Chwała donkiszotom

Opowieść Cervantesa to jeden z chwalebnych mitów założycielskich nowożytności. Odklejony od rzeczywistości szlachcic z Manczy przeobraża się wraz z swym giermkiem w symbol ,,kontrastu między poezją a prozą życia – napisał nasz wybitny leksykograf Władysław Kopaliński. ,,Mania Don Kiszota jest cechą wszystkich reformatorów niezrozumianych przez współczesność, ludzi cnotliwych i mądrych, których występne i zdemoralizowane społeczeństwo uważa za obłąkanych”.

W polityce ,,prozą” jest dziś wykpiwanie cnót ludzkich i obywatelskich, zdrowych odruchów sprzeciwu wobec zła. A to one są ,,poezją”, myśleniem i działaniem pod prąd, w opozycji do dominującej dziś populistycznej narracji, że ,,czarne jest białe, a białe czarne”. Ten sprzeciw nie jest wyrazem słabości, jak chcą nam wmówić populiści, lecz dowodem ,,siły bezsilnych”. Tej siły, która kierowała dysydentami w bloku sowieckim, od ZSRR przez KOR i inne środowiska ówczesnej opozycji antykomunistycznej w Polsce po ich odpowiedników w Węgrzech i Czechosłowacji.

Byli w mniejszości, prześladowani przez tajne służby, zniesławiani przez reżimowe media nadzorowane przez władzę, traktowani z nieufnością przez społeczeństwo jako ,,prowokatorzy” i ,,agenci zagraniczni”. Pochodzili nie tylko ze środowisk inteligenckich, ale i klasy ludowej. Kiedy pojawiła się historyczna szansa zmiany ustroju na demokratyczny, wykorzystali ją bez wahania. Działali w duchu tego, co nazwano ,,etyką odpowiedzialności”. Prezydentem Czechosłowacji został więziony wcześniej Vaclav Havel, premierem Polski – Tadeusz Mazowiecki, a jej prezydentem Lech Wałęsa, pierwszy przywódca Solidarności. Ci donkiszoci końca XX wieku popełnili na swych urzędach błędy, a jednak podwaliny, które położyli, przetrwały do dzisiaj.

Czy przetrwają czasy obecne, w których ton nadają populiści, nacjonaliści, skrajna prawica, a nawet faszyści, spychając do defensywy siły demokratyczne? Patrzę na tę sytuację z pewnego dystansu. Mam swoje lata, doświadczenie życiowe, długą i niewybiórczą pamięć. Sam byłem jako student ,,donkiszotem”, marzycielem o Polsce wolnej i demokratycznej. Moje marzenie się spełniło szybciej niż się spodziewałem. Cieszyłem się, zaangażowałem po stronie transformacji.

Teraz na stoicki dystans, przywilej wieku dojrzałego, nie ma jednak miejsca, bo znów nadszedł czas próby. Nawrocki jako prezydent, Czarnek jako kandydat na następcę Tuska, to wyzwanie, jakiego też się nie spodziewałem, ale w sensie negatywnym. Nie spodziewałem się, że na Nawrockiego zagłosują miliony. Znam oczywiście wyjaśnienia socjologów i polityków, dlaczego woleli Nawrockiego niż Trzaskowskiego i jakie błędy popełniają demokraci. Wiem, że to się dzieje nie tylko w Polsce i jaką rolę odgrywa w tym Trump, a jaką Putin.

A jednak faszyzm, brutalna siła, zamordyzm znów są dla wielu bardziej atrakcyjne niż rozmemłana i rozgadana demokracja. Dlatego chwała współczesnym donkiszotom w polityce, kulturze i społeczeństwie, którzy stawiają czoło tym ponurym zakusom budowy ,,nowego, wspaniałego świata”. Ja wolę stary, niedoskonały, ale demokratyczny na dobre i złe. Lepszego jak dotąd nikt nie stworzył. Dla niego nie ma znośnej alternatywy.

Reklama