Rozdarty perski dywan
Gdzie jest radykalna propalestyńska lewica zachodnia, gdy reżim ajatollachów zabija tysiącami własnych obywateli, którzy mają go dość? Dlaczego milczy głucho, gdy wcześniej tak głośno protestowała w obronie ludności cywilnej w Strefie Gazy? Bo Izrael jest wrogiem Iranu, a wróg ich wroga jest ich sojusznikiem?
Donald Trump zachęca protestujących, by mimo brutalności reżimu dalej wychodzili na ulice i zapewnia, że amerykańska pomoc dla nich nadchodzi. Oby nadeszła, nim reżim zacznie wieszać schwytanych już uczestników protestów.
Jeden z nich, zaledwie dwudziestoletni, miał zostać stracony po dwu dniach od aresztowania, czyli bez uczciwego procesu. Zresztą nawet gdyby taki urządzono, to i tak wyrok byłby z góry przesądzony, bo w Iranie nie ma i nie było demokracji i praworządności w rozumieniu zachodnim.
W młodości czytałem z przejęciem książkę Ryszarda Kapuścińskiego o upadku szacha Rezy Pahlawiego. Nawiasem mówiąc, odwiedził on PRL na zaproszenie ówczesnych władz polskich. Iran udzielił podczas drugiej wojny światowej Polkom i Polakom, w tym wielu sierotom, wypuszczonym z Związku Sowieckiego. Wcale nie taki ten Iran obcy, jak się nam w Polsce moźe zdawać.
Wyczuwałem drugie dno: ostrzeżenie, a może proroczą intuicję Autora, że także reżimy typu sowieckiego mogą upaść, gdy miarka się przebierze i ludzie wyjdą na ulice, bo tak żyć dalej nie mogą.
Upadek prozachodniego reżimu szacha był spektakularny. Z emigracji w Paryżu przyleciał do Teheranu po zwycięstwie rewolucji brodaty, odziany w czarną szatę duchowny szyicki, jeden autokrata zbiegł na Zachód, drugi przejął totalną władzę.
To, co mogło się niezorientowanym wydawać rewolucją narodową, spełniającym marzenia ludu, okazało się z biegiem czasu systemem jeszcze bardziej brutalnym i niesprawiedliwym. Kolejne zrywy przeciwko niemu były krwawo tłumione, podobnie jak zrywy narodowe przeciwko komunizmowi w Polsce.
Każdy kończył się prześladowaniami i ofiarami śmiertelnymi, tak jak w Iranie. Również dzisiaj szanse obalenia reżimu nie wydają się wielkie, choć skala protestów jest bezprecedensowa, podobnie jak brutalność sił bezpieczeństwa.
W Iranie, wieloetnicznym i wielokulturowym, nie udało się stworzyć jakiegoś odpowiednika naszej Solidarności z lat osiemdziesiątych. Protesty uliczne nie wystarczą, gdy nie mają przywódców i programu. Emigracja polityczna jest skonfliktowana.
Zachód nie wie, kogo popierać. Ma jednak narzędzia nie tylko militarne, by wesprzeć protesty w samym Iranie, ale po nie nie sięga, jak choćby sankcje na dygnitarzy i funkcjonariuszy reżimu czy odwołanie ambasadorów z Teheranu. To też rodzaj niegodnego milczenia.
Mieszkający w USA syn obalonego szacha zapowiada, że wróci do Iranu i dołączy do protestów. Widziałem filmik, w którym jeden z protestujących trzymał nad głową niewielkie zdjęcie syna szacha. Byłby to rechot historii, gdyby to on został przywódcą obecnych protestów i przejął władzę po mułłach.
Komentarze
Bardzo dobry wywiad T.Lisa z A.Lubowskim na temat – Trumpa , Wenezueli , Grendlandi i Iranu.. Bardzo polecam..! https://www.youtube.com/watch?v=B3KOWmxwIko
Rzeczywiście nie wiadomo, kogo popierać, bo nie ma wyraźnej barykady, po dwóch stronach której stoją adwersarze, a my mamy jasność, którą stronę poprzeć. Iran jest wrogiem Izraela i USA, ale przyjacielem Rosji. Współczujemy Palestyńczykom, ale nie można twierdzić, że Izrael nam zawadza. Zawadza nam natomiast Trump I Rosja. Może dlatego jest cisza wokół Iranu. I tylko zwykli ludzie, jak zawsze, nikogo nie obchodzą.