Nowe „ośmiorniczki”?

Fatalnie. Sprawa lekarza milionera przykryła w mediach i polityce berlińską rozróbę faszonacjonalistów Bąkiewicza. Prawica, Razem, symetryści wmawiający publice, że to „koniec Tuska”, walą w koalicję jak w ćwiczebny worek bokserski pod hasłem „tłustych kotów”. W karmionym wulgarnym populizmem społeczeństwie polskim na hasłach antyelitarnych zawsze można coś ugrać, więc możliwe, że sprawa doktora, który urządził przy szpitalu salonik dla vipów z KO, napędzi Tuskowi prawdziwych kłopotów.

Tak jak afera podsłuchowa z „ośmiorniczkami” zaaranżowana przez faceta powiązanego interesami z Rosją. Kontrole w SOR-ach zarządzone przez Trzaskowskiego, wymiana władz szpitala, usunięcie lekarza z KO (jak wcześniej senatora Lenza) w obecnym rozedrganiu niewiele Tuskowi pomogą. Nie pomoże nawet błyskawiczne uchwalenie przez Sejm – przy wstrzymaniu się od głosu PiS – ustawy narzucającej limity wynagrodzeń dla lekarzy publicznej służby zdrowia. Fakty, jak zwykle, liczą się mniej niż negatywne emocje, a tymi zarządza trójgłowa prawica.

Na domiar złego dla Koalicji Obywatelskiej nawet niepisowska i nieprawicowa część komentariatu zdaje się zgadzać z populistyczną nagonką PiS. A przecież powinni się zastanowić nad sejmowym wystąpieniem Romana Giertycha, który wzbudził wściekłość Czarnka et consortes, gdy przypomniał z mównicy o sprawach męża byłej marszałek Sejmu Witek, maseczkach Cieszyńskiego, zamykaniu oddziału szpitalnego, w którym leczył się Kaczyński.

Prominenci PiS nie mieli problemu z wykorzystywaniem swojej pozycji politycznej do wyłudzania przywilejów osobistych w publicznych szpitalach. Uważali się za nową elitę, której „po prostu się należy”. O ile ich nadużycia są udokumentowane, o tyle o „saloniku dla vipów z KO” nie mamy jeszcze zweryfikowanych informacji. Lekarz milioner zwrócił za to pół miliona, a Tusk zapowiedział, że jeśli faktycznie działała szybka ścieżka pomocy medycznej dla polityków KO, to za to odpowiedzą. A jednak wątpię, czy to uspokoi linczowe nastroje.

Myślę, że nawet surowa reprymenda udzielona Kierwińskiemu, szefowi stołecznej KO, i jej władzom niewiele by pomogła. Tusk nie może posunąć się tu za daleko, bo to nie Kraków, gdzie po przegranej Miszalskiego poleciały głowy w miejscowej KO. Tam powód był zrozumiały, w Warszawie podobny ruch odebrany byłby jako przyznanie się, że partia się sypie przed wyborami. Zresztą na celowniku opozycji jest nie tylko Kierwiński, ale i Trzaskowski. To przede wszystkim w niego chce uderzyć PiS pod pretekstem „saloniku” w Szpitalu Południowym. Odbicie stolicy to marzenie Kaczyńskiego. Uwerturą miało być obalenie Miszalskiego w Krakowie.

Czy za półtora roku „salonik” będzie jeszcze elementem kampanii wyborczej przeciwko KO? O ośmiorniczkach wyborcy nie zapomnieli w 2015, a afera zdarzyła się rok wcześniej. Więc niewykluczone, że i „salonik” posłuży opozycji. Oczywiście spakowany z niekończącą się dyskusją o kondycji publicznej służby zdrowia i w kontekście sprawiedliwości społecznej, czyli równych praw obywateli. To są poważne tematy ogólnego zainteresowania, koalicja może przegrać przez nie wybory prędzej niż przez solidarność z walczącą Ukrainą. Hasło „Tusku, musisz” nabiera nowego znaczenia. Nie samym bezpieczeństwem żyją ludzie.

Reklama