A więc Czarnek, czyli kiedy partie tracą duszę
Ale tym razem zaskoczenie jest inne: nominacja Czarnka to dowód, że talia Kaczyńskiego była krótka. Zdecydował się na powrót do przeszłości, co z kolei dowodzi, że PiS jest zagrożony egzystencjalnie. Bo Czarnek to policzek dla Morawieckiego. Kaczyński chce leczyć dżumę cholerą.
A przecież walki frakcyjne zaczynają się zwykle, kiedy partia polityczna traci swą duszę. Czyli tożsamość i spójny przekaz do własnego elektoratu. I tu jest sedno sprawy. Najnowszy przykład partii, które tracą duszę, a wskutek tego popadają w konflikty wewnętrzne zapowiadające rozłam i upadek, to PiS „maślarzy” i „harcerzy” oraz naturalnie sklecone naprędce ugrupowanie Hołowni. Rola liderów w tym agonalnym procesie jest szczególnie diagnostyczna.
Gdy Kaczyński publicznie zakazuje wynoszenia partyjnych brudów, w tym przypadku próby defenestracji Morawieckiego, nie może liczyć, że go w PiS posłuchają, bo konflikt zaszedł za daleko, a Kaczyński interweniował za późno. Tak samo z Hołownią: gdy założyciel dezerteruje, zamiast zaciągnąć cugle, jest po wszystkim. Etap rozpadu poprzedza zejście ze sceny raz na zawsze. Elektorat widzi, że „dusza z ciała uleciała” i zaczyna się rozglądać na boki w poszukiwaniu czegoś innego.
Było dużo spekulacji, kogo Kaczyński wystawi na premiera po wyborach w przyszłym roku. Takie przymiarki media i komentariat lubią, lecz kończą się zwykle jak spekulacje przed konklawe. Nie przewidziano ani Franciszka, ani Leona. Nie przewidziano, że Kaczyński postawi na przeszłość, czyli na Czarnka.
Kalkulacja była niby sprytna: profesor prawa z KUL z niewyparzoną gębą, wróg „lewactwa” w Polsce i Brukseli. Ale to wygląda na rozpaczliwy ruch w celu zatrzymania odpływu pisowskiego elektoratu do skrajnej prawicy. Ruch wymuszony lękiem przed rozłamem w partii. Tyle że to mało obchodzi elektorat, który widzi, słyszy i wyczuwa, że PiS traci duszę.
Komentarze
Z duszą czy bez należało to tałatajstwo dawno zdelegalizować
Była premierem Beata Szydło. Był Mateusz Morawiecki. Prezydentem został Andrzej Duda, a po nim Karol Nawrocki.
To byli kandydaci wskazani przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Teraz prezes postawił na Przemysława Czarnka. Ekspert mówi, że kandydat ma zdolności przywódcze, jednoczy gremia partyjne i ma poparcie dołów, co liczy się szczególnie w wyborczej walce.
Ja wprawdzie nie rozumiem doktryny politycznej Jarosława Kaczyńskiego, ale zdolność wyboru kandydatów na czołowe stanowiska w państwie jest zadziwiająca
Niestety to się może udać. Lud pisowski otrząśnie się z marazmu i nagle uwierzy w „profesora z Lublina”, który swoją butą, arogancja i brutalnością zauroczy wyborów, tak jak w przypadku Nawrockiego. Ale, wbrew pozorom, Czarnek nie ma tworzyć tandemu z Batyrem. Jako lustrzane odbicie ma tworzyć przeciwwagę dla lokatora Belwederu, gdyby ten próbował się usamodzielnić.
Profesor Czarnek !!!!!!
Gdyby nie oczywista tragifarsa tej postaci, powiedziałbym że wybór J. Kaczyńskiego mieści się w kanonie męskiego świata Jarosława; Wysoki,Dobrze Zbudowany , Być może Przystojny / co prawda, nie taki zakapior jak Pan Prezydent/ ale głos umie dać. Już dzisiaj chciałbym aby Pan Profesor dobrał sobie do wspólpracy p. Suskiego, Kowalskiego , Mateckiego, Mejzę , że wymienię tych najbardziej kompetentnych i zdolnych polityków tej niezmiernie zasłużonej dla rozwoju demokracji i naszej pozycji w świecie Partii .
Miłego Dnia
Zdzisław Prętki
Luap: Jagoda:Najwiekrzym wrogiem demokracji sa , tacy jak ty . lewicowi fanatycy.
” Rola liderów w tym agonalnym procesie jest szczególnie diagnostyczna. ”
Zgadza się.
Czarnek…ostatnia zemsta Kaczyńskiego.
Kaczynski oddaje centrowych wyborcow!? A Czarnek atakuje PSL!?
Czy aby napewno? Moze chce tylko uspic i zmylic demokratycznych politykow i na 3 miesiace przed wyborami zamienic Czarnka na „mlodego i obiecujacego” kandydata, ktory zakreci w glowach centrowym ale niedoswiadczonym wyborcom o krotkiej pamieci?
Tak na wszelki wypadek, demokratyczni politycy powinni caly czas wspierac rozpad PiS (najlepiej zakulisowo). I to az do skutku 🙂
Nastają ponure mroki średniowiecza. Najpierw D.Trump-gbur, narcyz nieznośny, bezczelny satrapa z jego otoczeniem o osobowości szczekających kundelków, teraz Czarnek, klasyczny facet o mentalności osobnika spod budki z piwem, jego tytuł profesorski jest zniewagą dla prawdziwych profesorów, na południu mamy Orbana,na wschodzie Putina i Łukaszenkę. Sodoma i Gomora
Pani Jagoda,
Napisałem ci coś pod poprzednim. Zrobiłem doprawdy wysiłek. Jeżeli przeszło …. 🙂
Zgrozą powiało…
Podlaski matecznik z utęsknieniem oczekiwał pana godnego w sobie – groźnego, ale sprawidliwego i oto jest pisowska reinkarnacja Edwarda Gierka.
Zdejmie z nas unijne jarzmo niczym Gierek dostawy obowiązkowe, da tanie kredyty , obkupimy się, przyjdzie inflacja miastowe będą zdychać , a my kredyty spłacjmy jajkami.
Po co czekać do wyborów, wybory i tak skrecimy, jest premier, jest kasa upchana w walizkach – jest dobrze , a będzie jeszcze lepiej.
Krótki Komentarz Naukowy
Pan profesor Czarnek, pan profesor Gliński, pani profesor Pawłowicz, to racjonalne umysły które za pomocą Heglowskiej dialektyki i Kantowskiego krytycyzmu teoriopoznawczego opisują i zmieniają świat.
Ich metoda badawcza skupiła sie na doskonaleniu polityki. Politykę Polską – jako rzecz samą w sobie wynieśli na wyżyny niedostępne upadłym demokracjom zachodu. Fala niesprawiedliwej krytyki jest przejawem zazdrości zachodnich elit. Wyborcze zwyciestwo udowodni wielkość i słuszność teorii naukowej genialnych polskich badaczy i umożliwi jej zastosowanie na całym świecie. Amen
Maszynista, kierownik pociągu i pasażer!
O nich w dzisiejszych debatach polityków.
Na tle wydarzeń wojennych to tylko rodzimy serial bez większego znaczenia. Na szczęście wielkie kłopoty jeszcze nas omijają i oby jak najdłużej
Mam przerażające uczucie déjà vu. O postaci Nawrockiego i o wyborze PISu takiego kandydata pisano, pomijając szczegóły, z grubsza to samo co teraz o Czarnku (patrz np. blog kol. Hartmana). I co? Jedyna nadzieja, że to namaszczenie delfina (a raczej orki) zostało wymuszone i nastąpiło zbyt wcześnie.
Kaczyński wybrał Czarnka, ponieważ uznał, że jest on najbardziej przekonujący dla wyborców, którzy odeszli do Brauna, co było główną przyczyną spadku notowań PiS.
Dlaczego odeszli? W 2015 PiS wygrał hasłami „brońmy węgla” i „nie chcemy migrantów”, później jednak Morawiecki podpisał w Brukseli tzw. zielony ład i sprowadzał masowo migrantów. Dopóki PiS miał władzę i media, udawało mu się to ukrywać. Gdy przegrał, prawda wyszła na jaw, również dzięki KO, która to mocno nagłośniła. Wyborcy PiS poczuli się oszukani i część odeszła do Brauna. Do Mentzena nie, bo on krytykuje rozdawnictwo, które dla nich jest świętością. Braun wprawdzie kiedyś deklarował poglądy ekonomiczne bliskie Korwinowi, ale nigdy nie było to głównym punktem jego programu, a teraz sprytnie unika tematu. Skupia się na atakowaniu UE.
Wobec powyższego Kaczyński zaczął spotykać się z Braunem w sprawie ewentualnej koalicji, ale wtedy amerykański ambasador wezwał go na dywanik i oświadczył, że jeśli będzie się zadawał z tym antysemitą, USA nie da już PiSowi pieniędzy. Kaczyński musi więc zrobić wszystko, żeby odbić Braunowi utracony elektorat. Stąd Czarnek.
Problemem jest jednak Morawiecki – dopóki będzie w PiS, ci wyborcy mogą Czarnkowi nie uwierzyć. Od pewnego czasu krążą jednak pogłoski, że Morawiecki chce założyć własną partię dla tych wyborców PiS – i być może nie tylko – którzy wolą bardziej stonowaną retorykę. To mogłoby być dla PiS dobre rozwiązanie, ponieważ Czarnek i Morawiecki prawdopodobnie uzyskaliby łącznie więcej niż PiS w 2023, a po wyborach (lub jeszcze przed na tzw. wspólnej liście) oczywiście by się połączyli.
Czekam więc na ruch Morawieckiego.
Na portalu X znalazłem taki wpis:
„Czarnek pobedzie tym kandydatem na premiera rok. A potem prezes sięgnie po młodego, wysokiego, z małego miasta a wy się znowu nabierzecie na wyprowadzenie kozy”
To też jest możliwe – Kaczyński wykorzysta Czarnka do osłabienia Brauna, a potem go wymieni na kogoś z „efektem świeżości”, nieobciążonego grzechami PiS sprzed 2023 roku.
BAJKA O RYJOGRODZIE i Świniopasie z Kulwy
PROLOG
czyli o królestwie, które samo podkopało swoje fundamenty
Dawno, choć nie aż tak dawno, istniało królestwo zwane Ryjogrodem.
Królestwo zwyczajne, pełne nadziei i pełne błota. Mieszkańcy wierzyli w jedną zasadę: „Każdy ryj nadaje się do rządzenia, byle był głośny.”
Wiedza? Odpowiedzialność? Służba wspólnocie? To były fanaberie.
Ważny był ryk, a raczej kwik.
Im donośniejszy, tym bardziej przekonujący.
W takich warunkach narodziła się epoka zwana Czasem Wielkiego Rycia, kiedy to każdy, kto potrafił krzyczeć, mógł zostać bohaterem, a każdy, kto próbował myśleć — stawał się podejrzany.
Wtedy też pojawiła się ona: Świnia Number One — nie najmądrzejsza, nie najuczciwsza, ale najgłośniejsza. A w Ryjogrodzie głośność była walutą, która przebijała wszystko.
Królestwo podzieliło się na dwie grupy:
• Ryje, które wierzyły, że chaos to wolność,
• Normalsi, którzy pamiętali, że państwo to coś więcej niż koryto.
Ale Normalsi byli cisi. A cisza w Ryjogrodzie była jak szept w burzy.
Tak zaczęła się historia królestwa, które samo podkopało swoje fundamenty.
CZĘŚĆ I
O świniopasie, który pomylił błoto z tronem
W Czasie Wielkiego Rycia do Ryjogrodu wkroczył Świniopas z Kulwy.
Nie znał prawa, historii ani sensu wspólnoty. Ale znał jedno: jak ryć i wyć.
Rył więc w dokumentach, rył w obyczajach, rył w cierpliwości obywateli.
A tłum Pisdowa – Księstwa Małopolskiego – klaskał i wył, bo rycie brzmiało jak „działanie”.
Wokół Świniopasa z Kulwy zebrała się ferajna ryjów z pogranicza normy spożycia po świniobiciu — osobników, którzy nigdy nie przeczytali niczego dłuższego niż napis na korycie, ale potrafili powtarzać hasła z zapałem godnym lepszej sprawy.
Jarali się partyjniactwem jak dzieci fajerwerkami, nieświadomi, że iskry lecą im prosto w oczy.
A nad tym wszystkim unosił się cień Świni Number One, która jednym chrząknięciem potrafiła rozpalić chaos, drugim wskazać wroga, trzecim wmówić stadu, że błoto to złoto.
Ryjogród staczał się coraz niżej, aż w końcu nawet Świniopas zaczął się potykać o własne bruzdy i odchody.
CZĘŚĆ II
O buncie Normalsów i przeszkodach większych niż błoto
W końcu nadeszła cisza. Cisza tak nienaturalna, że Ryjogród aż zadrżał. Bo cisza była językiem myślenia.
W ciszy tej pojawili się oni — Normalsi. Nie bohaterowie, nie mędrcy — zwykli kumaci mieszkańcy, którzy mieli dość wrzasku i chaosu.
Zaczęli szeptać. Szept przerodził się w rozmowę. Rozmowa — w działanie. Działanie — w bunt.
Normalsi zdobyli niewielką przewagę. Wystarczającą, by zatrzymać najgorsze. Niewystarczającą, by naprawić wszystko.
Na drodze stanęła Kancelaria Wielkiego Pachoła — instytucja osobliwa, wierna Wielkiemu Magowi i jego Wielkiej Furii.
Kancelaria potrafiła zamienić każdą dobrą decyzję w labirynt, a każdy plan w betonową ścianę.
A nad wszystkim unosiła się Furia — burza, którą Mag potrafił wywołać jednym gestem i rozkazem.
Normalsi zrozumieli, że ich walka dopiero się zaczyna.
CZĘŚĆ III
O odbudowie, która smakuje jak gorycz i ocet
Ryjogród po latach chaosu przypominał pole po nawałnicy: koleiny, bruzdy, porzucone obietnice, stare koryta zwane „reformami”.
Normalsi zaczęli sprzątać, ale błoto miało długą pamięć. Wystarczyło jedno potknięcie, a już pojawiały się głosy:
— „A widzicie? Mówiliśmy, że się nie da!”
Z zewnątrz nadciągały wichry, a wewnątrz działały siły autodestrukcji: wyznawcy bogów Prywaty, Korzyści Osobistej i Złodziejstwa Pcimskiego.
Kancelaria Wielkiego Pachoła trwała jak mur. Każdy dokument, który przez nią przechodził, wychodził bardziej zagmatwany niż wszedł.
Ryjogród żył w grotesce: tu ktoś budował most, tam ktoś go podkopywał; tu ktoś sadził drzewo, tam ktoś je wyrywał, bo „zasłania widok”.
Normalsi mieli wrażenie, że walczą z grawitacją głupoty.
A jednak — powoli, cicho, jak praca pszczół — królestwo zaczynało się zmieniać.
EPILOG
czyli o tym, że odbudowa trwa dłużej niż burza
Minęły lata, a Ryjogród wciąż był w połowie drogi: nie upadły, nie odrodzony, nie zgubiony, nie ocalony.
Normalsi pracowali, jak potrafili — czasem z zapałem, czasem z rezygnacją. Wiedzieli, że odbudowa to nie sprint, lecz maraton. Nie jedna kadencja, lecz pokolenia.
Kancelaria Wielkiego Pachoła nadal stała na wzgórzu, jakby wrosła w ziemię.
Nikt nie wiedział, czy Pachoł wciąż służy Magowi, czy tylko wspomnieniu jego Furii.
Ryjogród żył w grotesce codzienności, ale coś się zmieniło: nie był już królestwem beznadziejnym.
Bo choć burza niszczy w godzinę, to odbudowa zaczyna się od jednego gwoździa, jednej cegły, jednego człowieka, który mówi: „Spróbujmy jeszcze raz.”
I to właśnie było największym cudem Ryjogrodu.
Ale czas nie czeka. Lata mijają…
Wyznawcy zapowiadają swój powrót do rycia i wycia, i znowu sięgają do swego marnego zasobu funkcyjnych Ryjów. Stare Ryje odpadły w przedbiegach bo kapryśna Świnia Number One przestała lubić stare Ryje.
Nominowała primariusa – okrutnie tępego wieprza.
Szkodnik okazały… ryj niebezpieczny – już raz pokazał co potrafi… śmierdzi tyranią świń i wieprzy. Pusty łeb u wieprza w zderzeniu ze złożonością sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej, to dla Ryjogrodu wyrok – pewna katastrofa, a nawet niebyt.
Znany już z przeszłości Ryjogrodu… ale nauka u głupców poszła w las…
Nie traćmy jednak nadziei miłe Dzieci – nadzieja karmi lecz nie tuczy – czas tyranii świń szybko leci…
I na koniec końców krótki optymistyczny wierszyk:
Świniopas z Kulwy
Motto: „Im starsza świnia, tym głupszy ryj”
W politykę wdepnął pewien czerstwy świniopas,
co myślał mylnie, że spryt ma jak stary lisi as.
Lecz każdy jego ruch był jak głośny kwik wśród buraków —
zdradzał brak wiedzy, manier i rozumu wśród cwaniaków.
I wyszło, że bezwstydto jedyny jego zasób na trudny czas.
Szybko wywali go z posady z hukiem bo okazał się pospolitym tłukiem.
Profesor Chamologii Stosowanej.
Wysłuchałem długaśnej przemowy Wyznaczonego i przypomniałem sobie o podobnie długich tyradach towarzysza Wiesława – Władysława Gomułki. Tylko że Wiesław mówił o walce klas, Kraju Rad, o wrogach politycznych , o wzroście pogłowia i kwintalach z ha. Wyznaczony poszedł inna drogą. Dużo było szyderstwa, chamstwa, oszczerstw i głupot, przeplatanych niezbyt udanymi dowcipami. Nie doczekałem się odniesień do politycznych realiów dnia dzisiejszego, jakiegokolwiek zarysu perspektyw dla kraju i dla społeczeństwa. Jedynie wzbudzanie okrzyków wyrażających pewność wygranej w wyborach. Wydaje się, że Wyznaczony dobrze rokuje… dla przeciwników.
Ten ten typ namaszczony na premiera, zadziała jak kubeł zimnej wody i odstraszacz w jednym. Zmusi do refleksji tych, którzy zachowali resztki rozsądku, chociaż w poprzednich wyborach glosowali na PiS. Może jestem nadmierną optymistką ale wierzę, że ten człowiek raczej odstraszy część pisowskich wyborców niż przyciągnie nowych. Chamstwo i buta w tak wysokim stężeniu może okazać się niestrawne nawet dla pisowskich wyborców. Betonowego elektoratu nic nie przekona ale część może poczuć niesmak.
remm
8 MARCA 2026
14:28
Bardzo to logiczne co piszesz , lecz jedynie w założeniu , że wyborcy PiS u, brauna korwna metzena myślą, a nie reagują jak pies pavlova. A to jest do udowodnienia.
Przeciez Czarnek nie ma szans. No chyba umiecie liczyc – bez Brauna nie dadza rady, a i Konfa Slawka i Krzysia watpie czy bedzie chetna.
A propo’s musze posypac glowe popiolem i odszczekac – Trump jest jednak… (no nie napisze, zeby mi tu jakies komando nie naslal). Za pierwszego Trumpa bylo w miare o.k., ale to co teraz wyprawia, to sorry ale nie popieram.
Deficyt intelektualny prawicy wyraża się przede wszystkim w języku. Nie mam tutaj na myśli rzecz jasna internetowych „memów” i całego tego chlewiku politycznej bieżączki w mediach społecznościowych, ale raczej działalność akademicko-intelektualnego zaplecza prawicy, którego opis rzeczywistości utknął w formach refleksji właściwie przedwojennej i od tego czasu niewiele się zmienił.
Tak też interpretuję dominację „konserwatywnych historyków” oraz klerykalnych moralistów z rzadka co najwyżej wzbogacaną przez pojedynczych ekonomistów wypowiadających się na bieżące tematy.
Ludwig Wittgenstein powiedział, że „granice mojego języka są granicami mojego postrzegania”. Te słowa naprawdę wyrażają głęboką treść, gdyż język odzwierciedla struktury pojęciowe a jego rozwój wynika z kulturowej absorpcji nowych pojęć. Znanym faktem jest, że w krajach afrykańskich akademickie nauczanie przedmiotów ścisłych prowadzi się w zasadzie wyłącznie po angielsku, co wynika z tego, że w językach lokalnych nie dość, że brakuje słów na setki czy tysiące pojęć współczesnej nauki, to tak naprawdę w kulturach tych brakuje struktur pojęciowych, w których słowa te można by właściwie umocować.
Współczesna filozofia powojenna jest przede wszystkim dorobkiem uczonych związanych z lewicą – nawet wówczas, jeśli sami nie zabiegali o taką identyfikację, to przez sam fakt, że zajmowali się filozofią w sposób odległy od tradycji myśli chrześcijańskiej – stawali się „lewicowi”. Ich lewicowość wynikała wprost z oderwania się z zamkniętego eksosytemu chrześcijańskiego imaginarium i poszukiwania nowych pojęć wykraczających poza język z nim związany.
Tymczasem powojenni myśliciele prawicowi nie wypracowali własnego (meta)języka adekwatnego dla zagadnień współczesnej psychologii i psychiatrii – zrobili to Freud i Lacan – jest to język psychoanalizy. Nie wypracowali własnego języka adekwatnego dla opisu konfliktów społecznych – zrobił to Marks. Nie wypracowali własnego języka adekwatnego do opisu zagadnień tożsamości – zrobiły to feministki i uczeni związani z ruchem queer i studiami postkolonialnymi.
Nie chodzi tu bynajmniej o ocenę tego języka, ale o sam fakt, że język taki i związana z nim terminologia oraz struktury pojęciowe zaczęły funkcjonować opisując zjawiska i procesy, które prawicy nie interesowały lub które prawica próbowała opisywać nieomal wyłącznie w ramach umocowanego doktrynalnie dyskursu moralnego.
Przekłada się to wprost na wspomnianych przeze mnie „konserwatywnych historyków”, u których wyraźnie widać priorytet moralny i religijny nad politycznym. Często właściwie nie wiadomo, czy w swoich publikacjach występują oni jako badacze historii politycznej, czy jako rzecznicy kościelnej interpretacji dziejów. Poniżej fragmenty z książki prof. Wojciecha Roszkowskiego pt. „Historia Chrześcijaństwa”:
Tragedia rozłamu Kościoła w XVI w. była dziełem ludzkich słabości. Upadek wiary wśród hierarchii, jej zeświecczenie w warunkach kryzysu społeczeństwa feudalnego i nasilających się ruchów wolnościowych, upolitycznienia religii oraz radykalne krytyki wynikające nie tyle z teologii, co z osobistych ambicji ludzi pełnych gniewu, a czasem wręcz pysznych fanatyków – wszystko to doprowadziło do trwałych podziałów wśród wiernych, co miało przynieść więcej kłopotów w kolejnych wiekach. […] Wiek XVI przyniósł Kościołowi i całej cywilizacji europejskiej tragiczny rozłam: reformacja zwyciężyła w Skandynawii, Anglii, rozbiła jedność w księstwach niemieckich, podkopała siły we Francji i spowodowała otwartą wrogość między katolikami a różnymi odłamami protestantyzmu których katolicy nazywali heretykami. Z kolei protestanci nienawidzili Kościoła i Rzymu, a szczególnie papieża. Z tego powodu konflikty religijne świeccy władcy wykorzystywali i podsycali w walkach o wpływy polityczne. Wiek XVII miał przynieść jeszcze bardziej tragiczne skutki tego rozłamu w postaci wojny 30-letniej. Na szczęście papieże końca XVI wieku odznaczali się zwykle nienagannym trybem życia i głęboką wiarą, co wyznaczyło także standardy postępowania dla większości hierarchii.
Jak widać – w narracji tej znika całkowicie podbudowa ideologiczna związana z przełomem nominalistycznym końca XIV w. i XV-wieczną ekspansją nowych idei związanych z absorpcją nieznanych wcześniej w Europie poglądów hermeneutycznych, z których narodził się Renesans. Tymczasem Protestantyzm nie mógłby w ogóle zaistnieć, gdyby nie Ockham i jego nauczanie, w którym przekonywał, że prawo Boże można badać poprzez Objawienie, ale nie przez abstrakcyjne konstrukcje filozoficzne, i gdyby na tym gruncie spór o franciszkańskie ubóstwo nie przekształcił się w Wielką Schizmę Zachodnią.
Zamiast tego od prof. Roszkowskiego dostajemy wiązankę ocen moralnych i rozpaczanie nad kryzysem wiary…
Ta tendencja do skupiania się na doktrynalnie umocowanych ocenach moralnych kosztem analizy mechanizmów wyrażających się w postawach ludzkich i procesach społecznych niesłychanie zubożyła prawicę sprowadzając ją do roli mało inspirującego recenzenta dorobku badaczy lewicowych, którzy swoje dociekania przekształcali w interdyscyplinarnie umocowane teorie.
Trudno się zatem dziwić, że współczesny dyskurs ideowy obraca się wokół słów i pojęć definiowanych przez lewicę – jest tak dlatego, że strona umownie prawicowa po prostu nie interesowała się całymi obszarami badawczymi lub robiła to wyłącznie na w/w wspomnianym gruncie refleksji etycznej. Nawet najbardziej „wizjonerscy” myśliciele prawicowi, jak np. nasz prof. Zybertowicz nie są zdolni do niczego więcej niż otwartej negacji nowych obszarów wiedzy związanych z rozwojem sztucznej inteligencji i neuroinżynierii. Zaleca „wielkie spowolnienie”, co wydaje się głosem wołającego na puszczy, gdyż przecież procesy prowadzące do rozwoju tych nauk są „większe niż człowiek”. I nie chodzi tu o to, że wspominane przez niego zagrożenia są nierealne, ale o to, że nic z jego kasandrycznych rozważań nie wynika. Nie mamy zatem nawet zarysowanego stanowiska prawicy na temat zmian społeczno-ekonomicznych związanych z rozwojem sztucznej inteligencji, a w szczególności nie mamy na „tradycyjnej” prawicy żadnej refleksji na temat suflowanego przez akceleracjonistów w rodzaju Elona Muska społeczeństwa przyszłości obywającego się praktycznie bez udziału pracy ludzkiej, co przecież powinno prawicę nurtować – w paradoksalny bowiem sposób tak realizowany kapitalizm sam sobie zaprzecza, tworząc praktyczne zręby gospodarki de facto komunistycznej.
W takich kwestiach prawica zazwyczaj wyczekuje na stanowisko tzw. „nauczania Kościoła”, które od czasów Maritaina i Wojtyły znaczy tyle co „personalizm chrześcijański” i obraca się wokół „podmiotowej godności człowieka wynikającej z jego łączności z Bogiem” w tradycji mocno tomistycznej. Jak wiemy, poglądy Jaquesa Maritaina odegrały ważną rolę w ukształtowaniu filozoficznych podstaw Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 r., co zapoczątkowało współczesną doktrynę prawnoczłowieczą – dokładnie tę, nad którą prawica błyskawicznie straciła kontrolę i która obecnie stała się głównym narzędziem narzucania lewicowych poglądów emancypacyjnych. Maritain jest też jednym z ojców tzw. Kościoła Otwartego – kolejnej zgryzoty współczesnej prawicy, która nie bardzo wie jak pogodzić ową „otwartość” z marzeniami o zachowaniu istniejącego porządku świata.
W istocie, tradycyjna (chadecka) prawica jak gdyby wyczerpała swoje możliwości, gdyż jak długo w zmieniającym się społeczeństwie można budować stanowisko oparte na egzegezie wciąż tych samych tekstów? Biblia i Ewangelie zawierają dużo „prawdy o człowieku”, ale tak samo dużo tej prawdy zawierają greckie tragedie i starożytne eposy w rodzaju Iliady czy Odysei. Jednak w praktykach społecznych raczej nie sięgamy do Homera, aby sprawdzić, co w danej sytuacji zrobiłby Odys. Nie czekamy na głos jego interpretatorów w tych kwestiach. Tymczasem tak mniej więcej wygląda sytuacja współczesnej prawicy chadeckiej, która w tzw. kwestiach ogólnych nie ma własnego zdania, poprzestając na odwołaniach do kościelnego nauczania lub mniej lub bardziej zgrabnych unikach w najbardziej zapalnych sprawach.
I jest z tym coraz trudniej w świecie, w którym właściwie cały zakres postaw prawicowych doczekał się szczegółowych interpretacji ze strony filozofów lewicy, opisujących je na gruncie psychologicznym, psychoanalitycznym, językoznawczym, kognitywistycznym, socjo-ekonomicznym, itd., podczas gdy prawica zatrzymała się na kwestiach metafizyki istnienia i religijnie umocowanej moralności, wybrzydzając co najwyżej, że „świat zmierza w złą stronę“.
Sęk bowiem w tym, że jakby nie patrzeć – w jakiś sposób świat zawsze zmierza w „złą stronę” – taka jego natura, że trudno, aby wszyscy byli równo zadowoleni. Tymczasem różne procesy społeczne doprowadziły do tego, że pojęcie „zwykłych ludzi” – tzw. milczącej większości, która jakoby reprezentuje tradycyjne konserwatywne poglądy, staje się coraz mniej jasne. Ludzie po prostu są coraz bardziej zróżnicowani – mają różne pochodzenie, różny status społeczny i majątkowy, różne przekonania, żyją w zróżnicowanym otoczeniu, mają różne oczekiwania i różne potrzeby. Szukając w tym galimatiasie stabilnego i szerokiego poparcia politycy zawsze uciekają się do fantazmatów – chwytliwych, hasłowych idei, które pociągają tłumy. Sęk w tym, że idee te muszą w takiej sytuacji być bardzo rzetelnie, wielopłaszczyznowo wspierane. Musi być wytworzona cała infrastruktura umocowująca je na różnych płaszczyznach tak, aby nie traciły nośności pomimo zdarzających się wpadek. We współczesnym społeczeństwie taka trwała idea po prostu musi być „naturalnie” wspierana przez różne środowiska znajdując wyraz w ich własnych językach – po prostu musi się przekładać na trend. Hegel powiedziałby, że musi jawić się jako racjonalna konieczność.
Polska prawica miała taki momenty w początkach swoich rządów i był to moment jej największego sukcesu. Sęk w tym, że ta energia została roztrwoniona a dynamika sytuacji zgasła przytłoczona COVIDem i wojną na Ukrainie.
Dziś z tej energii zostały już tylko niekończące się utyskiwania na „niemiecką chytrość”, niepewność związana z polityką amerykańską, obawy wobec Ukraińców i suwerennościowo-katolicki fantazmat niewypełniony żadną treścią, na którym skutecznie żeruje Grzegorz Braun.
W tej sytuacji PiS wyłonił kandydata najmniej się od Grzegorza Brauna różniącego – właściwie różniącego się od niego w jednym jedynym punkcie – stosunkiem do USA i Rosji.
[fb, nieco poprawione]
> Kalkulacja była niby sprytna: profesor prawa z KUL z niewyparzoną gębą, wróg ,,lewactwa’’ w Polsce i unijnej Brukseli.
Powiedziałbym: kalkulacja sprytna: człowiek, który będzie się licytował z Mentzenem i Braunem na prawicowy radykalizm i walczyć o wyborców Konfederacji-Korony. To jest strategia PiSu, która wprowadziła Nawrockiego (dokładnie ta sama kalkulacja, minus silne powiązania z partią) na fotel prezydenta.
Niezależnie od tego, czy ta strategia da sukces Kaczyńskiemu, Braunowi, czy Mentzenowi, wróżby dla kraju są kiepskie. Stawianie na taki wyścig, oznacza promowanie wartości Brauna: antyzachodniej fobii z wszystkimi jej dodatkami, jakbyśmy nie mieli już zalewu propagandy rosyjskiej, a także wsparcia ze strony Trumpa; plus napędzanie polaryzacji.
@handzia55:
Nie podzielam nadziei — takie radykalizacje na prawicy miewały miejsce w przeszłości, a w Stanach doprowadziły Trumpa do władzy, choć przecież trudno udawać, że nie widzi się jego wad.
„Umiarkowani zwolennicy” są od dłuższego czasu urabiani propagandą, a „przeskok” by pójść zagłosować na Tuska (nawet niech będzie Kosiniaka-Kamysza) jest zbyt głęboki i dawałby poczucie zdrady. Raczej zacisną zęby (jak zaciskali przy Nawrockim) i zagłosują, jak prezes chce.
Ten system musi się wyżej posypać, by dawać nadzieję. Musiałaby się TV Republika rozpaść, albo sojusz z ołtarzem. Tymczasem, nie tak dawne wydarzenia w Gościu Niedzielnym sugerują zacieśnianie, a nie luzowanie sojuszy.
Czarnek zapowiada powrót do budowania kopalń głębinowych węgla w Polsce, odwrót od OZE i na dowód obiecuje, że zdemontuje panele na swoim dachu.
W pierwszych latach komuny obowiązywało hasło: „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Potem odstąpiono od tego hasła uznając słusznie, że to już nie są czasy średniowiecza, że modlitwa do Niepokalanej zastępowała jakąkolwiek wiedzę. Czarek, absolwent wydziału prawa kanonicznego ogłasza, że jest specjalistą od budowy kopalń i ustalania ilości zasobów węgla kamiennego. Czyli wracamy do czasów po 1917r w Rosji, gdzie żarliwość komunistyczna zastępowała wiedzę. Ja bym rozumiał postawę prof. Czarnka, gdyby był analfabetą, bo tylko kompletny ignorant jest przekonany, że zjadł wszystkie rozumy. Ale nawet na prawie kanonicznym chyba uczyli choć trochę szacunku do wiedzy. A więc Czarnek będzie projektował budowę kopalń, inżynierowie górnictwa zajmą się naprawą systemów edukacji, rozmnażaniem ilości zasobów węgla kamiennego w złożach zajmą się bywalcy na nieszporach maryjnych ,gdzie modlitwami spowodują, jak w Kanie Galilejskiej, przyrost ilości zasobów węgla nadających się do eksploatacji, zamiast lekarzy wystarczy udział w wieczornych nieszporach ,a prawnicy po prawie kanonicznym będą projektować nowe wyrzutnie rakietowe bezzałogowe i nastąpi raj ,jak w królestwie Ubu. Czasy wielkiej ruskiej smuty, to nic wobec perspektywy, jaka nas czeka pod przewodem premiera in spe Czarnka
Do Chandry Unyńskiej: protestuję przeciwko postponowaniu E. Gierka przez porównywanie go do prof. Czarnka. Gierek pytał, czy: „pomożecie?” (czyli wiedział, że sam nie da rady, bo nie udawał, że zna się na wszystkim i prosił o pomoc),a Czarnek ogłasza, że zna się nawet na tak ścisłej wiedzy, jak bilansowanie zasobów przemysłowych netto węgla kamiennego w Polsce i ,podobnie, jak swojego czasu Duda, wychodzi mu, że tych zasobów Polska ma na 200 lat, podczas, gdy w rzeczywistości wybierane są już resztki na G. Śląsku przy absolutnie wysokich stratach finansowych(koszty wybierania znacznie przekraczają przychody ze sprzedaży od kilkudziesięciu lat ze stałą tendencją wzrostu straty jednostkowej na każdej tonie ).Jedyne złoże, które jeszcze Polsce zostało, to rejon kop. Bogdanka w lubielskiem. Gierek miał szacunek do wiedzy.
@babilas:
> „Deficyt intelektualny prawicy wyraża się przede wszystkim w języku”
Tylko widzisz, to ma swoją drugą stronę — mając język wysublimowany nie trafisz do mas.
> „opis rzeczywistości utknął w formach refleksji właściwie przedwojenne”
Andrzej Nowak bazuje na postmodernizmie. I ja bym powiedział, że nie tylko on, choć on to intelektualnie ogarnia i przyznaje, że to robi. Jeśli prawica ma „alternatywne fakty”, to podstawą tego jest przejęcie tezy o równoważności różnych narracji na temat rzeczywistości, co wzięli z dość nowej filozofii…
Generalnie zwróciłbym uwagę (przepraszam, jeśli uznasz to za spłycenie problemu) na „Prawy Umysł” Haidta. Haidt zwraca uwagę na ważną rzecz — rozumienie moralności na lewicy i prawicy jest różne. I gdy krytykujesz „doktrynalnie umocowane oceny moralne”, to już odrzucasz jeden z filarów prawicowej moralności, a mianowicie wspólnotę i jej wzorce kulturowe. (Żeby było jasne: Haidt to zauważa, chyba także dlatego, że sam jest wyraźnym prawicowcem i nie dostrzega nawet jako możliwych wartości dociekania prawdy. Bardzo mi się to nie podoba, ale jeśli chcemy zrozumieć różnice sposoby myślenia i docierania do ludzi, to warto to zaznaczyć. Zresztą dalej piszesz Musi być wytworzona cała infrastruktura umocowująca je na różnych płaszczyznach tak, aby nie traciły nośności pomimo zdarzających się wpadek. — no to odpowiadam — łączy tych ludzi wspólnota, grupa społeczna, a nie spójna narracja.)
> „W istocie, tradycyjna (chadecka) prawica jak gdyby wyczerpała swoje możliwości”
Tylko, że tu i ówdzie rządzi i współrządzi, gdy „tradycyjna lewica” ma jeszcze większe problemy z poparciem społecznym.
Tzn. ja się ogólnie zgodzę, bo widzę pewną bezradność mainstreamu, który zdaje się bardziej wierzyć, że reprezentuje koniec historii, niż roztaczać wizję na przyszłość przed wyborcami. I tak, uważam to za problem w rywalizacji z alt rightem, którego wizja to też ‚wywrócenie stolika’, ale wielu jednak część ludzi ma prawo być niezadowolonym z rzeczywistości i/lub z braku perspektyw na zmianę.
BTW. Piszesz o psychoanalizie, filozofii, psychologii, językoznawstwie… ale prawica ma problemy ze zwykła fizyką (patrz: globalne ocieplenie), czy z ekonomią (patrz: budowa nowych kopalni w Polsce).
PS.
Zauważyłbym, że prawica częściowo o tym wie, krytykując „lewicowe skrzywienie” na uniwersytetach. Cóż, jeśli się na czymś znasz, to nie jesteś w tej dziedzinie prawicowcem…
@ pielnia11
9 marca 2026
9:58
To co Tow Czarnek to co zapowiada gdyby został premierem , a jego realnymi posunięciami w kwestii górnictwa to będą dwie różne rzeczy… Dla przypomnienia PIS gdy rządził zamknął kilkanaście kopalń , a tani węgiel masowo sprowadzono z Rosji i innych kierunków. Jedna tona węgla wydobyta w PL to ponad 1000 zł , jedna tona węgla australijskiego to 260 zł.
@remm cytuje:
Na portalu X znalazłem taki wpis:
„Czarnek pobedzie tym kandydatem na premiera rok. A potem prezes sięgnie po młodego, wysokiego, z małego miasta a wy się znowu nabierzecie na wyprowadzenie kozy”
Tez mi przyszlo na mysl, ze PiS chce tylko uspic czujnosc demokratow (politykow i wyborcow). Niech sie juz ciesza, ze „nie maja z kim przegrac”. A potem bedzie za pozno zmienic taktyke. Tak bylo z Komorowskim, tak bylo ostatnio z Trzaskowskim.
Ostatnia(?) szansa na demokratyczny rzad w 2027 jest rozpad PiS juz przed wyborami!
@remm cytuje:
Na portalu X znalazłem taki wpis:
„Czarnek pobedzie tym kandydatem na premiera rok. A potem prezes sięgnie po młodego, wysokiego, z małego miasta a wy się znowu nabierzecie na wyprowadzenie kozy”
Tez mi przyszlo na mysl, ze PiS chce tylko uspic czujnosc demokratow (politykow i wyborcow). Niech sie juz ciesza, ze „nie maja z kim przegrac”. Niech juz dziela skore na niedzwiedziu. A potem bedzie za pozno zmienic taktyke. Tak bylo z Komorowskim, tak bylo ostatnio z Trzaskowskim.
Ostatnia(?) szansa na demokratyczny rzad w 2027 jest rozpad PiS juz przed wyborami!
@babilas
9 marca 2026
7:47
Wiec postawie pytania:
Dlaczego lewica znika politycznie na calym Swiecie?
Moze jest aktualnie jeszcze marniejsza intelektualnie niz prawica?
Komu jest nieskuteczna inteligencja potrzebna i do czego?
Luap-pielnia:czy moze ktos potwierdzic , ze Czarnek chce popierac wydobycie wegla w Polsce?tj.absrurd absurdow.obecnie wydobywa sie wegiel kamienny po to ,by obnzyc stope zyciowa Plakow!!!!
pielnia11
9 marca 2026
9:58
” W pierwszych latach komuny obowiązywało hasło: „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”.
Jest postęp.
Nie doktorat lecz chęć szczera i mamy Czarnka premiera.
1. Poparcie PiSu spada bo biologicznie kurczy sie (logiczne) jego baza. To logiczne – swego czasu PiS postawił na grupę senioralno-emerycką kosztem przede wszystkim młodych i ludzi w wieku produkcyjnym. Było to wtedy z punktu widzenia PiS słuszne ale to się kończy.
2. Jednak, gdzieś tam przebija się albo chociaż prześwituje świadomość pisich bezprawi i pospolitego szabru. Nie pomaga ucieczka Ziobry i Romanowskiego. Te nieborzętabpadają ofiarą swojej, latami suflowanej, ,,filozofii (bez)prawa” – ,,niewinni nie mają się czego bać”. Widocznie ci mieli się czego bać skoro czmychnęli…
3. Rzekoma dekompozycja – może się gryzą ale nic tak dobrze nie spaja jak moralność bandyckiej szajki. Zguba jednego z nas zgubą wszystkich. Dlatego może i kogoś wyrzucą ze sanek ale tylko po to by reszta mogła ocaleć.
4. PROBLEMEM PIS JEST W TYM MOMENCIE (i to pomimo zwycięstwa Nałrokiego) BYCIE SONDAŻOWĄ ,,LAME DUCK”. Tego wyborcy nie lubią i za to każą podwójnie. Rzecz w tym, że PiS nie traci na rzecz strony demokratyczno-normalnej ale na rzecz obu Konfederastii. To jest problem PiSu. Walka z rządem to po prostu ,,robota jak każda” ale prawdziwa walka o przetrwanie i wpływy jest między PiS a Konfederastiami. Kaczyński ewidentnie uznał, że rząd sam się wywróci w 2027r. Podobnie jak R. Trzaskowski, z wielką pomocą Hołowni w 2025r. Teraz na podorędziu są PSL i odpady pohołowniane, a tylko rządy samodzielne, nie koalicyjne – no może z jakąś ,,przystawką dietetyczną” – są coś warte. Dlatego gra idzie o bycie HEGEMONEM OPOZYCJI (dziś jest PiS = K+K)
To jest melodia przyszłości bo NA DZIŚ jest ,,PREMIER CZARNEK”. On ze swoim bucostwem, prymitywizmem, chamstwem ma odwojować ,,zdrowochłopowy” elektorat Konderastiom. Przecież będąc brałnistą nie czułbym niesmaku głosując na Czarnka (wiadomo – z Żydami jakoś tak zbyt politycznie ale wicie rozumicie…).
To jest ,,premier” na ,,tu i teraz i na Konfederacje” ale przecież znamy przewrotność i oportunizm Kaczyńskiego…Czarnek może czuć się ,,premierem” do trzeciego niekorzystnego sondażu…
Ps. Ciekaw jestem czy Czarnek jestbna tyle zdeterminowany by zdemontować solary zecswojego domu…
babilas, 7:47
wszystko OK ale zeby zaraz wytaczac armate historii idei (a lot of ‚name dropping’) przeciw banalnemu a cynicznemu marketingowi politycznemu decyzji pewnej zlej (i calkiem od lat przewidywalnej) maf…, sorry, sekty!
Mysle, ze sam Hegel mialby problem ze znalezieniem (dialektycznego) zwiazku miedzy ‚body’ Twojego wywodu a ‚conclusion’.
W Ameryce maja absolutna fiksacje na temat cen paliwa. Jesli wydaje tygodniowo $50, a zaczne wydawac $60 to o co tak sie pieklic? Nikt nie wie ile placi za elektrycznosc, bo to i tak automatycznie pobieraja, ale benzyna niech zdrozeje o 1 centa to wielka afera. Donal to wie i podejzewam na granicy pewnosci ze uwolnil rezerwy strategiczne, nic nie oglaszajac dla wzmocnienia efektu, gdyz niby dlaczego ropa tak raptem w poniedzialek staniala pomimo niezmienionej sytuacji wokol Iranu?
Slawczan
9 marca 2026
21:23
” Ps. Ciekaw jestem czy Czarnek jestbna tyle zdeterminowany by zdemontować solary zecswojego domu…”
Zdemontować ze swojego domu ?
No co za pomysł…ze wszystkich innych to i owszem…chyba że prezes nakaże wstawić „kozę” i węglem, węglem…trzymać do wyborów, potem willa plus czeka.
@ Sławczan
Ty jesteś ciekawy czy Czarnek zdemontuje solary na dachu, a ja jestem ciekawa czy wróci do palenia węglem w piecu. Tak zachwala polski węgiel to powinien dać przykład.
@mfizyk:
> Dlaczego lewica znika politycznie na calym Swiecie?
Myślę, że największy kryzys lewicy był w latach 90-tych, z Blairem, czy Schröder.
> Moze jest aktualnie jeszcze marniejsza intelektualnie niz prawica?
Myślę, że odpowiedź jest prosta: nie ma bogatych sponsorów, bo nie proponuje dogodnej polityki dla bogatych sponsorów. Centroprawica, czyli chadecja, czy liberałowie — pieniądze mają. Altright — też pieniądze ma, może największe. A lewica — nie ma.
PAK4
9 marca 2026
9:16
…Nie podzielam nadziei …
Ten system musi się wyżej posypać, by dawać nadzieję. Musiałaby się TV Republika rozpaść, albo sojusz z ołtarzem. Tymczasem, nie tak dawne wydarzenia w Gościu Niedzielnym sugerują zacieśnianie, a nie luzowanie sojuszy.
Też tak uważam.
mfizyk
9 marca 2026
15:54
…Dlaczego lewica znika politycznie na calym Swiecie?
Moze jest aktualnie jeszcze marniejsza intelektualnie niz prawica?…
Odpowiedź jest bardzo prosta. I znana od dawna: „Zły pieniądz wypiera dobry” , znana jako prawo Kopernika-Greshama.
Tak zwane media społeczne – czytaj maszynka do robienia pieniędzy przez miliarderów – skutecznie oduczają myślenia.
…Komu jest nieskuteczna inteligencja potrzebna i do czego?
Światu, jeżeli nie chce pogrążyć się w odmętach barbarzyństwa.
Skuteczność zależy również od poziomu intelektualnego potencjalnych odbiorców.
Wszystkim Panom, którzy tu bywają.
Z Gospodarzem na czele, Komentującym, Czytającym wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Mężczyzny 🙂 🙂 🙂
https://www.youtube.com/watch?v=NXfy2Gv-BWQ
Na szybko i zbiorczo:
@act – Czarnek prowizorycznie dofastrygowany aby uniknąć zarzutu komentowania poza tematem wpisu.
@mfizyk – jak zwykle nic Pan nie zrozumiał
@PAK4 –
(1) Nowak, postmodernizm i równoważność narracji – wszystko się zgadza, ale to tylko pojedyncze narzędzie (zresztą pożyczone), a nie cały ich zestaw (system aksjologiczny).
(2) Heidt, „Prawy umysł“ – różnice w rozumieniu moralności pomiędzy prawicą a lewicą oczywiście są, ale tylko prawica używa moralności w sposób doktrynalny i wyłączny do oceny i opisu wszelkich zjawisk i procesów.
(3) Problemy „tradycyjnej lewicy z poparciem społecznym“ – vide komentarz do @mfizyk
(4) Wspólnota społeczna jako spoiwo – coraz mniej i mniej łączy potencjalnych wyborców PiSu (zresztą: którego?) oraz Konfederacji jednej i drugiej (nie mówiąc już o jakichś dłuższych roszadach); społeczeństwo nam się atomizuje, interesy (ekonomiczne) rozjeżdżają. Ostatnią próbą po prawej stronie zbudowania jakiejś ponadpartykularnej narracji było „Tak dla CPK“. Dziś potrzeba „dużych idei“, a nie „wspólnoty losu“.
@PAK4
10 marca 2026
7:41
Myślę, że największy kryzys lewicy był w latach 90-tych, z Blairem, czy Schröder.
Wedlug mnie wtedy ten kryzys sie tylko zaczal. I nadal trwa 🙁
Co do pieniedzy (ktorych lewica nie ma?), to trzeba sie temu dokladnie i w kazdym kraju osobno przyjzec. Np. w USA nie slyszalem o wielkich roznicach w finansowaniu kampanii wyborczych miedzy republikanami a demokratami. A np. historycznie to ile pieniedzy mialy ruchy studenckie i intelektualnie lewicowe w 1968 w Europie Zachodniej? A co z Kuba, jednym z najbiedniejszych krajow Swiata? USA jakos nie moga ich „kupic”.
Jezeli lewica (jej czesc?) uwaza, ze pieniadze sa w polityce decydujace, to powinna zrobic wszystko aby je zdobyc. Ale jakos nie widze, aby sie tym specjalnie zajmowali (ani intelektualnie ani praktycznie). Ale jako wymowka (braku skutecznosci) pieniadze swietnie sie nadaja 😉
@Jagoda
10 marca 2026
8:17
Skuteczność zależy również od poziomu intelektualnego potencjalnych odbiorców.
Ale podobno „ciemny lud” wszystko kupi. Wiec skad ta nieskutecznosc lewicy mu jej pomysly „sprzedac”?
Dzisiaj o godzinie 20. TVP Kultura wyemituje powtórkę znakomitego spektaklu z roku 1999 w reżyserii A. Wajdy. Z kreacjami J. Gajosa, K. Globisza, O. Łukaszewicza, A. Seweryna Bigda idzie!
Aktualne do bólu.
„Oze sroze”, czyli Bigda 2026.
mfizyk
10 marca 2026
9:30
…podobno „ciemny lud” wszystko kupi….
Owszem, każdą durnotę niewymagającą myślenia.
@babilas
10 marca 2026
8:28
Rzezywiscie, nie zrozumialem (i nadal nie rozumiem) dlaczego przegrywajaca wybory lewica ma sie (powinna sie?) zajmowac problemami wygrywajacej prawicy. Zamias zajac sie wygrywaniem wyborow.
@Jagoda
10 marca 2026
14:30
Oj, zeby tylko z ta lewica nie wyszlo tak jak z tym koniem, co to myslal i zdechl 🙁
Nic nie pisałem o wygrywaniu czy przegrywaniu wyborów, tylko o różnicach w języku używanym do opisywania świata przez lewicę i prawicę. Dalej już jestem bezradny: nie przewraca się Pan na zdaniach wielokrotnie złożonych z nadreprezentacją słów dłuższych niż trójsylabowe, tylko na zrozumieniu i interpretacji prostego tekstu. Skoro (nieudolnie) polemizuje Pan z własnymi wyobrażeniami na temat tego, co wydaje się mu, że napisałem, to (parafrazując Wertyńskiego) pomóc не могу, не хочу, наконец – не желаю: musi Pan radzić sobie z takim warsztatem, jaki ma. Proponuję dużo czytać, nigdy nie szkodzi, a może coś się z biegiem czasu odklei.
@babilas
11 marca 2026
8:51
Pan zajmuje sie jezykiem (lewica tez?). A prawica zajmie sie p. d..pa (i moja tez) 🙁
I o to mi chodzi. Bo mnie to by bardzo przeszkadzalo. Wiec duzo czytam i mysle jak temu szybko i skutecznie zapobiec.
O „moralności” współczesnej tzw. prawicy kretynizmu:
„Prezydent USA” zapowiedział na swojej platformie Truth Social:
„Jeżeli Iran zrobi cokolwiek, co zatrzyma przepływ ropy przez cieśninę Ormuz, zostanie uderzony przez Stany Zjednoczone Ameryki DWADZIEŚCIA RAZY MOCNIEJ niż do tej pory.
Ponadto zniszczymy cele łatwe do zniszczenia, co praktycznie uniemożliwi Iranowi odbudowę jako Narodu – śmierć, ogień i furia będą nad nimi panować – ale mam nadzieję i modlę się, aby to się nie stało!”.
W dwóch zdaniach istota doktryny kościelnej sekty złoczyńców MAGA… obficie korzystająca z zapisów Starego Testamentu.
@mfizyk:
> Wedlug mnie wtedy ten kryzys sie tylko zaczal. I nadal trwa
To możliwe.
> Np. w USA nie slyszalem o wielkich roznicach w finansowaniu kampanii wyborczych miedzy republikanami a demokratami.
Ale między Sandersem a Trumpem? Bo Demokraci to nie jest lewica. To raczej liberałowie — bardziej progresywni niż Republikanie, ale też bardzo „przyjazni dla biznesu”. Coś, jakbym tłumaczył, że w Polsce lewica ma się dobrze, bo KO (i NL) rządzi…
> A np. historycznie to ile pieniedzy mialy ruchy studenckie i intelektualnie lewicowe w 1968 w Europie Zachodniej?
Rzuciłem odpowiedź na szybko (na zasadzie: jakie pytanie, taka odpowiedź), choć tak, uważam to za ważny czynnik. Bo widziałem w Polsce przynajmniej dwa razy wejście dużego kapitału by robić ogólnopolski „dziennik prawicowy”, dwa razy wejście by robić prawicową telewizję w internecie; słyszałem też posła z mównicy sejmowej przemawiającego, że instytucja państwowa ma powstać i być finansowana po to, by Polacy nigdy nie byli lewicowcami. Nie widzę w IIIRP żadnego przypadku „na drugą nóżkę” (nawet pieniądze na NIE Urbana, to niższa liga). To jest asymetria i tego nie można lekceważyć.
Ale tak, przeczyn jest więcej — chyba nie ma miejsca by się rozpisywać. Tak, zawód lewicą poszukującą trzeciej drogi, wydaje mi się jednym z nich. W Polsce mamy też „rekację na komunizm” — tu mocno zapisano w świadomości, że prawicowość jest dobra, a lewicowość zła.
Ważnym problemem mi się wydaje ten język, o którym wypowiedź cytował babilas. Bo tak, lewica mówi w sposób trudny dla przeciętnego wyborcy. Ktoś pokpiwał, że wypowiedzi polityków lewicy, to coś jak „zebranie rady pedagogicznej” w szkole. I nie był to komplement dla nauczycieli. I gdy słyszę ludzi, którzy do lewicy dołączają, to często wymaganym progiem wchodzenia w dyskusje by się dać przekonać, jest robienie doktoratu. Siłą rzeczy nie zbierzesz tak wielu wyborców…
Ale też nachodzi mnie taka refleksja, że jedna z prób podsumowania, co jest istotą lewicy (w końcu w praktyce mówimy o kilku wymiarach, przede wszystkim — opozycji autorytaryzm-indywidualizm, oraz opozycji państwo-biznes, by określić czyjeś podejście do polityki, więc to grube uproszczenie) sprowadzała ją do „niezgody na niesprawiedliwość świata”, która wymaga zmian (w tym sensie prawica to przekonanie, że świat jest sprawiedliwy, nie ma więc potrzeby by go zmieniać). Gdy patrzę na politykę, to najgłośniejszym wyrazem buntu i sprzeciwu wobec niesprawiedliwości świata, jest głos alt rightu, a mainstream, w tym partie socjaldemokratyczne, są częścią bloku prawicowego.
To można odczytywać na dwie strony. Z jednej: tak, na taką postawę „lewicową” jest duże zapotrzebowanie, bo jednak te wszystkie nawiązania do faszyzmu i agresja, są czynnikami odpychającymi od alt rightu. Z drugiej jednak, buntownicy nie wybierają zwykle postulatów lewicowych, a wprost przeciwnie. I znowu, to można dalej dyskutować — dla mnie to chyba kilka różnych rzeczy, ale tak — tu pieniądze na propagandę mają znaczenie. Bo prawica propagandę ma: od Putina, od fanatyków religijnych, od technooligarchów. W tym ostatnim przypadku nie jest to tylko wspieranie, ale i tłumienie.
> Jezeli lewica (jej czesc?) uwaza, ze pieniadze sa w polityce decydujace, to powinna zrobic wszystko aby je zdobyc.
To dam praktyczny przykład: polityka mieszkaniowa. Jeśli chcesz robić lewicową politykę mieszkaniową, to możesz się pożegnać z finasnsowaniem kampanii wyborczej przez firmy deweloperskie. W polskiej polityce to bardzo duży czynnik. Więc, owszem lewica może starać się o pieniądze — ale kosztem wyrzeczenia się programu. I tak wracamy na początek…
Luap:gdzie moge sprawdzic,ze Czarnek chce dalej wydobywac wegiel kamienny dla spalania w Polsce a nie importowac go z za granicy tak jak robia to inne kraje nie tylko Europy???!
Dlaczego Tusk nie likwiduje kopaln wegla kam. tego tez nie kapuje , mimo ze bylem fachowcem z tej branzy!
@PAK4
12 marca 2026
12:36
Wedlug mnie przyczyna porazki lewicy (w Polsce, ale nie tylko) jest brak, jak to sie kiedys mowilo tzw. „technicznej inteligencji” (czyli po prostu fachowcow) do wygrywania wyborow. Bo tlumaczenie sie, ze „nic nie moge bo…” glosow nie przysporzy 🙁
@mfizyk:
Jak dla mnie, ale tu spieramy się raz po raz, to traktujesz to zbytnio „technicznie” — że mamy jakieś łowisko wyborców i są lepsi, czy gorsi wędkarze polityczni.
Ja widzę, mniej więcej ukształtowane grupy wyborców, z umiarkowanymi przepływami i „bagnem” niezdecydowania głównie tam, gdzie mało jest wiedzy i kompetencji poznawczych. Bo propaganda polityczna trwa cały czas. Widzę bardzo, ale to bardzo dużo propagandy skrajnej prawicy. Jestem wręcz mile zdziwiony, że w rzeczywistym świecie spotyka się miłych, wrażliwych, inteligentnych ludzi — bo w internecie widzę niemal wyłącznie skrajnie prawicową propagandę pełną agresji, chamstwa i niekompetencji. (Zresztą to samo widać czasem w wakacje — propagandy jest mniej i ludzie jakoś normalnieją…)
Problem jest taki, że polityka to coś, co w znacznej mierze dostajemy od mediów*. Dlatego było możliwe mówienie o „Polsce w ruinie”. Dlatego ludzie przejmowali się problemem „niebezpiecznych uchodźców”, jednocześnie nie potrafiąc opisać i przełożyć na postulaty polityczne (patrz: język, o którym tekst cytował babilas) problemów realnie spotykanych w życiu. Lewica ten język ma**, ale jest on niezrozumiały (jak przełożyć „nie mogę dojechać do miasta na zakupy” na „wykluczenie komunikacyjne”?) dla większości społeczeństwa***.
*) Na dniach kończyłem „Idzie wojna?” Agnieszki Lichnerowicz. I tam jest taka kwestia: dlaczego bodaj 60% Słowaków dopuszcza, że Ziemia jest płaska, gdy w Czechach ten odsetek jest niewielki, a oba narody w zasadzie potrafią się wzajemnie zrozumieć i są otwarte na te same media? Otóż, tu pada odpowiedź, zaufanie do mediów tradycyjnych w Czechach jest duże, a w Słowacji — bardzo małe.
**) Co nie znaczy, że na wszystko ma recepty. Bo tu chyba mamy realne bezkrólewie, jeśli chodzi o ideologię, czy jak kto woli, technologię polityczną na przyszłość. I tu, faktycznie, można mówić o większym, czy wcześniejszym kryzysie lewicy. Co jednak chyba znaczy tylko tyle, że prawica tego jeszcze nie rozumie, że ma kryzys 🙂
***) Ale też zarzucasz, że się nic nie robi, a ja widzę poszukiwania i starania: uproszczenie języka, wychodzenie do ludzi, próba „dywersyfikacji” odbiorców. To co piszę o finansach, o cenzurowaniu w mediach cyfrowych, to wskazuję na trudności — to nie jest tak, że wszyscy mają takie same szanse na walkę o głosy wyborców.
@PAK4
13 marca 2026
8:07
Spieramy sie, bo mamy chyba rozne podejscie co do oceny teorii. Ja ja oceniam wedlug mierzalnych i praktycznych skutkow. Obojetnie, czy teoria mi sie podoba czy nie. Jestem do bolu praktykiem. A ty chyba bardziej idealista.
Ty argumentujesz troche tak, ze jezeli eksperyment przeczy teorii, to tym gorzej dla eksperymentu 😉 Przynajmniej takie mam wrazenie. Tu przyklad:
Co jednak chyba znaczy tylko tyle, że prawica tego jeszcze nie rozumie, że ma kryzys. Przypomina mi to kawal (wsrod technikow lat 30-tych?), ktory mowil, ze „trzmiel nie moze latac… ale tego nie wie” 😉
Wedlug mnie nadchodzace wybory w Polsce beda o Polexicie. Jesli lewica ten temat i wybory spieprzy, to obudzimy sie z reka w nocniku jak Anglicy 🙁 Tyle, ze nasz nocnik bedzie ruski jak na Bialorusi.