WarszeMuzik na Pradze
Po raz pierwszy festiwal zawitał dziś na prawym brzegu Wisły. Miejsce odpowiednie: Muzeum Warszawskiej Pragi mieści się w budynku pożydowskim z pierwszej połowy XIX w., a na jego tyłach znajdują się dwie modlitewnie.
Koncert miał się odbyć w sali muzeum, w której zwykle podobne imprezy się odbywają, ale przyszło dużo ludzi, więc siłą rzeczy postanowiono w ostatniej chwili, że i tu festiwal będzie podwórkowy. Okoliczności były improwizowane, stąd trochę niezręczności, ale w sumie koncert był wzruszający.
Podobny program Harmonium Duo (Hubert Giziewski i Iwo Jedynecki) z Marcinem Zdunikiem przedstawili cztery lata temu w synagodze podczas festiwalu Warszawa Singera. Dwa utwory kompozytorów żydowskich – Mieczysława Wajnberga i Gustava Mahlera – zostały otoczone utworami twórców nieżydowskich: na początek Langsamer Satz – młodzieńcze, romantyczne dzieło przyszłego dodekafonisty Antona Weberna (które zaskakująco pasuje do tego programu, napisane na kwartet smyczkowy, ale całkiem ładnie brzmiące w duecie akordeonowym), a na zakończenie – Contrapunctus I z Kunst der Fuge Bacha. Dziś zamiast tego ostatniego muzycy pożegnali nas Kołysanką hebrajską Josepha Achrona, twórcy urodzonego na Litwie, który swój pierwszy koncert jako cudowne dziecko dał w Warszawie, później studiował w Petersburgu, podróżował, wykładał w Charkowie i Leningradzie, a po krótkich pobytach w Berlinie i Palestynie wylądował w Hollywood, gdzie przedwcześnie zmarł w 1943 r.
Wszystkie transkrypcje są autorstwa duetu akordeonistów, Marcin Zdunik tym razem dokonał tylko drobnych modyfikacji, np. dodając pizzicata w utworze Mahlera. Wiolonczelista w obu cyklach wokalnych – Pieśniach żydowskich do słów I. L. Pereca op. 13 Wajnberga i Kindertotenlieder Mahlera – pełnił rolę śpiewaka. Niestety na wykonanie Mahlera muzycy przemieścili się do wnętrza budynku, siadając przy wejściu, a że było mało miejsca, to wiolonczelista usiadł z tyłu, więc był siłą rzeczy mniej słyszalny. W synagodze musiało to brzmieć dużo lepiej.
Było też więcej hałasów niż zwykle – z tego podwórka słychać tramwaje i samochody z Targowej, nawet dość głośno, a jeszcze nad głowami latały nam samoloty w ramach próby do defilady. No, ale to dobrodziejstwo inwentarza – na Umschlagplatzu jest gorzej, bo tramwaje przejeżdżają wręcz obok. To nas czeka jutro, ale też warto przyjść.
Komentarze
Czy to musi być festiwal wędrowny? Może niech zawita na stałe do Muzeum Polin, gdzie są odpowiednie warunki…
Rzecz właśnie w tym, że to jest festiwal wędrowny, który przynosi tę muzykę w miejsca, w których dotąd nie zaistniała. W tym roku wyjątkowo jest też koncert w Studiu im. Lutoslawskiego, ale to dlatego, że to edycja jubileuszowa i pewnie w związku z tym jest więcej pieniędzy. Bo jeszcze jedną cechą wyróżniającą ten festiwal jest niewysoki koszt.
Przez lata byłam skazana na słuchanie koncertów w starej Filharmonii w Krakowie przy akompaniamencie przejeżdżających ulicą tramwajów, a i drgania podłoża też dawały się odczuć. Dziś jest na szczęście ICE:)))
Ale w ICE akustyka jest taka sobie.