Kosiniada i inne klechdy

Na rok przed wyborami naprawdę nie ma się co podniecać sondażami politycznego poparcia dla partyj i poszczególnych polityków. Z jednym wyjątkiem: Nawrockiego.

To prezydent Pół na Pół, z najwyższym poparciem w najmłodszym pokoleniu, do 30. roku życia. Tu cytuję badanie IBRiS z 21-23 sierpnia, a więc już po paradzie warszawskiej, rocznicy powstania warszawskiego oraz po serii wet: przeciwko osobie najbliższej, zdrowszemu wyżywieniu dzieci w szkole, a ostatnio przeciw daninie budżetowej od gigantów typu Orlen. Fenomen prezydenta, któremu pozwolono objąć urząd w, delikatnie mówiąc, skrajnie ambiwalentnych okolicznościach politycznych i prawnych, będzie tematem wielu doktoratów politologicznych, bo już nie śledztw dziennikarskich, gdyż sobie temat darowały, widząc słupki poparcia.

Cokolwiek się zdarzy do wyborów – a przewiduję, że zdarzy się więcej, niż myślimy, bo po prostu wisi w powietrzu ta generalna konfrontacja między nacjonalistyczną i faszyzującą prawicą a siłami stawiającymi im opór – wynik dziś nie jest do przewidzenia. I znów z wyjątkiem Nawrockiego w roli mentora nacjonalistów, którym jest dzisiaj i którym będzie za rok i kolejne lata. Chyba tylko w USA dzieje się coś takiego jak u nas: mimo ewidentnych niezdolności do rządzenia krajem u niego i jego popleczników Trump utrzymuje ciągle poparcie na poziomie jednej trzeciej elektoratu. Dokładnie jak Nawrocki w elektoracie prawicy.

Słowem, w istocie obaj, Duży i Mały Trump, nie mają za sobą większości, a ostentacyjnie i z perwersyjnym samozadowoleniem zachowują się, jakby mieli. Ta „strategia” jest prosta i skuteczna jak mało co, bo żaden z konkurentów po drugiej stronie tęczy nie odważy się na takie samochwalstwo ani nie dałby rady udawać przekonująco populisty (patrz kampania prezydencka Trzaskowskiego). Populistą wiarygodnym nie będzie dlatego Tusk, prędzej Kosiniak-Kamysz, i teraz zaczyna się wątek „kosiniady”, czyli skutków i perspektyw na przyszłość wielkiej kariery politycznej szefa ludowców, partii schodzącej ze sceny, aczkolwiek opornie.

Krystyna Naszkowska, znawczyni tematyki wiejskiej, bierze pod lupę inny fenomen: PSL, najstarszej partii politycznej wciąż funkcjonującej w polskiej polityce – od epoki rozbiorów, przez II RP, okupację, PRL (pod kontrolą komunistów i zmienioną nazwą ZSL), aż do teraz. Na tym teraz publicystka się skupia. Jakoś nie do końca wierzy – w świetle obecnego układu sił – że ludowcy faktycznie samodzielnie pójdą do wyborów w przyszłym roku. Raczej jednak wystartują z list KO, a może nawet Kosiniak-Kamysz zostanie następcą Tuska, gdyby nacjonaliści nie dali rady sformować rządu. Cóż, warto zapłacić taką cenę, jeśli nacjonaliści pozostaliby kolejną kadencję w ławach opozycji.

Mam i miałem (bo już nie żyją) wśród przyjaciół niejednego sympatyka ruchu ludowego, włącznie z prof. Leszkiem Kołakowskim. Intrygowało mnie, czemu mimo wszystkich meandrów, lawirowań ludowców ci doskonale znający polską historię ludzie nawet po 1989 r. zerkali z sympatią w ich stronę. Być może jakoś lubili tę emancypację wsi spod Kościoła i internacjonalnych ideologii tamtych czasów, wyczuwali w tym swojską autentyczność.

Czy dziś też tak to wygląda w PSL? Już w koalicji z Tuskiem ludowcy okazywali się hamulcowymi progresizmu proponowanego przez Lewicę. Byli i są prawym skrzydłem koalicji i tego nie kryją, ale pragmatycznym raczej niż ideologicznym, co sprawia, że koalicja się nie rozłazi tak dramatycznie jak za symetrysty Hołowni (mam nadzieję, że jego powrót to jednak bajanie, nikt nie zrobił tyle złego dla koalicji co Hołownia i N.-P. ). Naszkowska nie sądzi, by Kosiniak postawił w wyborach na przymierze z Morawieckim. Mnie też w to trudno byłoby uwierzyć.

Ale bez przerwy, do znużenia, trzeba pamiętać w opisywaniu polityki polskiej AD 2026, że toczy się w ponurym cieniu grupy trzymającej część władzy wykonawczej w Pałacu Namiestnikowskim. Nic się nie zmieniło, raczej pogorszyło: nacjonaliści pod protektoratem Nawrockiego, Mentzena i Bosaka plus fronda promoskiewska Brauna i PiS Plus Morawieckiego zrobią wszystko, by przejąć całą władzę i zmienić kurs geopolityczny Polski przyjęty po 1989 r. Im i ich kręgom to się opłaca, Polskę wyizoluje z Zachodu i zostawi sam na sam z Putinem i AfD. Koło historii znów się domyka. My, Polacy, wolne ptacy.

Reklama