narodowe nie będą priorytetem dla Amerykanów.

Już teraz widać, że Amerykanie z obozu Trumpa krzywo patrzą na unijny program SAFE, który nasz rząd, obecna większość parlamentarna i generalicja uważają za niezbędny dla bezpieczeństwa Polski. Mimo to siły prawicowe odrzucają ten program i namawiają p. Nawrockiego, by się przyłączył do tego frontu odmowy wszelkiej racjonalności w polityce państwowej. Obóz Trumpa dziś chwali Polskę, a ściśle jej wydatki na wojsko, bo przecież nie za prounijny rząd Tuska.

W kwestii Unii i Ukrainy drogi tego rządu i obecnej administracji amerykańskiej się rozchodzą. Nie powinniśmy stawiać wszystkiego na Trumpa, bo jego łaska na pstrym koniu jedzie. Los Ukrainy ma dla nas większe znaczenie niż los Iranu. Dla ekipy Trumpa jest na odwrót. Nie bądźmy frajerami.

Reklama