Chopin wszędzie

Dziś NIFC przedstawił wyniki akcji „Efekt Chopina”, która stanowiła „pójście za ciosem” Konkursu Chopinowskiego – między październikiem i grudniem 2025 r. muzycy jeździli po kraju, docierając z koncertami i akcjami edukacyjnymi do prawie wszystkich powiatów w Polsce.

Konferencję można obejrzeć na fb Instytutu, a kilka sprawozdań tutaj. I gdy słuchałam tego wszystkiego i oglądałam te wzruszające filmiki, myślałam sobie: przecież dzieciaki powinny mieć coś takiego na co dzień! To jest wielka rzecz, kiedy mają u siebie takie święto i nie mają trudności z dotarciem na nie, ale też obcowanie z muzyką sprzyja rozwojowi wewnętrznemu. A przy tym od dawna już wiadomo, że takie akcje są sytuacją win-win i dla publiczności, i dla samych muzyków – dziś opowiadali o swoim odbiorze akcji Aleksandra Bobrowska i Krzysztof Wierciński. I obie strony, publiczność i muzycy, pytają: kiedy znów?

Artystów zaangażowanych w wydarzenie było mnóstwo: podliczono 123 wykonawców w ramach 386 wydarzeń, dla 58 tys. odbiorców. Fundacje, zespoły, soliści, aktorzy, a wśród pianistów uczestnicy nie tylko ostatniego, ale też poprzednich Konkursów Chopinowskich.

Jesienna akcja kosztowała 7 mln. Wiadomo, jak napięty jest budżet, ale ministra Marta Cienkowska opowiadała, że są starania, by podobne akcje mogły się nadal odbywać, przynajmniej w najbliższej pięciolatce. W przyszłym roku mamy stulecie Konkursu Chopinowskiego, a za trzy lata XX Konkurs Chopinowski, więc są poważne preteksty, by to rozkręcić, a potem – może już wszyscy uznają, że to jest naturalne i że tak ma być już na stałe? Hm, oby.

Przyznam, że gdy usłyszałam o nazwie tej akcji, myślałam, że to nawiązanie do terminu „efekt Mozarta” – w sumie mogłoby tak być. Ale dyrektor NIFC Artur Szklener zdradził, że chodziło o „efekt motyla”, czyli anegdotę z dziedziny teorii chaosu głoszącą, że trzepot skrzydeł motyla (jako przykład drobnego, pozornie nieistotnego zdarzenia) może wywołać dalszy, nieprzewidywalny ciąg zdarzeń, aż do burzy piaskowej. Tym trzepotem skrzydeł mają być właśnie owe koncerty, a efektem – „tajfun wokół Chopina”. Zobaczymy…

Sukces, jak wiadomo, ma wielu ojców. Dziś ministra Cienkowska stwierdziła, że był to jej pomysł. Ale dyrektor Szklener poprawił, że w Instytucie myślano o tym od kilkunastu lat. Wspomniał mi później, że gdy rozmawiał jeszcze z ministrem Bartłomiejem Sienkiewiczem, ten go spytał, czy można Konkurs Chopinowski jeszcze bardziej umiędzynarodowić. Odpowiedział, że konkurs jest i będzie bardzo międzynarodowy, pilniejsze jest, żeby był odpowiednio uznany w kraju. Chyba tym razem się rzeczywiście udało dzięki internetowi, ale to było dopiero przygotowanie gruntu – żywe obcowanie z muzyką jest jeszcze bardziej angażujące i daje więcej wymiernych korzyści odbiorcy. Tego żadna AI nie zastąpi.

Reklama