Wybór Roksany, wybór Virginii

Spektakl Urojenia w Operze Narodowej to dwie historie kobiece opowiedziane choreografią Izadory Weiss, w których ważny jest nie tyle taniec, co emocje.

Pierwsza część to już kolejne nawiązanie artystki do Szymanowskiego, po Biegunach-Harnasiach sprzed pięciu lat. I tym razem także chodzi o kobietę i perspektywę wolności. Wówczas do muzyki Harnasi (i IV Symfonii „Koncertującej”) została dopisana historia zainspirowana opowiadaniem Olgi Tokarczuk: bohaterka odchodzi od męża do biegunów, wśród których spotyka przystojniaka Harnasia, ale ostatecznie na koniec godzi się z mężem. Dzisiejsza historia bierze się z Króla Rogera, ale widzianego od strony Roksany, a z muzyki tego dzieła pozostała tylko jej pieśń (w wersji skrzypcowej), towarzysząca pierwszej scenie miłosnej Roksany i Rogera, leżących na dywanie z fioletowych kwiatów. Widać jednak, że Roksana ma jakieś rozterki, czegoś jej brak. Przy wolnej części z I Kwartetu Beethovena pojawia się grupa tancerzy, wreszcie – i tu wchodzi muzyka Giji Kanczelego – pojawia się Pasterz, który z miejsca fascynuje Roksanę. Choć ta daje mu się porwać, czeka ją zawód i zrozumienie, że uległa urojeniu, ułudzie fałszywego uroku. Ale do Rogera już nie wróci: zostaje sama i przy rzewnym walcu Shigeru Umebayashiego z filmu Spragnieni miłości tańczy monolog wyzwolenia z tej ułudy.

O ile w przypadku Roksany chodzi o urojenia emocjonalne, to postać Virginii Woolf dręczą urojenia psychiczne, od których nie jest w stanie się wyzwolić. Tu obrazem tych urojeń, bardzo sugestywnym, jest zespół tancerzy otaczających solistkę. Jest też mąż Leonard, siostra Vanessa, przyjaciółka i kochanka Vita i kilka innych osób. Bohaterka jest przez życie i otoczenie coraz bardziej udręczona i w końcu wyzwoleniem dla niej staje się samobójstwo – jak wiadomo, Woolf utopiła się wchodząc do rzeki z kamieniami w kieszeniach – ale tu oddane jako marsz wyzwalający, ze spadającymi na nią fioletowymi kwiatami, klamrą z początkiem spektaklu. Muzyka w tej części – to kilka znalezisk choreografki: Koncert wiolonczelowy Dobrinki Tabakovej, najciekawszy chyba z tego zestawu Entr’acte Caroline Shaw oraz w końcówce fragment utworu kompozytorki i wiolonczelistki Zoë Keating, a pomiędzy nimi jeszcze fragmenty z Vivaldiego i Johna Ecclesa.

Świetni są tancerze, którzy muszą tu aktorsko pokazać wszystkie rozterki postaci. A więc obie bohaterki: Roksana – Yana Shtanhei i Virginia – Daria Majewska; ta pierwsza występuje również w drugiej części jako Vita. Mężów w obu częściach gra ten sam Vladimir Yaroshenko. Także Pasterz – Nikodem Bialik pojawia się epizodycznie w drugiej części.

W wywiadzie zamieszczonym w programie, pytana o to, jak szukała sposobu na wyrażenie kobiecego cierpienia i szaleństwa, Izadora Weiss odparła: „Czerpię z siebie”, a zagadnięta z kolei o to, co dla niej znaczy wolność: „Wolna kobieta się nie boi. (…) Każda z nas musi to wypracować, to się samo nie dzieje. Mieć odwagę podejmować kontrowersyjne decyzje i stać za nimi, umieć ich bronić”. Roksana wybiera źle, ale broni tej decyzji jako prawa do własnych błędów; Virginia zaś wybiera śmierć zamiast udręki. Dwa bardzo różne dylematy, ale oba dają do myślenia, nie tylko do podziwiania umiejętności tanecznych.

Reklama