Trio solistów
Zwykle na koncertach kameralnych w Filharmonii Narodowej wypełnione jest gdzieś z pół sali (niestety). Tym razem jednak, na występie Genesis Piano Trio, sala była pełna.
I trudno się dziwić, ponieważ ten młody stażem zespół, grywający ze sobą od zeszłego sezonu, składa się z trzech znanych i lubianych solistów: skrzypka Jakuba Jakowicza, wiolonczelisty Marcina Zdunika oraz pianisty Szymona Nehringa. Każdy z nich ma swój krąg sympatyków, nie wszystkie te kręgi nawet się pokrywają – i w sumie było kim salę wypełnić.
Bardzo się chwali, kiedy muzyk nie pozostaje w jednej swojej specjalności, nie ma wyłącznego parcia na bycie solistą i uprawia kameralistykę. Ja się zawsze bardzo z tego cieszę, bo po pierwsze uwielbiam muzykę kameralną, a po drugie wiem, że to bardzo rozwija. Jednak w przypadku, gdy wszyscy są koncertującymi solistami, nie jest to takie proste: każdy z nich ma swój kalendarz, swoje zajęcia, swoje życie. A naprawdę dobra kameralistyka jest wtedy, gdy jest ona jednak jednym z tych ważniejszych zajęć. Pamiętne Beaux Arts Trio nawet kiedy składało się z muzyków będących również cenionymi solistami, a tak było w przypadku ostatniego składu, z Danielem Hope’em i Antoniem Menesesem, to zajmowało się tym bardzo intensywnie. No i zawsze był Menachem Pressler, który całe życie grał w triu, z wyjątkiem początków i zakończenia kariery, kiedy to grał solo.
Pamiętam taki przykład z Polski: zespół pod szumną nazwą Trio XXI Wieku założyli Ewa Pobłocka, Marek Moś i Andrzej Bauer. Ewa i Andrzej – soliści, Marek – wówczas prymariusz Kwartetu Śląskiego, dopiero później odłożył skrzypce, zajął się dyrygenturą i stworzył AUKSO. We trójkę byli wspaniali i przykładali się do tego, ale nie trwało to długo, bo w końcu i z nich każdy miał swoje intensywne muzyczne życie.
Jak będzie z tą trójką? Na razie było sympatycznie, aczkolwiek spodziewałam się więcej. Tym bardziej, że Jakub Jakowicz ma rozległe doświadczenia kwartetowe, a Marcin Zdunik również grywa kameralnie w różnych układach. Najmniej doświadczenia w tej materii ma pianista, który zresztą był w niełatwej sytuacji i ja to rozumiem: sala kameralna FN, jak wiadomo, nie nadaje się dla fortepianu (chyba że historycznego), bo w forte robi się straszny hałas, więc Nehring starał się „nie wychylać”, co w konsekwencji ograniczało bardzo możliwości ekspresyjne. Skrzypek z wiolonczelistą rozumieli się, ale też byli nie do końca zgrani, co wyszło niestety zwłaszcza w Triu B-dur („Arcyksiążęcym”) Beethovena.
Grali jeszcze Trio C-dur Brahmsa, a na początek – Trio fortepianowe wiolonczelisty, Marcina Zdunika. Utwór, który brzmiał, jakby powstał ze sto lat temu: między neoklasycyzmem, impresjonizmem a ekspresjonizmem (tego ostatniego najmniej). Nie za łatwy, nie za trudny (w odbiorze), tak w sam raz.
Ciekawe: ostatnio mieliśmy w FN młode obiecujące, ale początkujące (i chyba jednak okazjonalne) trio Niedziółka-Wrona-Dubiel, dziś bardziej zaawansowane, ale jednak chyba też w fazie początkowej – a 2 czerwca w ramach cyklu Scena Muzyki Polskiej wystąpi Trio Verto (zadebiutowało w 2022 r. na Trzy-Czte-Ry), również złożone ze znakomitych muzyków, solistów, kameralistów i muzyków orkiestrowych: Anny Marii Staśkiewicz, Marcela Markowskiego i Radosława Kurka. Ciekawe, jak wypadnie: tu spodziewam się chyba jeszcze więcej.
PS. Ciekawostka: nazwa Genesis Piano Trio nawiązuje, jak deklarują artyści, „do przełomowego utworu Henryka Mikołaja Góreckiego”. Ale Genesis, a ściślej mówiąc jego pierwsze ogniwo Elementi per tre archi, to, jak sama nazwa wskazuje, trio smyczkowe… Drugie to Canti strumentali na 15 instrumentów, trzecie – Monodram na sopran, perkusję i kontrabasy.