Strauss z ufoludkami

Kawaler srebrnej róży Richarda Straussa w Operze Bałtyckiej w reżyserii Wojciecha Farugi uderza absurdalnością, ale pod batutą Yaroslava Shemeta i ze znakomitymi solistami przypomina o pięknie tej muzyki.

Jakież to doprawdy odkrywcze: uznać, że to, co napisał kompozytor, jest dziś nieczytelne, „bo stare”, więc trzeba arbitralnie wymyślić coś, co rzekomo „będzie czytelne” dziś. Kończy się na tym, że nieczytelność jest jeszcze większa. Ale co tam, można udać, że wszystko, co dzieje się na scenie, to kręcenie filmu w Hollywood – tam w końcu każdy absurd jest dozwolony, nawet ufoludki, które są jakby motywem przewodnim tej inscenizacji. Tylko co to ma wspólnego z tym, o czym opowiada Strauss i Hofmannsthal?

Kawaler jest zarazem komedią i dziełem głębokim, opowieścią w gruncie rzeczy o goryczy przemijania. Dobre chociaż i to, że słynnego monologu Księżnej Marszałkowej czy też finałowego tercetu żadna już głupotka nie zakłóca, ale przez te wszystkie wygibasy całość staje się płytsza. I tylko głosy i aktorstwo, a w tle orkiestra, przybliżają odbiorcy właściwy sens i ratują ten spektakl.

Dla orkiestry Opery Bałtyckiej było to wyjątkowo trudne zdanie, były więc momenty zachwiań, ogólnie jednak wszystko płynęło w znakomitych tempach podjętych przez dyrygenta. A do ról głównych, było naprawdę satysfakcjonująco. Dla Iwony Sobotki Marszałkowa to rola życia, jest doskonała pod każdym względem: wokalnie, wyrazowo, ale także aktorsko – prawdziwa grande dame. Joanna Motulewicz jako Oktawian bardzo dobrze wywiązała się z trudnego zadania naśladowania chłopięcości; zrobiono jej bardzo zręczną lateksową „klatę z kaloryferem”, a już kiedy w ostatnim akcie udaje drag queen, to jest w tym wyjątkowo przekonująca – wygląda właśnie na udawaną kobietę. Duża sztuka. Głównego tercetu śpiewaczek dopełnia również znakomita Aleksandra Kubas-Kruk jako Zofia. Z ról męskich Bjarni Thor Kristinsson był niezwykle sugestywnym baronem Ochsem, pokazując zarówno świetny głos, jak i prawdziwą vis comica.

Zawsze mi szkoda, kiedy tak piękne dzieło, które rzadko w Polsce bywa wystawiane, jest „ozdabiane” wydziwionymi koncepcjami, które bynajmniej go publiczności nie przybliżają, choćby realizatorzy myśleli inaczej. Ale widać tak musi być…

Reklama