Jest „Penderecki”

Rzadko się chwalę, ale tym razem muszę donieść, że dziś ma swoją premierę moja książeczka z serii Małych Monografii PWM.

Skończyłam ją co prawda w grudniu 2024 r., więc trochę poleżała i nabrała mocy urzędowej, ale w końcu jest w sprzedaży, o czym donosi wydawnictwo. Jest to już dwudziesta szósta pozycja z tej serii.

Przyglądam się Małym Monografiom od początku – wbrew pozorom nie są to tylko krótkie, przystępne opowieści o kompozytorach i sama wiele już się z nich dowiedziałam, nawet o tych, o których pozornie wie się wszystko. Aż się zdziwiłam, że np. wokół Mozarta można było całkiem po nowatorsku poszperać, jak to zrobiła Danuta Gwizdalanka, czy jak wokół Chopina zrobił to Jakub Puchalski. Nie mówiąc już o twórcach mniej popularnych, jak Maria Szymanowska (również Gwizdalanka) czy Władysław Żeleński (Maciej Negrey).

Mam też jeszcze taką refleksję, że każda z tych monografii owszem, opowiada w jakiś sposób o swoim bohaterze/bohaterce, lecz wiele również mówi o swoim autorze/autorce, ukazując właściwe sobie podejście do tematu. Zdarzają się koncepcje opowiadania o samym życiu – tak robi np. wspomniana Danuta Gwizdalanka we wszystkich dotąd napisanych monografiach: Lutosławskiego, Mozarta, Szymanowskiej i Wajnberga; nawiasem mówiąc właśnie w tej ostatniej jednak komentarzy do twórczości mi brakuje. O Grażynie Bacewicz Joanna Sendłak, jej wnuczka, również pisze jedynie w kontekście historii życiowej, co zrozumiałe, ponieważ nie jest muzyczką z zawodu, a w sprawach rodzinnych jest najlepiej poinformowana (zresztą wokół twórczości Bacewicz ukazało się ostatnio rozszerzone wydanie książki Małgorzaty Gąsiorowskiej). Ale są i książeczki poświęcone właściwie niemal wyłącznie omówieniu dzieł – tu z kolei brak mi jakichś więcej danych o życiu: tak jest np. w monografii Tadeusza Bairda pióra Rafała Augustyna, który nad życiem kompozytora prześlizguje się pobieżnie na początku, a potem skupia się na obszernym, bardzo autorskim (co podkreśla) omówieniu twórczości i nagrań. Także wydana jako pierwsza monografia Pawła Szymańskiego, którą napisał Krzysztof Kwiatkowski, dotyczy niemal wyłącznie jego muzyki. Różne też są stylistyki i strategie autorskie.

A jaka była moja? Od razu wiedziałam, że muszę napisać i o życiu, i o twórczości Pendereckiego, bo jedno nierozerwalnie wiąże się z drugim. Ważne też dla mnie było ukazanie paru rzeczy: przede wszystkim tego, że zmiany w jego stylu dokonały się ewolucyjnie, nie rewolucyjnie, ale też np. faktu, jak wiele w jego twórczości wynikało z naznaczenia wojną, z traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Istotne też było dla mnie, jak świat reagował na jego twórczość. Jego kariera była tak spektakularna, że była bardzo wdzięcznym materiałem do opracowania choćby pobieżnego.

Muszę też powiedzieć, że pisanie tej książeczki sprawiło mi dużą przyjemność. Znaliśmy się wiele lat. Jeden z jego studentów powiedział kiedyś, że kompozytor miał kilka twarzy: oficjalną – nieprzystępną, profesjonalną – profesora i autorytetu, i prywatną – bardzo bezpośrednią, o ogromnym poczuciu humoru. Osobiście miałam szczęście stykać się tylko z tą ostatnią, byliśmy w bardzo dobrych kontaktach i lubiliśmy się, więc pisałam z miłą myślą, że sobie go na trochę ożywiam. I czytelnikom życzę takiego odczucia – no i w ogóle miłej lektury.

Reklama