Roger i doktor Freud
W poznańskim Teatrze Wielkim reżyser (a zarazem dramaturg i scenograf) Krzysztof Cicheński posadził Króla Rogera Karola Szymanowskiego na kanapę psychoanalityka.
To oczywiście tylko jeden z motywów, ale ogólnie Roger jest tu psychoanalizowany, ukazuje się w trzech wersjach wiekowych (także jako chłopiec oraz jako starzec na wózku inwalidzkim prowadzonym przez starą Roksanę), tancerze przewalający się po scenie nie są orszakiem Pasterza, lecz obrazem jego pragnień, a i sam Pasterz jest częścią tej kategorii, raczej symbolem niż postacią. Więcej się tu wydaje niż dzieje naprawdę, łącznie właśnie z podążaniem tłumu za Pasterzem na zakończenie II aktu (o czym mowa jest przy pustej scenie).
Na rzeczonej kanapie psychoanalizuje Rogera Edrisi, czyli jedyny przytomny i rozsądny w tym całym towarzystwie – w tej roli w obu obsadach występuje świetny także aktorsko (jak zwykle) Karol Kozłowski, znakomicie ucharakteryzowany, w okularach, z pokaźną brodą i w trzyczęściowym garniturze. Figura jakby spoza tego świata, choć w garniturze pojawia się też sam bohater tytułowy (w ostatnim akcie się go pozbywa). Długowłosy Pasterz występuje w białej szacie, Roksana zaś w czerwonej – obie barwy symboliczne. W ostatnim akcie obserwujemy też nie do końca zrozumiałe rytuały; nie będę opisywać, by nie spojlować.
Różne bywają pomysły na tę operę – jedni eksponują wątek mistyczny, inni gejowski, jeszcze inni polityczny, a ogólnie panuje opinia, że właściwie nie wiadomo, o czym to jest. Jedno jest pewne: muzyka tego dzieła jest po prostu genialna. Jacek Kaspszyk i tym razem zadośćuczynił swojej koncepcji (a reżyser na nią przystał), by grać to dzieło w całości za jednym zamachem, bez przerw; trwa to w sumie półtorej godziny, a nie wypada się z tego niesamowitego nastroju, więc muzycznie jest całkowicie uzasadnione. Orkiestra i chóry brzmiały wspaniale – trzeba powiedzieć, że poznańska orkiestra operowa jest jedną z najlepszych w Polsce (od niedawna dołączyła również Opera Bałtycka). Ile jednak znaczy dobry szef z osobowością.
Co do śpiewaków, poza Karolem Kozłowskim pierwsza obsada przedstawia się podobnie jak w koncertowym wykonaniu berlińskim sprzed kilku miesięcy. Szymon Mechliński pokazał się jeszcze bardziej efektownie, bo bardzo emocjonalnie. Minusem była niewyraźna wymowa Ruslany Koval, choć sam głos brzmiał pięknie. Ciekawie zapowiada się druga obsada, ale już jej nie posłucham, bo wracam do Warszawy, zresztą na kolejną premierę.
Roger jest ostatnią premierą operową za 16-letnich rządów Renaty Borowskiej-Juszczyńskiej w tym teatrze, można powiedzieć, że bardzo ładnym ich zwieńczeniem. Co będzie dalej? Któż to wie. Zobaczymy.
Komentarze
Ciekawostka a propos „nie wiadomo, o czym jest ta opera”. Wracając do Warszawy czytałam w drodze program spektaklu i w wywiadzie reżyser mówi o zakończeniu opery tak: „Finału nie da się wyjaśnić, może natomiast da się go ‚przejaśnić’, co postaramy się uczynić, by publiczność, mrużąc oczy, zwróciła się w stronę magii muzyki” (co zresztą zrobione jest bardzo efektownie). Parę stron później w eseju Piotra Nędzyńskiego pada proste stwierdzenie: „Iwaszkiewicz chciał, żeby [Roger] podążył za Pasterzem-Dionizosem, podobnie jak Roksana i cały dwór. Szymanowski dokonał samowolnie zmian w libretcie III aktu i ostatecznie Król zatrzymuje się śpiewając Hymn do słońca, będącego wszak symbolem Apolla. Wygrywa więc rozum, a nie zmysły”. I to jest właściwa odpowiedź: w walce wziętej z Nietzschego pomiędzy pierwiastkiem dionizyjskim i apollińskim zwycięża ostatecznie ten drugi.
W sobotę w drugiej obsadzie wystąpiła Joanna Freszel, więc polszczyzna była lepsza. Generalnie jednak za głośne brzmienie orkiestry utrudniało usłyszenie śpiewaków. Ale tak to jest z tą gęstą partyturą, zwłaszcza w niewielkim teatrze. Zobaczymy, jak to dzieło uda się w przyszłym sezonie w berlińskiej Komische Oper.
Dokładniej w Schiller-Theater (remont jeszcze się nie skończył). Ciekawe, co zrobi z tym Evgeny Titov – nie widziałam żadnej jego produkcji. Ogólnie jest chwalony.
Tak, cały czas tam grają. Ale co pewien czas robią publiczne wycieczki do własnej siedziby, by oglądać postęp remontu.
Remont Staatsoper baaardzo się przedłużył. Komische Oper pewnie też.