Gdańsk bez Zełenskiego

Nadchodzi symboliczna kulminacja kryzysu polsko-ukraińskiego: w Gdańsku nie będzie ani Nawrockiego, który odebrał Zełenskiemu Orła Białego, ani Zełenskiego, który order odesłał Nawrockiemu. O to chodziło? Tak, o to chodziło ekipie Nawrockiego. Międzynarodowa konferencja w sprawie odbudowy Ukrainy mimo to się odbędzie, ale nieobecność jej współgospodarza, którym jest prezydent Ukrainy, będzie zauważona i obniży jej znaczenie.

O to chodziło? Tak, o to chodziło, bo już w kampanii prezydenckiej Nawrocki grał na ukrainofobii. Odebranie orderu wpisało się w ten kurs. „Bohaterowie UPA” dali moralne alibi temu posunięciu w oczach Polaków niechętnych obecności diaspory ukraińskiej w naszym kraju. Nacjonalistom opłacało się zagranie kartą antyukraińską. Decyzję Nawrockiego poparła połowa pytanych o nią obywateli. To bardzo dużo, lecz nie wszyscy. I w tym nadzieja, że nacjonalizm nie zniszczy do końca relacji między naszymi narodami i państwami.

Ostrzeżeń nie brakowało. I ze strony osób rozpoznawalnych, jak choćby liderów pierwszej Solidarności, jak i tych szerzej nieznanych opinii publicznej.

Były też głosy rozsądku i gesty solidarności. Najnowszy przykład to przyznanie Zełenskiemu i narodowi ukraińskiemu Obywatelskiego Orderu Przyszłości. Inicjatorami była grupa osób, która rozkręciła akcję „Ciepło z Polski dla Kijowa”. Pomysł poparło jak dotąd 11 tysięcy Polek i Polaków. Wcześniej inicjatorzy zorganizowali zbiórkę pieniędzy na generatory ciepła dla Ukrainy „marznącej w ciemnościach pod rosyjskim ostrzałem”.

W uzasadnieniu przyznania Orderu Przyszłości Zełenskiemu napisano: „Mamy osobne narodowe panteony. To nie Ukraińcy zdefiniują naszą pamięć historyczną, lecz my nie zdefiniujemy ich pamięci (…). Pamiętamy o drastycznych kartach w historii obu narodów. Żyjemy jednak tu i teraz, dlatego wybieramy współpracę i przyjaźń. Na doświadczeniu wzajemnej pomocy z czasów rosyjskiej inwazji chcemy budować bezpieczeństwo w Europie, razem z wolną Ukrainą”. Podpisuję się obiema rękami: tak, „przeszłości nie zmienimy, przyszłość możemy zaprzepaścić”. I o to chodzi obywatelom niepodatnym na kibolski nacjonalizm.

To nie koniec przykładów mądrości i dojrzałości w naszym społeczeństwie. O deeskalację konfliktu apelują przedsiębiorcy i media. Wspólny apel ogłosiły redakcje polskie i ukraińskie. Sygnatariusze piszą: „To godzina próby dla Polaków i Ukraińców. Nasi politycy powinni okazać mądrość i rozsądek, szukać porozumienia i wyjścia z kryzysu. Nasze społeczeństwa nie powinny ulegać manipulacji i nadal się wspierać”. Przypomniano też wspólne oświadczenie sprzed lat (2013 r.) Kuczmy i Kwaśniewskiego z okazji 70. rocznicy tragedii wołyńskiej: „Prosimy naszych rodaków, aby zrobili wszystko, aby uczczenie pamięci ofiar dawnych konfliktów nie stało się narzędziem do zaognienia stosunków i zmarnotrawienia dotychczasowych zdobyczy pojednania między naszymi narodami”.

Ja sięgnę pamięcią jeszcze dalej – do wizyty w Ukrainie polskiego papieża w 2001 r. Karol Wojtyła żył w czasie tragedii wołyńskiej, wiedział, jak mocno podzielone jest religijnie i ideowo ukraińskie społeczeństwo, a jednak apelował o pojednanie naszych narodów: „Czas już oderwać się od bolesnej przeszłości. Chrześcijanie obydwu narodów muszą iść razem. Niech przebaczenie – udzielone i uzyskane – rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu”. Co z tego, skoro dziś polscy nacjonaliści, tak chętnie powołujący się na Jana Pawła II i chrześcijaństwo, totalnie ignorują jego przesłanie, działając z całą złą energią przeciwko niemu.

Reklama